❤ Witamy w serwisie erocall.info ❤

Nasza strona zawiera treści o charakterze erotycznym i jest przeznaczony dla osób pełnoletnich! Wchodząc tutaj akceptujesz warunki regulaminu i oświadczasz, że ukończyłeś 18 lat.

Archive for 10 sierpnia 2026

Samochodowa przygoda Karoliny

Dzięki temu że udało mi się złapać intratny kontrakt u pewnego biznesmena nasz domowy budżet jest jeszcze w lepszej kondycji niż parę miesięcy temu. Zadanie moje polega na tym żeby wozić go, jego przyjaciół i innych bogatych biznesmenów po mocno zakrapianych alkoholem imprezach. Byłem coś na kształt jego prywatnego kierowcy, a mój minivan idealnie nadawał się do tego żeby przewieźć większą grupę osób. Jednak kontrakt ten wiązał się niestety z obowiązkami. Mój pracodawca żądał aby samochód zawsze był w idealnym stanie jeśli chodzi o względy czystości. Czasem wysprzątane auto po 2 godzinach i tak zamieniało się w siedlisko rozpusty, no ale klient nasz Pan. Wczoraj dostałem telefon od mojego pracodawcy że dzisiaj ma ochotę się zabawić po dość długiej przerwie, wiec niestety ale odkurzacz oraz gąbka musiały iść w ruch. W trakcie odkurzania pod dołem fotela kierowcy odkurzacz natrafił na jakiś przedmiot który zatrzymał się na wlocie wąskiej końcówki. Ze zdziwieniem i lekkim ubawem stwierdziłem że są to kobiece majtki, nawet podobne do takich jakie nosi moja żona Karolina. Zaciekawiło mnie to ponieważ nigdy nie dostrzegłem aż tak ostrych zabaw wożąc kiedykolwiek któregoś z tych bogaczy. No no wiadomo jak ktoś ma kasę to nogi laskom same się rozkładają. Przypomniało mi się o tym że zamontowałem dwie szpiegowskie kamerki z widokiem na całą tylną kanapę, zresztą było to życzenie mojego mocodawcy, który jak stwierdził, czasem takie nagrania przydają się jeśli któryś z kolegów po fachu nie jest chętny do podpisania jakieś umowy. Jak to mówił -wystarczy taki filmik i przypomnienie o tym że jednak żona z takiego widoku nie będzie zadowolona i każdy z nich był bardziej skory do współpracy.
Zgrałem więc wszystkie filmiki z karty pamięci i poszedłem do domu. Jako że mojej żony aktualnie nie było mogłem w spokoju przejrzeć wszystkie nagrania. Trochę tego było ale mi się za specjalnie nie spieszyło więc powoli przeglądałem wszystkie pliki. Samochód był sprzątany 3 tygodnie temu. Od tego czasu miałem nagrane dwie imprezy oraz nasz wyjazd po towar. Na pierwszej kamerce nie znalazłem nic ciekawego. Libacje jak libacje trochę obmacywania nic więcej. Przy naszej podróży z Karolem była cała zasłonięta kartonami, zresztą filmiki z tego wyjazdu też mogłem od razu pominąć. Pozostał materiał z drugiej kamery. Przy obu imprezach kamera nie uchwyciła żadnych specjalnych ekscesów. To samo co przy wcześniejszych filmach tylko z innego ujęcia. Miniatura jednego z filmiku naszej podróży powrotnej z towarem jednak przykuła moją uwagę. Było to nagranie jak wsiadaliśmy po postoju w zajeździe. Jak na mój gust moja żona miała zbyt bardzo podwiniętą sukienkę. Zaciekawiony tym ujęciem włączyłem filmy z całą podróżą powrotną i zacząłem oglądać nagrania….

Wakacyjna przygoda

Stasiu, siedział w barze wraz ze swoimi przyjaciółmi. Właśnie zakończyli rok szkolny i postanowili to uczcić. Pili, śmiali się i rozmawiali. Ciągle przewijały się tematy planów na przyszłość, wakacyjnej pracy i przyszłorocznej matury. Czas mijał szybko, kolejne kieliszki pozostawały puste. Około 2 w nocy Staś postanowił wrócić do domu. W odróżnieniu od swoich kolegów nie był pijany. Nie stronił od alkoholu, ale nie był też pasjonatem picia do nieprzytomności. Podał wszystkim kolegom ręce, wszystkie przyjaciółki przytulił i obiecał, że spotkają się w najbliższym czasie. Szedł z centrum miasta w kierunku swojego domu. Mimo że właśnie rozpoczęło się lato, to było dość chłodno. Wkoło było słychać muzykę, głośne rozmowy. Zapiął bluzę i wyciągnął papierosa, po czym go zapalił. Szedł spokojnie, rozmyślając o wszystkim i o niczym. Kiedy przechodził przez park miejski, zauważył zataczająca się dziewczynę. Od razu ją rozpoznał, chociaż jej nie znał. Wiedział, że jest to o rok od niego młodsza dziewczyna. Nie wiedział jednak, jak ma na imię. Była to przeciętnego wzrostu brunetka, o zielonych oczach i perlistym uśmiechu. Staś często mijał ją na korytarzu w szkole, podobała mu się, ale nigdy nie miał czasu ani pretekstu, by z nią porozmawiać.
Tym razem miał jedno i drugie. Podszedł do ewidentnie pijanej nieletniej.

-Czy wszystko w porządku?-spytał najbardziej niewyrażającym emocji ani zainteresowania tonem, na jaki mógł się zdobyć.

Ona spojrzała na niego zdziwiona i się gorzko roześmiała.
-A co miałoby być nie tak? Życie jest piękne. To pierdolone życie – wykrzyknęła tak, że chyba każdy w promieniu kilometra mógłby to usłyszeć.
Zaraz potem po policzkach pociekły jej łzy. Gwałtownie odwróciła się, zasłaniając twarz rękoma.
-Bardzo przepraszam, ale spieszę się do domu- powiedziała, lekko bełkocząc.

-To świetnie się składa, też tam zmierzam, możemy iść tą samą drogą- odparł, uśmiechając się przyjaźnie.

Ona spojrzała na niego jak na potłuczonego.
-Wybacz, ale mama nie pozwala mi rozmawiać z nieznajomymi- odparła i ruszyła chwiejnym krokiem przed siebie.

Staś ją dogonił i odpowiedział.
-A mi tata zawsze powtarzał, że trzeba pomagać ludziom w potrzebie. Jeśli ty w niej nie jesteś, to ja już nie wiem jak może wyglądać osoba w potrzebie.

Ona chciała cos powiedzieć, ale potknęła się i wywróciła.
Staś szybko pomógł jej wstać. Nieznajoma otrzepała się z kurzu i spojrzała na niego.

-Bardzo dziękuję za chęć niesienia pomocy, ale dziś rzucił mnie chłopak i patrzenie na kogokolwiek z chromosomem Y jest dla mnie niesmaczne- powiedziała i ruszyła dalej.

-Ja wszystko rozumiem, ale możesz się jeszcze raz przewrócić, albo zgubić. Pozwól się odprowadzić, nic cię to nie kosztuje- starał się nie zaprzepaścić tej szansy nawiązania relacji ze swoim ideałem Staś.

Ona zatrzymała się i zmierzyła go wzrokiem.
Był to 180 cm chłopak. Miał ciemnobrązowe, kręcone włosy i lekki zarost. Jego oczy były prawie czarne, a uśmiech prawie nie schodził z jego twarzy.

-Jeśli dasz mi fajkę, to możesz iść- odparła z rezygnacją.

Staś szybko wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Ona lekko trzęsącą się dłonią wyciągnęła jednego i włożyła do swoich pełnych, różowych ust.
Staś także wyjął papierosa i zapalił swój i jej. Szli oboje w milczeniu, co jakiś czas wypuszczając dym. Kiedy przeszli już spory kawał drogi, Staś jako pierwszy od dłuższego czasu postanowił się odezwać.

-To gdzie mieszkasz?-odezwał się i wyrzucił peta do mijanego przez nich śmietnika.

-Przekątna 22, jeżeli ci to cos mówi- odparła obojętnie.

-To kawałek stąd. Zamierzałaś przejść tę trasę sama o 3 nad ranem? Nie boisz się, że ktoś by cię napadł albo zatrzymałaby cię policja? W końcu jesteś niepełnoletnia i pijana- powiedział z lekkim zdziwieniem w głosie.

Ona spojrzała na niego podejrzliwie.
-Skąd wiesz, że nie mam 18-lat?-spytała, a w jej głosie zabrzmiała nutka wrogości.

-Chodzimy do tego samego liceum. Wiem, że jesteś o rok młodsza-powiedział, nie wyrażając większego zaangażowania.

Ona chwilę milczała i trawiła tę informację.
-Możliwe, rzadko przypatruje się ludziom w szkole.-skwitowała.-A co do tego, że jestem pijana, to dziś. Mam powód jak nigdy wcześniej.

-Mogę spytać, co się stało?-powiedział Staś.

-Możesz-odparła obojętnie.

-Co się stało?-zapytał chłopak.

Ona patrzyła przed siebie, szła lekko chwiejnym krokiem.
-Jakiś rok temu zakochałam się w starszym braci mojej najlepszej przyjaciółki. Jest ode mnie o 3 lata starszy. Zaczęliśmy rozmawiać, potem spotykać. Zostaliśmy parą. Dla mojej przyjaciółki była to świetna informacja, bo byłyśmy jak siostry. Łukasz, bo tak ma na imię, studiował we Wrocławiu. Nie widywaliśmy się zbyt często, ale za to codziennie rozmawialiśmy przez Skype. Wszystko układało się świetnie, aż do czasu Sylwestra. Wtedy zachorowałam i nie mogłam iść na imprezę, powiedziałam, żeby się nie przejmował i szedł sam. Poszedł i poznał jakąś dziewczynę. Niby to nic nie znaczyło, ale od tego czasu nasza zażyłość stawała się, coraz mniej zażyła. Ostatni miesiąc to były ciągłe kłótnie. Więcej się kłóciliśmy niż rozmawialiśmy. Dzisiaj powiedział mi przez telefon, że wyjeżdża z Nią i znajomymi na wakacje i nie chce być zajęty w tym czasie. Że mam się nie przejmować, bo to nie chodzi o mnie…-powiedziała i zaczęła płakać.

Szła i płakała. Łzy spływały po jej pięknej i delikatnej twarzy. A jej zielone oczy pełne łez odbijały blask mijanych latarni.
Staś nic nie mówił, tylko słuchał i szedł.
Szli tak długo, aż ona przestała płakać i spytała o papierosa. Znów oboje zapalili.
Skończyli fajki, kiedy akurat stanęli przed jej domem.

-Bardzo dziękuję za odprowadzenie-powiedziała lekko zachrypniętym głosem.
Była już 4 rano. Słońce wstawało, a miasteczko budziło się do życia.
-Mi było bardzo miło cię odprowadzić-powiedział Staś bez udawanej szczerości.-Dobrej nocy.

-Raczej dnia. Nie pójdę spać. Dom jest pusty. Rodzice wyjechali rano na coroczny weekend, a mnie zostawili, bo musiałam odebrać świadectwo. Miał przyjechać… Miał przyjechać. Nie chcę iść spać w pustym domu-powiedziała, po czym spojrzała na Stasia łaskawszym okiem.-Masz jeszcze trochę czasu?

-Do najbliższego zaplanowanego spotkania mam jeszcze 15 godzin. Tak, mam czas-odpowiedział lekko się uśmiechając.

Ona także lekko się uśmiechnęła, chyba pierwszy raz tej nocy. Staś pomyślał o tym, jak ładnie wygląda, gdy się uśmiecha.

-Chyba należy ci się jakiś akt podziękowania za nie zostawianie ludzi w potrzebie. Co powiesz na wino, a potem śniadanie? Wszystko to mam w domu dla dwóch osób, tylko tej drugiej osoby nie ma.-odparła, lekko krzywiąc twarz. Wyglądało to trochę tak, jakby dotknęła niechcący skaleczenia i skrzywiła się z bólu.

W Stasiu kotłowały się tysiące myśli. Poznał w życiu już ogrom dziewczyn. Kilka nawet blisko. Jednak ta jedna wydawała mu się wyjątkowa. Bardzo by nie chciał niczego zepsuć. Ona była rozgoryczona i lekko pijana. To, co mogłaby zrobić po kilku kieliszkach wina, przyprawiało go zachwyt, jak i przerażenie. A co jeśli do czegoś dojdzie i Ona będzie tego żałować? Chyba nie warto być pocieszeniem. To chyba zły pomysł. Trzeba odmówić. Koniecznie trzeba odmówić.

-Z miłą chęcią-odpowiedział, uśmiechając się.
W myślach zrugał się od kretynów i debili.

Ona słodko odgarnęła włosy i uśmiechnęła się.
-W takim razie zapraszam.-powiedziała i otworzyła furtkę domu.

Dom był bardzo przeciętny i niczym się niewyróżniający. Ale Stasiowi nie chodziło o dom, a o właścicielkę.
Weszli do środka i oboje zdjęli buty. Ona zaprowadziła go do swojego pokoju. To, co zobaczył Stasiu, trochę go zaskoczyło.

W całym pokoju unosił się słodki zapach perfum, wszędzie stały przyszykowane świeczki. Na pościeli łózka leżały płatki kwiatów, a na stole stało wino i dwa kieliszki.
Dziewczyna zasłoniła roletą okno i zatamowała tym samym dopływ wschodzącego słońca do pokoju. Powoli zaczęła zapalać wszystkie świeczki.

-Nie pozwolę, żeby cała moja praca poszła na marne. Chcę chociaż przez chwilę poczuć ten stracony wieczór-wytłumaczyła.

Gdy wszystkie świeczki były już zapalone, kazała Stasiowi, usiąść na łóżku i nalała wina do kieliszków, jeden podała chłopakowi.
Siedzieli tak i rozmawiali. Głównie to o wszystkim i o niczym. Omijali temat byłego chłopaka dziewczyny. Głównie mówili o szkole i wakacjach. Kiedy Staś zaczął opowiadać żarty i anegdotki, ona nie mogła przestać się śmiać. Czas mijał im szybko i ani się obejrzeli a była już 6 rano. Oboje byli zmęczeni, w dodatku Ona wypiła większość butelki wina. Przysunęła się do niego i oparła na jego ramieniu. On niepewnie objął ją ramieniem.

-Mogę cię o coś spytać?-powiedział niemal szeptem Staś.

-Możesz-odparła spokojnie.

-Jak masz na imię?-spytał Staś.

Ona chwilę milczała, po czym odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.

-Powiem ci, jeśli ty coś dla mnie zrobisz-powiedziała uśmiechając się zadziornie.

-Co takiego mam zrobić?-spytał zdezorientowany chłopak.

Ona szybko przysunęła się do niego i go pocałowała. Zatopili się w tym głębokim pocałunku. Jej usta były delikatne niczym jedwab i cudownie wilgotne. Całowała idealnie.
Nie przerywając pocałunku, położyła się na plecach, i przyciągnęła Stasia. Wplotła ręce w jego włosy i delikatnie przyciągnęła jego głowę do swojego podbrzusza. Spojrzała na niego znacząco.
On wiedział, czego od niego oczekuje. Podwinął jej spódniczkę i zaczął całować jej uda.
Składał te pocałunki delikatnie i z namaszczeniem, jakby całował posąg bogini.
Następnie przez cienki materiał majtek zaczął całować jej krocze. Powoli błądził ustami wkoło jej myszki. Oddech dziewczyny był coraz szybszy, a jej delikatne dłonie coraz mocniej przyciągały głowę Stasia do jej łona.
Chłopak objął dłońmi jej pośladki i zdjął majtki z jej nóg. Teraz miał przed sobą dokładnie wydepilowaną i już wilgotną pussy. Zaczął językiem drażnić jej łechtaczkę. Zaczęła oddychać coraz szybciej i po cichu wzdychać. On był coraz śmielszy. Jego język wnikał do jej szpark i drażnił górną ściankę. Wzdychała i powtarzała „Tak, tak”.
W pewnym momencie odsunął swoją twarz od jej łona i zaczął wsadzać w nią swoje palce. Najpierw powoli włożył w nią palec wskazujący. Ona lekko westchnęła. Leżała z zamkniętymi oczami a na jej prześlicznej twarzy malował się leciutki uśmiech. Mogłaby zostać ikoną kobiecego piękna na następne 100 lat, pomyślał Staś. Po chwili wsunął w jej wilgotną dziurkę drugi palec. Ona zareagowała już na to gwałtowanie. Jęknęła i spojrzała na niego. On zaczął posuwać ją palcami, starając się skupić na górnej części jej cipki. Dziewczyna głośno wzdychała i pojękiwała. Jej dłonie gniotły koc, na którym oboje leżeli, natomiast jej prześliczne nóżki coraz bardziej zaciskały się na Stasiu.
Kiedy jej pussy wydalała coraz więcej płynów, chłopak postanowił włożyć jeszcze palec serdeczny.
Dziewczyna zakrzyczała i wzięła gwałtowny oddech, jakby dopiero co wypłynęła spod tafli wody.
Staś coraz mocniej, ale nadal konsekwentnie posuwał ją dłonią. Kiedy kciukiem zaczął wykonywać kółka na jej łechtaczce, dziewczyna omal nie zaczęła krzyczeć.
Podniosła się i mocno go objęła ramionami. Jej nogi zatrzasnęły się na nim niczym imadła. Cała się wyprężyła i kilka razy westchnęła. Poczuł na swojej dłoni zaciskającą się pochwę. Potrwało to chwilę, po której ona opadła, pociągając Stasia za sobą. Przez chwilę jeszcze wzdychała. On także lekko się zmęczył przy zaspokajaniu jej. Dziewczyna położyła głowę na jego torsie i objęła go jedną dłonią.

-Daj papierosa-wymruczała swoim ślicznym głosikiem.

Staś sięgnął po bluzę, która leżała obok łózka i wyjął z niej paczkę papierosów. Oboje zapalili, a puste kieliszki służyły im za popielniczki.
Chwile lezeli tak, paląc bez słowa.

-Teraz dowiem się, jak masz na imię?-spyta Staś.

Ona uśmiechnęła się do niego. Jaka Ona jest piękna, kiedy się uśmiecha, pomyślał Staś.

-Wiktoria-powiedziała dziewczyna i mrugnęła do niego.

Pomoc sąsiadce

Mam na imię Michał jestem z wykształcenia prawnikiem, mam 29 lat. Nie uważam siebie za faceta mało atrakcyjnego. Wręcz przeciwnie, dbam o siebie, dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię, od czasu do czasu lubię też solarium. Może nie siedzę przed lustrem 20 godzin ale w moim zawodzie aparycja jest bardzo ważna. Poszedłem do kuchni, zdjąłem marynarkę rzuciłem na krzesło, poluzowałem krawat i odpiąłem guzik przy kołnierzu. gdy nalałem wody do szklanki do drzwi zadzwonił dzwonek.

  • Ciekawe kto to?- Gdy otworzyłem, przed moimi oczami stanęła najlepsza koleżanka mojej żony, sąsiadka z naprzeciwka. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że stała w samym ręczniku. Wyglądała jak bogini, piękne, czarne, kręcone włosy kończące się na biuście, oczy niczym kawałki ciemnej gorzkiej czekolady oraz oliwkowa cera, która wyglądała apetycznie na tle białego ręcznika, przykrywającego jej drobne ciało.
    -Hej- uśmiechnęła się promiennie. – Przepraszam, że stoję w takim stroju przed tobą, ale właśnie brałam prysznic w trakcie wyłączyli mi wodę. Czy możesz sprawdzić u siebie czy masz?
    -Hej jasne, wejdź, bo zamarzniesz- Nie mogłem dać jej przecież marznąć.
    -Dzięki. – Poszedłem do kuchni odkręciłem kran.
    -Jest woda. – Krzyknąłem.
    -No to ja już nie wiem. U ciebie jest u mnie jej nie ma, szlak, chciałam wziąć prysznic pójść spać, bo przecież dzisiaj idę na nockę do pracy, jeszcze nawet nie zdążyłam maseczki z włosów spłukać.
    -Możesz to zrobić u nas, wiesz gdzie jest łazienka. – Powiedziałem podchodząc do niej.
    -Naprawdę? Mogłabym skorzystać?
    -Pewnie. – Miałem jej odmówić? Nie, nie ja nie jestem z tych. Poza tym była to koleżanka mojej żony. Musiałem jej pomóc.
    -Dziękuję. – Siedziałem przed komputerem w jadalni, kiedy to poczułem ręce na barkach, które zaczęły mnie masować.
    -Ale jesteś spięty, ciężki dzień w pracy?- Zapytała Marta
    -Tak, ciężki. Miałem dwie rozprawy. Właśnie przygotowuje się do kolejnej.
    -A gdzie jest Monika?
    -Pojechała do rodziców. Więc będę miał dużo czasu na pracę.
    Marta stojąc za mną odpięła mi drugi guzik i Wsadziła ręce pod koszulę,
    -Nie, nie, nie. – Podniosłem się z krzesła i oparłem o stół. Zamarłem, stała przede mną naga, mogłem ją podziwiać w całej okazałości. Była naprawdę piękną kobietą, mój ideał. Szczupła, piersi naturalne w rozmiarze C, biodra zaokrąglone, wzgórek ogolony na zero. Do mojego narzędzia napłynęło trochę krwi. Miałem tylko nadzieję, że nie zauważyła mojego narastającego podniecenia. – Co ty wyprawiasz?- Zapytałem, kiedy przestałem ją taksować wzrokiem.
    -Skoro twojej żony nie ma- zrobiła dwa kroki w moja stronę- będziemy mieli trochę czasu na wspólną zabawę- dokończyła dotykając mojej klatki piersiowej.
    -Chyba powinnaś już iść- Powiedziałem pewny siebie, jednak z każdą kolejną sekundą, gdy jej ręka schodziła coraz to niżej, pewność siebie odchodziła.
    -Mała zabawa nikomu jeszcze nie zaszkodziła- mówiąc to chwyciła za sztywniejącego penisa.
    -Nie, Monika to twoja przyjaciółka, nie możemy jej tego zrobić-Powiedziałem zabierając jej rękę z krocza.
    -Przecież nie musi się dowiedzieć, będziemy wiedzieć tylko my, ja jej nie powiem a ty?- zapytała przysuwając twarz do ucha. – W końcu widzę jak na ciebie działam, chyba nie chcesz zaprzepaścić takiej okazji?
    -Nie przyszłaś tutaj z powodu wody!- teraz do mnie dotarło, co najlepszego zrobiłem.
    -Zawsze cię lubiłam- Powiedziała odpinając guzik od spodni i rozsuwając rozporek. -Chcę ci pokazać jak bardzo. – uśmiechnęła się do mnie. Uklęknęła, wyciągnęła z moich spodni naprężonego już fiutka.
    -Jest dokładnie taki sam jak opisywała go twoja żona. – Zsunęła napletek i polizała.
    -ohhh tak- przeciągłe westchnienie wydobyło się z moich ust. Z jednej strony miałem wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony obciągała mojego penisa najbardziej seksowna sąsiadka mojego bloku.
    -Twoja żona chyba za dobrze tego nie robi. – stwierdziła biorąc penisa po same jądra. Fakt! miała rację, moja zona tylko pieściła mnie ręką, gdy proponowałem jej aby wzięła go do ust wzbraniała się mówiłam że nigdy tego nie zrobi, że jest to dla niej ohydne, że robią to tylko panienki łatwych obyczajów. Marta wiedziała dokładnie jak to robić. Jej malutkie rączki ledwo obejmowały moje narzędzie. Sprawiała, że odbierałem jej pieszczoty każdą komórką mojego ciała. Cały czas patrzyła na mnie, posuwając głową w przód i tył. Jej rytmiczne ruchy prawie doprowadziły mnie do orgazmu. Aby nie dać mi tej przyjemności Marta wstała przesunęła laptopa i usiadła na stole.
    -Czas na mały rewanż. – gdy to powiedziała rozłożyła nogi zachęcając mnie do zbliżenia.
    -Piękna!- Oczy błyszczały z zadowolenia. Włożyłem palce do ust, obśliniłem przeciąłem po różowej cipce Marty. Przysunąłem głowę do ud, zacząłem całować zbliżając się w kierunku jej skarbu. Gdy dotarłem do wzgórka już wiedziałem że naprawdę nie ma odwrotu. Językiem zacząłem trącać łechtaczkę, przesuwałem językiem w górę i w dół dając mojej partnerce jak najwięcej przyjemności. Po pewnym czasie, Marta dochodziła, niespodziewanie włożyłem jej palce do środka rozgrzanej cipki, właśnie wtedy dostała swój pierwszy orgazm. Skórcze jej cipki zaciskały się na moich pacach, wyciągnąłem z jej gorącego wnętrza i dałem jej do ust.
    -Monika ma fajnego męża. – Zbliżyłem usta do jej ust i pocałowałem łapczywie, nie mogąc nacieszyć się tą chwilą.
    -Jesteś wspaniała. – Powiedziałem w przerwie pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
    -Nie każ mi już czekać, wejdź we mnie. – Powiedziała rozmarzonym głosem. Uczyniłem to czego ode mnie oczekiwała, nakierowałem swojego fiutka na wejście do jej cipki lekko pchnąłem aby nie zrobić jej krzywdy, drugi raz był bardziej zdecydowany. Była ciasna, różniła się od cipki mojej żony, ciepła, zakazana. Im dłużej ją posuwałem tym bardziej dziękowałem jej, że przyszła do mnie. Wydawaliśmy z siebie przeróżne okrzyki zadowolenia. Jednym słowem czułem się jak w niebie.
    -Opleć rękoma moją szyję- Powiedziałem zdecydowanie. Uczyniła to bez problemu. Nie wychodząc z niej przeniosłem ją do sypialni żony i mojej, ułożyłem na łóżku, całowałem ją w usta namiętnie aż oboje mięliśmy je purpurowe z pożądania. Marta zaciągnęła zemnie koszule i spodnie rzuciła gdzieś na ziemię. Stałem przed nią nagi i dumny. Wszedłem ponownie w jej cipkę, tym razem pchnięcia były zdecydowane, poruszałem się w przód i tył. Nie mogłem już wytrzymać, orgazm przyszedł niespodziewanie szybko. Zalałem jej wnętrze ciepłą spermą. Położyłem się na niej i całowałem jej szyje przygryzałem uszka.
    -Uwielbiam cię, mam nadzieję, że twoja żona będzie częściej wyjeżdżać.
    -Też mam taką nadzieję. – Pocałowałem ją w rozgrzane do czerwoności usta.
    -Jesteś wspaniały, dziękuję ci, ale muszę lecieć, praca czeka. -Uśmiechnęła się. Wstając odprowadziłem ją wzrokiem do końca pokoju.
    -Piękna jesteś, gdy nie żona…- odwróciła się.
    -Żona w niczym mi nie przeszkadza.

Z piękną sąsiadką

Gdy wracałem popołudniem ze szkoły (Ja Maciek lat 17. ). Wchodziłem już do klatki schodowej. Gdy na korytarzu zaczepiła mnie sąsiadka. Która zaprowadziła mnie do swojego domu. Tam na podłodze leżały cztery duże i ciężkie worki. Zgodziłem się je wynieś na śmietnik, chodź wcale nie wiedziałem poco ja miałem to zrobić, a nie ona sama. Gdy poszedłem wywalić worki, gdy już to zrobiłem wróciłem do mieszkania sąsiadki. Zapytać się czy coś jeszcze zrobić.
Wszedłem do mieszkania -Zrobić coś jeszcze-Zapytałem stojąc w progu drzwi, gdy na moje oczy ukazała się piękna, szczupła 36 latka. Była całkiem naga. -Zerżnij mnie. -Powiedziała podchodząc do mnie. Zaniemówiłem. Ale czemu bym miał się nie zgodzić. Zobaczyłem kobietę nagą , która chce być zerżnięta. Od razu podszedłem do niej blisko. Ona położyła się na kanapie. Ja kleknąłem przed nią. gdy ona rozszerzyła nogi. Wziąłem się do pracy włożyłem jednego palca w jej już mokrą cipkę. Ona zajęczała. Zacząłem kręcić palcem w jej cipce, gdy potem dołączył drugi palec. Z jej Cipki wyleciały soczki, które zaraz wylizałem. Ona zajęczała. Lizałem jej cipkę jeszcze przez 6 minut. Gdy ustałem przed nią. -Teraz ty zrób mi dobrze, suko. -Powiedziałem. A sąsiadka wzięła mojego już sterczącego kutasa do buzi. Zaczęła go ssać. Gdy już był wystarczająco twardy. Zapragnęła mnie w środku -Wejdź we mnie-Krzyknęła. Wtedy to zrobiłem wsadziłem kutasa w jej mokrą cipkę. I zacząłem ją bezlitośnie rznąć. Ona jęczała. Wybuchłem spermą w jej środku. Przeszły przez nią dreszcze. Ja odwróciłem ją tyłem do siebie i włożyłem kutasa w jej dupsko. Jej Dupa stawiała opory. Więc się wycofałem. Ale potem z całej siły i prędkości wszedłem kutasem w jej dupę. Ona jęczała a ja ją rżnąłem. Wyszedłem z niej. Założyłem spodnie i wyszedłem z jej mieszkania. Poszedłem do siebie. Gdy potem zasnąłem. Jutro znowu pomogłem sąsiadce.

Cudowne chwile z nim

Razem z moim chłopakiem przyjechaliśmy do mnie do domu. Chata była pusta, więc poszliśmy do pokoju i zaczęliśmy oglądać TV. Nagle mój chłopak wziął mnie na siebie, kazał mi klęknąć nad sobą. Nie wiedziałam o co mu chodziło ale posłusznie zrobiłam to co kazał. Wtedy on zszedł głową niżej, ściągnął mi spodenki i zaczął lizać moją łechtaczkę. Na początku robił to spokojnie, ale później wraz z moimi coraz większymi jękami i podnieceniem robił to coraz szybciej. Włożył język do środka i poruszał moim tyłkiem w górę i w dół. Następnie znalazł mój guziczek i całował go ustami. Włożył w moją cipkę dwa palce i razem z językiem coraz szybciej walił moją cipkę, aż osiągnęłam orgazm.Schyliłam się i ściągnęłam mu spodnie. Jego penis był twardy i wielki. Był gotowy na przyjęcie mnie tak jak moja cipko jego.Ustawiłam się na nim, a on chwycił moje pośladki i zaczął poruszać swoim ciałem w górę i w dół.Robił to coraz szybciej a ja zaczęłam osiągać orgazm. Dołączyłam do niego, dopasowałam swoje ruchy i razem szybkimi ruchami dobiegaliśmy końca. Wtedy mój chłopak zmienił pozycję.. położył mnie a sam na siedząco walił moją cipkę. Jego penis wchodził tak głęboko, że po raz kolejny osiągnęłam orgazm. Zmieniliśmy pozycję – na świecę, moje nogi były na jego ramionach a on walił mnie najmocniej jak tylko mógł a ja tylko wiłam się z podniecenia, aż poczułam w mojej gorącej cipce jego gorącą spermę. Po chwili zaczął się ubierać a wtedy ja nie chciałam pozostać mu dłużna.. Spojrzałam na mojego półnagiego faceta, ściągnęłam mu bokserki, które na siebie właśnie włożył i przychyliłam się do jego członka. Usłyszałam słowa sprzeciwu, ale nie poddałam się i po chwili zaczęłam delikatnie lizać główkę penisa. Głosy sprzeciwu za chwilę zamieniły się w ciche jęki. Zaczęłam lizać coraz szybciej, byłam strasznie podniecona.. Włożyłam go lepiej do ust i zaczęłam wkładać i wykładać go do buzi. Chłopak bardziej podniecony chwycił mnie na głowę i zaczął walić moimi ustami swojego kutasa. Chwyciłam ręką członka i razem z ustami waliłam go jeszcze mocniej i szybciej. Zaczęłam całować jego jądra, a on tylko wzdychał z rozkoszy.. Znowu wsadziłam jego kutasa do ust i waliłam go a on nadal trzymając mnie za głowę nadawał temu ruchy.. Poczułam, że coś napełnia moje usta.. Mój chłopak doszedł. wtedy mogliśmy położyć się spokojnie do łóżka..

Afrykańska przygoda

  • O w mordę! – Marek zatrzymał się i odwrócił do idącej za nim Renaty. – Ty zobacz, ile ludzi.
  • No, trochę jest – zgodziła się.
    Wysiedli na lotnisku zaledwie dziesięć minut wcześniej. Taksówkarz starał się jechać szybciej, ale o tej porze korki w Warszawie były nieuniknione. Sporo czasu zajęło im też odszukanie przedstawiciela biura podróży. Kiedy więc stanęli w końcu w kolejce do odprawy, przed nimi zebrał się już niemały tłum oczekujących.
  • Mogłaś się jeszcze dłużej pakować. – Mężczyzna był naprawdę zły, nie lubił czekać, a stanie w kolejkach uważał za marnowanie czasu. – Wtedy na pewno byśmy zdążyli, ale na następny samolot.
  • Nie przesadzaj. – Renata starała się załagodzić sytuację. – Poza tym, co się dziwisz? Są ferie, wielu ludzi postanowiło spędzić ten czas za granicą. Tu mamy zimę, a niektórym marzą się palmy. Nam zresztą też.
  • Okej, tylko czy oni wszyscy muszą lecieć tam, gdzie my? Tym samym samolotem? Nie mogą inaczej? – Marek marudził jak mały chłopiec.
    Renata nie reagowała. Wiedziała, że jej mąż był typowym mężczyzną – wszystko musiało być po jego myśli i to zaraz, natychmiast. Nauczyła się już z tym żyć.

Widok, jaki zobaczyli przez maleńkie okienko samolotu po kilku godzinach lotu, wynagrodził im wszelkie trudy podróży. Żadne z nich nigdy wcześniej nie widziało pustyni, teraz mieli okazję ją zobaczyć i to z bliska. Ze słów pilota dowiedzieli się, że w Hurghadzie jest 11 stopni w skali Celsjusza.

  • Szału nie ma – odezwał się jakiś pasażer.
  • Zawsze to lepiej niż u nas – zauważył ktoś inny. Racja. Przypomnieli sobie śnieg i minusowe temperatury w Polsce. – Co będzie, to będzie.
  • No to jesteśmy w Egipcie – powiedziała Renata i przytuliła się do Marka. Objął ją z czułością i szepnął do ucha:
  • Tego chciałaś?
  • Jeszcze nie wiem – odpowiedziała. – Powiem Ci, jak zobaczę Sfinksa. I piramidy.

Pilot okazał się młodym mężczyzną, nieco powyżej trzydziestki. Komunikatywny i świetnie mówiący po polsku, bardzo szybko nawiązał kontakt z grupą, pomimo, że różniła się wiekowo. Jak się później okazało, atrakcyjnemu wyglądowi towarzyszyła wiedza i kompetencja.

  • Niezły jest – zauważyła Renata spoglądając na męża figlarnie jakby zastanawiała się, czy okaże zazdrość.
  • No, mnie też się podoba – odpowiedział jej w tym samym tonie. Zaśmiała się. – Miejmy nadzieję, że zna się na rzeczy, bo to jest najważniejsze – dodał. Kątem oka zauważył, że mężczyzna przygląda im się z niejaką ciekawością. „Czyżby słyszał ich rozmowę?”
    Pokój w hotelu również spełniał oczekiwane standardy. Zresztą wiedzieli, że spędzą tu tylko jeden dzień, zanim ruszą w trasę. Jedzenie też było na poziomie. Renata trochę się tego obawiała, jej żołądek nie tolerował ostrych potraw, toteż z przyjemnością zauważyła, że wszystko jest należycie przyprawione. Przed wyjazdem nasłuchali się od znajomych o czystości Egipcjan „przede wszystkim używajcie jednorazowych kubków i sztućców, bo oni niedokładnie myją te zwykłe”, uznali jednak, że jak na razie nie ma się czego bać.
  • To co, ochrzcimy łóżeczko? – zapytał Marek wychodząc spod prysznica. Jego żona siedziała na małym tarasie popijając drinka. – Noc zapowiada się ciepła.
  • Niby gdzie chcesz je ochrzcić? – zapytała udając, że nie wie, o co chodzi. – W Morzu Czerwonym?
  • Czerwonym? Nie, to chyba nie te dni. – Wyraźnie się z nią drażnił. Stanął za nią obejmując i całując w czubek głowy. – No chodź, wypróbujemy materac.
  • Nie jesteś zmęczony? – spytała, ale kiedy spojrzała mu w oczy, wiedział, że oczekuje przeczącej odpowiedzi. – Ani trochę?
  • Ani trochę – potwierdził. Wyjął jej z ręki drinka, którego piła i odstawił na stolik. Potem wziął kobietę za rękę sprawiając, że wstała i przyciągnął do siebie. Nie opierała się, wiedział, że chce tego tak samo, jak on.
    Wierzchem dłoni pogładził jej policzek. Renata przymknęła oczy rozchylając usta w geście przyzwolenia. Pochylił się nad nią, błądząc wargami po jej ustach. Nadal się z nią drażnił. W pewnej chwili wpił się w nią niemal pozbawiając tchu. Jego język bawił się z jej językiem tocząc bój lub taniec znany obojgu od lat. Zaczynali czuć coraz większe podniecenie. Ręka Renaty machinalnie przesunęła się w dół tułowia mężczyzny, zatrzymując na kroczu. Wyczuła widoczne zgrubienie. Wsunęła dłoń pod szlafrok i namacała to, czego szukała. Jęknęła.
  • Tak, jest gotowy – szepnął Marek, a potem poszukał dłonią jej czułego miejsca i dodał – Ty też.
    W odpowiedzi zarzuciła mu ramiona na szyję i pocałowała namiętnie. Nie ociągając się dłużej, wciągnął ją do wnętrza pokoju i pchnął lekko na łóżko. Materac był miękki, ale nie zwracali teraz na to uwagi, zobojętniali na wszystko wokół.
  • Zrobimy to po egipsku – Marek zdjął szlafrok i stanął przed żoną w pozycji udającej postacie z hieroglifów. Renata zaśmiała się spoglądając na jego męskość, która prężyła się psując wizerunek całości. – Na faraona.
  • Więc chodź, mój ty faraonie – kobieta wyciągnęła rękę i pociągnęła męża na siebie. – Zrób to wreszcie, a pokażę Ci, że mam w sobie coś z Kleopatry.
    Odwróciła go na plecy i usiadła na nim okrakiem. Zmysłowym ruchem pozbyła się szlafroka, który dotąd miała na sobie. Zaczęła pieścić swoje piersi, patrząc przy tym mężczyźnie prosto w oczy. Potem podrażniła jego sutki delikatnie wodząc po nich palcami, a następnie pochyliła się i pocałowała je kolejno. Jej usta schodziły coraz niżej i niżej. Uniosła głowę i spojrzała na męża. Potem polizała delikatnie czubek jego penisa. Wiedziała, że to uwielbiał, jego jęki i westchnienia podniecały ją jeszcze bardziej. Otworzyła usta i objęła członek męża. Zaczęła ssać.
  • O tak! – Marek nic więcej nie był w stanie wymówić. – Tak jest dobrze. Jeszcze. – Zanurzył dłonie we włosach kobiety i przytrzymał jej głowę. Zakrztusiła się. Lubił, kiedy ociekała śliną, wiedział też, że ona również nie ma nic przeciwko.
    Teraz jednak podniosła się i otarła usta. Znowu na nim usiadła, tym razem wkładając sobie jego penisa. Był twardy jak skała. Wzięła jego ręce i położyła na swoich piersiach, tym samym dając mu znać, że ma się nimi zająć. Zrozumiał. Jedna ręka Marka pieściła na przemian piersi Renaty, podczas gdy druga pobudzała łechtaczkę. Kobieta zaczęła poruszać się szybciej. Czuła zbliżający się orgazm. Kiedy spojrzała na męża zrozumiała, że on też jest już blisko. Jeszcze jeden ruch, jeszcze jeden okrzyk i … Doszli oboje.
    Seks może nie był najwyższych lotów, ale dał obojgu upragnioną satysfakcję.
  • W Afryce się jeszcze nie kochałam – powiedziała Renata leżąc w ramionach męża. – Właściwie to nigdzie poza Polską. Można by powiedzieć, że to był mój pierwszy raz.
  • Tak, moja droga. Z dumą mogę oświadczyć, ze zostałaś zdeflorowana. Na tej egipskiej, afrykańskiej ziemi. Niestety, na dzień dzisiejszy nie mogę Ci zaoferować nic ponadto. Mój mały przyjaciel czuje się zmęczony i musi nieco odpocząć. Ale obiecuję Ci, że uświetnimy każdy zabytek, jaki będziemy zwiedzać, każdą świątynię, grób, mumię. Może nawet każdy kamień w piramidzie Cheopsa. I, oczywiście, nos Sfinksa.
  • To na pewno, zwłaszcza, że Sfinks nie ma nosa. – Renata uderzyła delikatnie męża w pierś. – Nie obiecuj czegoś, czego nie będziesz w stanie dotrzymać.
  • Kto mówi, że nie będę w stanie? – Marek był oburzony, że żona zwątpiła w jego jurność. – Kobieto, miej więcej wiary w swojego męża. Tym bardziej, że jesteśmy w Egipcie. Tutaj kobiety są posłuszne.
  • Tak, tak – Renata w odpowiedzi odwróciła się na drugi bok i zgasiła lampkę. – A teraz śpijmy już. Jestem śpiąca, a poza tym jutro trzeba wcześnie wstać. Dobranoc.
  • Dobranoc – Marek przysunął się do żony, obejmując ją od tyłu i pocałował w policzek. – Masz rację, śpijmy już.
  • Chyba mogłoby mi się tu spodobać – powiedziała Renata opierając się o ramię męża. Siedzieli w kafejce popijając kawę z kardamonem i herbatę z hibiskusa. – Popatrz tylko. Wszędzie sami mężczyźni. Kobiety w tym kraju nie pracują, a jedynie zajmują się domem i dziećmi. No chyba, że są nauczycielkami, ale wtedy są szanowane i mają zapewnioną pozycję społeczną.
  • Kochanie, dwie sprawy. Po pierwsze: bardzo szybko zanudziłabyś się na śmierć bez jakiegokolwiek zajęcia dającego Ci satysfakcję i przede wszystkim zarobek – oboje wiemy, jak jesteś niezależna. Po drugie, pamiętaj, że tutaj kobieta jest warta mniej niż wielbłąd.
  • No co Ty powiesz! – Renata udała oburzoną. – A ja myślałam, że co najmniej cztery wielbłądy.
  • Ba! – Marek westchnął. – Za cztery wielbłądy to ja bym dostał hurysę albo tancerkę brzucha. – Spojrzał na żonę i uśmiechnął się. – Ale za Ciebie może daliby mi jakiegoś wychudzonego osiołka.
  • Osłem to Ty byś był, gdybyś się mnie pozbył. – Renata zaśmiała się. – Hurysa! Też mu się zachciewa! Musiałbyś jeszcze znaleźć taką, co będzie Ci prała, gotowała i sprzątała po Tobie.
  • Skarbie, właśnie dlatego oni mogą mieć cztery żony. Każda jest od czegoś innego. – Mocniej przytulił kobietę i dodał jakby odpowiadając na jej myśl. – Masz rację, życie tutaj nie jest takie złe.
  • To jak, decydują się Państwo zapalić fajkę? – kiedy pilot zadawał pytanie, kelner już stawiał na stolikach fajki wodne i rozdawał ustniki. Renata spojrzała na męża i skinęła głową. Oboje nie palili, ale postanowili, że nie odmówią sobie spróbowania. Inni zresztą też nie.
  • Wszystkiego trzeba spróbować – powiedział siedzący obok małżonków mężczyzna. – Za młodu trochę popalałem, przypomnę sobie, jak to jest.
  • Przypomnę Państwu, że tutaj to rytuał. My nie pijemy alkoholu, dlatego spotykając się ze znajomymi, palimy fajki.
  • Pytanie, co w tych fajkach jest – mężczyzna mrugnął do Renaty. – Może marycha.
  • Przydałaby się na humor – kobieta uśmiechnęła się. – Ale wątpię, żeby to było to.
    Oczywiście, narkotyku w fajce nie było, ale smak był nawet przyjemny, jak zauważył Marek. Wrócili do pokoju w dobrych nastrojach.

Bliźniaczki

W sobotni poranek zupełnie jak za dawnych czasów wstałem rano i poszedłem z matką na zakupy. Nie było daleko na pobliski targ, ale, po co ma dźwigać te torby, których zawartość w większości opróżnię ja z ojcem. Wszystko wokół wyglądało tak jak zawsze, no może kilka drzew wycięto i wstawiono stojaki rowerowe pod każdym blokiem. Mama kupowała warzywa, a ja wkładałem do torby. Ze starej gwardii handlarzy nie było nikogo, ale kilka twarzy było podobnych do wspomnianej gwardii.

  • Wszystko?- zapytałem.
  • Potrzebuję jeszcze makaron i kaszę, ale musimy iść do marketu.
    Miasteczko małe, więc wszędzie blisko. Pod samym sklepem przywiązanych było kilka psów, które swoim pieskim wzrokiem wyrażały swój stosunek do zakupów. Tym razem nie wpadłem na wczorajszą dziewczynę, bo akurat płaciła za swoje produkty.
  • Weź koszyk- usłyszałem od mamy. Zagapiony na dziewczynę odniosłem wrażenie, że faktycznie kogoś mi przypomina. Odlepiłem wzrok od niej, gdy skapnęła się, że na nią patrzę.
    Po jej wyjściu zaczekałem jeszcze chwilę przy wózkach. Odwiązywała psa. Taki mały, kudłaty z wyłupiastymi oczami. Miałem na końcu języka jego nazwę, ale patrzyłem gdzie indziej. Jej dżinsy opadły poniżej stringów, które wzbudziły moją erekcję. Wczorajsza zabawa to musiała być jej sprawka, a raczej podniecenia, które we mnie wywołała.
  • Idziesz?- mama szarpnęła mnie za ramię.
  • Już.
  • Zakochałeś się czy co?
  • Nie wiesz przypadkiem, co to za rasa?- próbowałem odwrócić jej uwagę.
  • Shih tzu.
  • Skąd wiesz?
  • Pani Stasiak z trzeciego ma takiego samego.
  • Agresywne to?
  • Jej potrafi skoczyć do nogawki, ale nie każdy taki jest. A co?
  • Nic.
  • Chcesz kupić?
  • Po co mi pies?
  • Ludzie różnie radzą sobie z samotnością.
  • Mamo.
    Kupno trzech produktów zajęło ponad pół godziny. Z trzech kas otwarta jedna i jeszcze kasjerka latająca po sklepie za kodami od cukierków. Po powrocie uruchomiłem laptop i udostępniłem Internet z komórki, bo niestety rodzicom nie był potrzebny inny niż ten z telefonu. Przeszukałem Facebook, ale nawet moi znajomi nie mieli jej w znajomych.
  • Zaraz wracam- wyszedłem na klatkę i powędrowałem na trzecie piętro. Zapukałem w siódemkę.
  • Dzień dobry.
  • Piotrek? Ale się zmieniłeś.
    Nie pamiętam ile lat jej nie widziałem, ale nadal była nie starą a już bardzo starą panną.
  • Wejdziesz? Chcesz się napić ze mną kawy?
    Ona proponowała to każdemu, kogo poznała. Była u mnie na osiemnastce, bo pomagała mamie na weselu mojej siostry. I właśnie wtedy próbowała namówić na kawę mojego chrzestnego, który miał już dość wypite, ale odmówił grzecznie. Kolejnym jej łupem miał być ojca znajomy, którego zaprosiłem, bo dorabiałem sobie u niego w weekendy. On też odparł jej zaloty. Teraz miałem dwadzieścia lat więcej i próbowała tego ze mną.
  • Mama powiedziała, że ma pani takiego rasowego pieska.
  • Tadek?
  • Kto?- parsknąłem.
  • Tadziulek.
  • Mógłbym go pożyczyć?
  • Co zrobić?
  • Wpadłem na kilka dni do rodziców i mam trochę wolnego czasu. Mogę zabrać go na spacer.
  • Boi się obcych.
    Po chwili przybiegł i obszczekał mnie. Nachyliłem się i dałem powąchać rękę. Wahał się, ale w końcu się przekonał i dał się pogłaskać.
  • Widzi pani? Polubił mnie. Mogę go zabrać?
  • Sama nie wiem. Lepiej byłoby jakbym poszła z tobą ten pierwszy raz.
    Oczywiście, że nie brałem tej propozycji poważnie. Pierwszy raz z psem razem może się okazać zachętą do pierwszego razu w jej łóżku.
  • To jak?- nie ustępowałem.
  • Pilnuj go- zaczepiła smycz- Pilnuj, żeby nic nie jadł na dworze.
  • Ok. Dziękuje. Przyprowadzę go zaraz po spacerze.
    Wróciłem do mieszkania rodziców.
  • Piotrek? Co ty kombinujesz?- mama aż wyszła z kuchni.
  • Nudzę się trochę. Tak sobie pomyślałem, że spacer dobrze mi zrobi.
  • Po co ci pies?
  • Nie będę wyglądał jak zbok krążąc między blokami z pieskiem przy nodze.
  • Co ty mówisz?
  • O której obiad?
  • Za godzinę.
  • W takim razie wracam za godzinę.
    Zrzuciłem laczki i wciągnąłem moje adidasy.
    Pierwszy etap mojego planu był za mną. Obserwacja pod przykrywką spaceru z psem była dobrym powodem do czasu. Krążenie wokół bloków i to po kilka razy mogło wzbudzić czujność niejednego rodzica, ale gorsza była wizja deszczu. Niebo się zachmurzyło, ale wytrwałem. Kilka chwil po piętnastej na osiedlu pojawiła się nieznajoma, ale jakoś nie potrafiłem pójść za nią. Nie miałem pojęcia, od czego zacząć rozmowę, bo na tych psach nie znałem się wcale. Wyjąłem komórkę i wybrałem numer kolegi przebywającego za granicą. Było, o czym pogadać, a ja mogłem pójść za nią do jej domu. Teraz już wiedziałem gdzie mieszka, ale poszedłem na około nie chcąc palić sytuacji.
    Po powrocie oddałem psa i musiałem znów odmówić kawy, ale wyraziłem chęć na kolejny spacer z Tadkiem. Mama natychmiast popędziła do kuchni, aby odgrzać obiad. Nie pytała gdzie byłem, nie robiła awantury, że nie jadłem z nimi. Była wyrozumiała i chyba coś sobie wykreowała w związku z tą dziewczyną. Zamknąłem się w pokoju i odpaliłem Roksę. Wczoraj wystarczyła ręka, ale dzisiaj nic nie osiągnąłem a w życiu trzeba jakoś sobie radzić. Oczywiście w moim mieście żadnych chętnych, ale Toruń miał wiele do zaoferowania. Trochę się zagalopowałem przy niektórych fotkach, ale całe szczęście drzwi się zacinały odkąd pamiętam. Poprawiłem spodnie i zdążyłem wyłączyć ekran, gdy mama weszła do pokoju.
  • Jedz, bo zaraz wystygnie.
    Zabrałem talerz i wyszła. Oglądanie cycków przy schabowym nie sprawiało mi problemów, ale z masturbacji nici. Wybrałem dwie kandydatki, które miały zapewnić mi dzisiaj mocne wrażenia. Chcąc odkupić winy zabrałem talerz do zlewu.
  • Było smaczne- rzuciłem do siedzącej w salonie mamy.
  • Zostaw w zlewie. Później pozmywam.
  • Umyję.
    Kiedy odkładałem talerz mignęła mi w oknie nieznajoma. Ubrana w jasną chyba dżinsową kurtkę z torebką zawieszoną przez ramię szła w kierunku dworca. Nie myliłem się. Po kilku minutach odjechał autobus w kierunku Torunia.
  • Tato? Pożyczysz mi samochód?
  • Trzeba zatankować.
    Obyło się bez zbędnych pytań, ale nie miałem zamiaru chwalić się, że jadę do panienki na telefon. Wróciłem do siebie i wybrałem numer czarnowłosego kociaka. Odebrała głosem tak namiętnym, że stanął mi natychmiast.
  • W czym mogę pomóc?
    W czym? A jak myślisz?- chciałem powiedzieć, ale ugryzłem się w język.
  • Pani Kamila?
  • Przy telefonie.
  • Ja w sprawie spotkania. O której godzinie mogę odwiedzić tak słodkiego kociaka?
  • Dziewiętnasta?
  • Będę- odpowiedziałem bez chwili zawahania.
  • Czekam- mruknęła do telefonu a ja niemal padłem z wrażenia.
    Wyjąłem z torby świeżą bieliznę i poszedłem do łazienki. Wziąłem dokładny prysznic. Ogoliłem się przed przyjazdem tutaj, a mój zarost nie odrastał tak szybko. Wciągnąłem czerwony t-shirt i dżinsowe spodnie.
  • Kluczyki?- zapytałem ojca.
  • Leżą w drugiej szufladzie komody w przedpokoju.
    Wyjąłem brelok z logo Audi. Czwórka miała już osiem lat, ale pożyczonym i to od taty nie gardzi się wcale. Szczególnie, że sam jeździłem dziesięcioletnim Volkswagenem.
  • A do garażu?
  • Samochód jest pod blokiem. Jutro odstawię. Zatankowany.
  • Dzięki tato- położyłem stówę przed nim.
  • Weź to- przesunął banknot w moją stronę- Rozumiem, że nie pijesz skoro bierzesz auto?
  • Oczywiście, że nie. Dzięki tato.
    Stówkę zostawiłem, bo mając kasę na usługi nie mógłbym jeszcze ciągnąć kasy na paliwo od ojca. Dotarcie na drugi koniec miasta nie było specjalnym wyczynem, gorzej z miejscem do parkowania pod wieżowcami Rubinkowa. Zadzwoniłem do niej jeszcze raz, aby zapytać o numer mieszkania. Auto zostawiłem dwa bloki dalej. Wjechałem windą na ósme, bo nie chciałem marnować sił, które mogłem spożytkować inaczej. Wcisnąłem dzwonek, ale nic. Dopiero jak zapukałem drzwi otworzyła kobieta ze zdjęcia.
  • Zapraszam.
    Nie zniosłem dymu, ale widocznie nie zdążyło się przewietrzyć.
  • Na co masz ochotę?
  • Na ciebie- uśmiechnąłem się.
  • Minetka, palcówka, lodzik i klasyczny w gumce za dwieście. W tyłek stówa dopłaty. Za pięć stów więcej może być bez kondoma.
    Znałem cennik przecież. Wyjąłem kasę na stolik przy łóżku. Dwie, sztywne jak mój kutas stówki dały jej do zrozumienia, że anal nie wchodzi w grę. Najbardziej bałem się AIDS, bo życia miałem jeszcze przed sobą sporo i nie chciałem zmarnować go w szpitalu. Seks bez gumki mógłbym tylko uprawiać z zaufaną mi kobietą, a takich było bardzo niewiele w moim życiu i przyznam, że to były również trudne decyzje. Ściągnąłem spodnie i dałem się rozgrzać krótkim obciąganiem, bo szło jej dość topornie. Jeżeli od rana miała już kilku klientów, to musiała już mieć dość przyjmowania fiuta do buzi. Już od dzieciaka jarały mnie kobiety MILF i dlatego wybrałem cycatą pięćdziesiątkę, bo opinie miała lepsze niż małolaty robiące wszystko na odpierdol. Gdy zdjęła bluzkę obnażyła całkiem fajne cycki. Nie za duże, nie za małe. Sterczące, ale można było wepchnąć miedzy oba swojego kutasa. Zrobiłem to bez wahania a ona współpracowała ściskając oba nie dając mi wytchnienia. Nie odliczałem minut w pamięci, ale godzina to godzina. Pchnąłem ją na łóżko i zabrałem się za oblizywanie cipki. Wygolona, zwisająca, ale nadająca się do przygryzania. Przyciskając moją głowę mocniej sprawiała wrażenie, że podoba się jej, ale to mnie miało się podobać. Po kilku nieudanych ostatnio przygodach ten wieczór był dość przyjemny. Sięgnąłem po gumkę i wciągnąłem. Odwróciłem ją i wszedłem na pieska. Zacząłem wolno wchodząc jak najgłębiej uderzając jądrami w krocze jak najmocniej, uwielbiałem ten dźwięk. Przyspieszałem i zwalniałem aż poczułem błogi stan. Wyjąłem pulsującego fiuta kładąc go na jej tyłku.
  • Chcesz tego?- szepnęła.
  • Jasne, że chcę.
    Wbiłem się wolno, ścianki odbytu natychmiast oplotły kutasa. Widocznie nie każdy był skory zapłacić zielonego za kilka chwil w tyłku. Ścisnąłem mocno pośladki i wchodziłem równym tempem. Jej dłonie zaciskały poduszki równie mocno jak odbyt fiuta. W końcu padła a ja na nią ciężko dysząc. Plasknięcia były coraz głośniejsze, aż wydarłem się jak oszalały, gdy zacisnęła go w środku tak mocno. Przycisnąłem jądra do rozgrzanej cipki leżąc na niej jeszcze przez kilka chwil. Tego mi było trzeba już poprzedniej nocy.
    Związałem kondoma i schowałem do pudełka, które było do zniszczenia. Skorzystałem z łazienki, aby umyć fiuta. Wyjąłem z portfela stówkę i pięćdziesiąt z kieszeni spodni.
  • Było wspaniale- powiedziałem kładąc banknoty na łóżku.
  • Zapraszam ponownie. Przedstaw się jak dzisiaj to znajdę czas od razu.
    Wiedziałem, że nie wrócę tutaj ponownie. Było tyle kobiet, do których mógłbym wrócić bez pieniędzy i pewnie wybłagałbym coś podobnego. Teraz byłem w pilnej potrzebie, a Kamila wpuściła mnie w tyłek bez pytania o pieniądze. Tacie nie zwróciłem za paliwo, ale należał się jej napiwek za przyjemność i rozkosz, której doznałem w potrzebie.
    Po wszystkim udałem się do centrum. Samochód zostawiłem w pobliżu hotelu przy bulwarach. Poszedłem na rynek. Festiwal światełek i pełno ludzi także miasto żyło. Rozglądałem się za jakąś fajną dziewczyną, ale większość była w towarzystwie chłopaka. Co starsze to zaobrączkowane. Wszedłem do jednego z klubów, ale nie wypić, chociaż jednego to grzech. Najpierw wyjąłem komórkę.
  • Tato wrócę jutro. Będę nocował u Tomka.
  • A samochód?
  • Jego dziewczyna nie pije.
  • Baw się dobrze- usłyszałem jego westchnięcie. Wybrałem numer Tomka, ale odpowiedziała mi poczta głosowa. Zamówiłem jedno piwo. Wypiłem szybko, zapłaciłem i wyszedłem na, zewnątrz, bo ciepło wnętrza mogłoby zadziałać na mnie natychmiastowo. Stałem kilka chwil przy Koperniku próbując dodzwonić się do Tomka, ale bezskutecznie. Wszedłem na Facebook i dowiedziałem się, że pracuje w UK. Miałem w planach zakończyć picie i wytrzeźwieć. Poszedłem nad Wisłę, bo chłód rzeki doprowadzał mnie do pionu znacznie szybciej niż spacery po mieście. Siedziałem na betonie i obserwowałem zazdrośnie szczęściarzy, którzy dziś zaliczą młode damy, z którymi tak się całowali.
    Gdy czułem się znacznie lepiej poszedłem w kierunku dworca autobusowego. Skoro przyjechała tutaj musiała jakoś wrócić chyba, że ktoś mógł ją zabrać. Nie miałem nic do stracenia. Wszedłem na dworzec rozglądając się dyskretnie. Kręciły się po nim małolaty trzymające się ledwo na nogach, ale żadnej w białej kurtce. Przyznam, że propozycja loda za pięć dych była kusząca, ale szukałem czegoś innego, a raczej kogoś innego. Ostatni autobus odjeżdżał przed dziesiątą. Komórka wskazywała w pół do dziesiątej i gdyby miała nim odjechać pewnie by tu była. Zawinąłem się z powrotem tą samą drogą. Przy placu Katarzyny wpadła na mnie dziewczyna w czarnej bluzce.
  • Znowu?- usłyszałem.
  • Co znowu?- próbowałem opanować szum w mojej głowie, bo tym razem dostałem w głowę. Potarłem nos raz, potem drugi.
  • Krew?- szepnąłem.
  • Nic ci się nie stało?
  • Dam sobie radę.
  • Ty krwawisz- spojrzała na moją rękę- Spóźnię się na autobus.
  • Leć. Nic mi nie jest.
  • Na pewno?
    Było mi niedobrze. Miałem oczywiście zamiar ją powstrzymać.
  • Ty masz shih tzu?
  • Mam.
  • Też chciałem kupić, ale nie wiem najważniejszej rzeczy.
  • Jakiej?
  • Jak znosi samotność.
  • To bardzo towarzyski pies. Skacze z radości, gdy wrócisz.
  • Jak wracam do mieszkania to nikt za mną nie skacze.
  • Musisz to zmienić.
  • I pies pomoże?
  • Na pewno będzie ci raźniej.
  • Dzięki za info. Biegnij, bo się spóźnisz.
    Wyjąłem drugą chusteczkę i wytarłem nos. Zerknąłem na komórkę. Była 21:42 i miała trzy minuty na pokonanie kilkuset metrów.
  • Nie zdąży- usiadłem na ławce czekając sam nie wiem, na co. Ocknąłem się, gdy ktoś złapał mnie za ramię.
  • Nie mam nic przy sobie- krzyknąłem.
  • Nic nie chcę od ciebie. Zadzwonić po karetkę?- wróciła nieznajoma.
  • Jestem po jednym piwie. To może nie być zbytnio przyjemne.
  • Czym przyjechałeś?
  • Samochodem.
  • Daleko stoisz?
  • Na bulwarach.
  • Mogę cię odprowadzić- zaproponowała.
  • A ty, czym wrócisz?
  • Miejskim na dworzec PKP.
  • O tej godzinie?
  • Zaczekam za nocnym.
  • Chodźmy- podniosłem się z ławki.
    Gdy był festiwal świateł było bezpieczniej w Toruniu. Przejście przez rynek nie było pełnym strachu wyzwaniem. Idąc wzdłuż Wisły w kierunku mostu miałem dużo czasu, aby wypytać ją o psa. Opowiadała z pasją, ale jej oczy nieźle się błyszczały. Chciałem zapytać, dlaczego tak krótko była w Toruniu, bo przecież wyjechała trochę wcześniej ode mnie, ale to nie była moja sprawa. Może bawiła się sama i walnęła sobie dwa drinki, ale nikt nie wpadł jej w oko?
  • O której ten nocny?- zapytałem, gdy dotarliśmy do samochodu.
  • Za jakieś pół godziny.
    Zerknąłem na zegarek. Spacer zajął nam ponad czterdzieści minut i praktycznie czas mojego dojścia do siebie pokrywał się z jej odjazdem.
  • Mogę cię odwieźć.
  • W takim stanie?
  • Czuję się lepiej, ale dopiero o jedenastej będę całkiem pewien.
  • Wrócę pociągiem.
  • Daleko mieszkasz od dworca?
  • Na domkach.
  • Musisz jeszcze przejść przez osiedle.
  • Zadzwonię po siostrę to przyjdzie po mnie z naszym pieskiem.
  • Masz siostrę?
  • Mam.
  • Odwiozę cię- złapałem ją za dłoń.
  • Ej…To, że wypiłam dwa drinki nie oznacza, że jestem nawalona.
  • Sorry. Nie chciałem. Nawet tak nie pomyślałem.
  • Okej. Przejdźmy się jeszcze.
    Zamknąłem samochód i przeszliśmy się bulwarem do mostu kolejowego i z powrotem. Było wpół do dwunastej gdy wróciliśmy do auta.
  • Teraz możesz jechać.
  • Moja propozycja jest nadal aktualna.
  • Pojadę, ale nie będziesz wykonywał żadnych dziwnych ruchów.
  • Przysięgam.
  • No to w drogę- wsiadła do środka i pojechaliśmy do naszego miasteczka.
    Pojechałem na osiedle domków.
  • Gdzie?
  • Jeszcze dwa domy.
    Przejechaliśmy jeszcze jakieś sto metrów i kazała mi się zatrzymać.
  • Lepiej żeby moja siostra cię nie widziała.
  • Okej. Świetnie się bawiłem w twoim towarzystwie.
  • Nie było źle, ale przez ciebie się spóźniłam na autobus.
  • Sorry.
  • No cóż- westchnęła ciężko- Zachowałeś się jak dżentelmen.
  • Jak kto?
  • Jak dżentelmen- położyła mi dłoń na rozporku i ścisnęła spodnie.
    Jej dotyk był tak błogi, że stanął mi natychmiast.
  • Ej! Co to było?
  • Nagroda.
  • Za co?
  • Zachowałeś się miło- uśmiechnęła się i wysiadła z auta, a ja za nią.
  • Dzięki za porady. Dasz się jeszcze gdzieś zaprosić?
  • Nie spotykam się z obcymi.
  • Piotrek- wyciągnąłem rękę, którą uścisnęła.
  • Wiem.
  • Skąd?
  • Kolegowałeś się kiedyś z moim bratem. On już tutaj nie mieszka.
  • Wyjechał?
  • Jakaś dzida zawróciła mu w głowie.
  • Ty mi też zawróciłaś w głowie.
  • Naprawdę?- parsknęła śmiechem- Nie chciałam.
  • Ale to zrobiłaś.
  • Jedź już, bo robisz hałas tym dieslem.
  • Mogę zgasić.
  • Nic z tego. Siostra jest w domu.
  • Możemy pojechać do mnie.
  • Nie mieszkasz tutaj.
  • Jestem u rodziców.
  • Nie byliby zadowoleni z tej wizyty o tej porze. Dobranoc.
    Zamknęła mi furtkę przed nosem. Zapakowałem się do Audi i pojechałem na osiedle. Zaparkowałem pod murkiem na widoku z okna. Sprawdziłem czy zamknąłem drzwi, były zamknięte. Zerknąłem w górę. Widziałem sylwetkę ojca a on znał klekot tego silnika.

Trzy siostry

Chciała mu powiedzieć, że rozmowa nie została jeszcze skończona, dała jedna za wygraną. Gdy poczuła na szyi jego usta, zrozumiała, że nie będzie miała siły zmagać się z własnym pożądaniem. Dopadło ją natychmiast i kazało wstrzymać oddech. Rozgrzało krew, zakołysało w głowie, wprawiło całe ciało w niecierpliwe drżenie. Wcześniej planowała, że w podobny momencie zapali świece, by stworzyć nastrój i doprowadzić do tego, żeby potulnie przyjął wszystkie jej warunki. Teraz jednak gwałtowne emocje zmusiły ją do rezygnacji z chytrego planu. Z uwodzeniem będzie musiała zaczekać, bo w tej chwili rozbudzone zmysły domagały się natychmiastowego zaspokojenia.

Zacisnęła palce na muskularnych plecach Patryka. Siła, giętkość, ciepło tego silnego ciała działały na nią niczym najsilniejszy afrodyzjak. Niecierpliwie siłowała się z opornym swetrem, aż wreszcie udało się jej ściągnąć go przez głowę Patryka i cisnąć niedbale w kąt. Gdy zaś ujrzała jego nagie ramiona i szeroki tors, nabrała ochoty na więcej.

  • Masz chyba najcudowniejsze ciało na świecie – szepnęła, ocierając się o niego jak kotka.
  • Znam, jedno znacznie lepsze.

Gorący oddech parzył jej skórę. Kiedy poczuła dłonie Patryka na swoich ramionach, zacisnęła powieki, ale zaraz potem otworzyła je znowu. „Nie zamykaj oczu” – powróciły jak echo jego słowa sprzed kilku tygodni. Pozwoliła mu oswobodzić się z górnej części kombinezonu. Kiedy jednym ruchem rozpiął srebrny pasek, sama odrzuciła pobrzękujące obręcze daleko w tył. Teraz silne dłonie zwinnie wśliznęły się pod miękki materiał i zaczęły podróżować po jej ciele. Usta zwarły się w gorączkowym pocałunku. Języki oplatały się wokół siebie, zachęcone swoją gładkością i ciepła wilgocią. Uwolniły się, dopiero kiedy obojgu zabrakło tchu.

Patryk wziął ją na ręce i przez moment tulił do siebie, jakby była jego dzieckiem, a nie kochanką. Widocznie ona też musiała się tak poczuć, bowiem oparła ufnie głowę o jego ramię, zaskoczona tym, że wydaje się sobie poddać bez walki. Patrzyła mu prosto w oczy, gdy kładł ją na puszystym dywanie i drżącymi rękami zsuwał z niej kombinezon, pod którym była zupełnie naga. Intensywna barwa jego oczu, a także ich wyraz wystarczył, żeby jej ciało przygotowało się na przyjęcie kochanka. Julia, wiedziała, że wieczór skończy się właśnie tak, czekała na tę chwilę, ale kiedy ta wreszcie nadeszła, zaskoczyła ją gotowość własnego ciała wystarczyło jedno długie, głębokie spojrzenie, żeby całkowicie utraciła nad sobą kontrolę i oplotła Patryka zaborczo zaciskając nogi wokół jego bioder tak mocno, jakby bała się, że może uciec.

A Patryk patrzył wciąż w jej rozpalone, nieprzytomne oczy i jak kiedyś, tak i teraz Julia kojarzyła mu się z pogańską boginią albo syreną, która dopadła swoją ofiarę i nie zamierza jej wypuścić z morderczego uścisku. Chciał być tą ofiarą, czuł, że mógłby umrzeć w tej chwili bez cienia żalu. Krew przelewała się w jego żyłach jak rozszalała fala. Zapach, ten sam, który poczuł już pierwszego dnia, musiał mieć rzeczywiście narkotyczny wpływ na jego organizm. Kleił się do skóry i włosów, rozpalał do białego, mącił myśli. Wyzwalał w nim jaką pierwotną, brutalną siłę, z którą gniótł i miażdżył jej chętne ciało.

Wilgoć jej skóry podniecała go tak, że z całych sił ocierał twarz o pokryte kropelkami potu ramiona. Dłonie i usta nie miały dość smakowania pełnych piersi. Każdy ruch sprawiał, że pragnienie stawało się nie do wytrzymania. Siłowali się ze sobą, chcąc jednocześnie dawać sobie najsilniejsze, najbardziej pobudzające pieszczoty. Julia zdzierała z niego dżinsy, a on czuł, że nie zdąży, że nie wytrzyma. Każda sekunda była torturą, każdy moment zwłoki rozdzierał bólem niezaspokojenia. Aż wreszcie wszedł w nią z okrzykiem bezmiernej radości i ulgi.

Jej ciało natychmiast zacisnęło się wokół niego niczym rozgrzana, plastyczna masa, która przylgnęła idealnie do każdego skrawka jego skóry. Był w niej i czuł, że jest gładka i śliska niczym wnętrze muszli. Jej krzyk przypłynął do niego z daleka, przedarł się przez mrok, który ogarnął jego umysł.

Smukłe, delikatne palce zaciskały się spazmatycznie i wplątywały w puch dywanu. Pierwsza gorąca fala, która unosiła Julię, była jak ogłuszający ryk wodospadu. Porwała ją, ale nie uwolniła do końca z bolesnego napięcia, które wciąż czuła każdym nerwem rozedrganego ciała. Chciała jeszcze więcej, jeszcze silniej, więc wygięła się i z nową siłą przywarła do ruchliwych bioder Patryka.

Szybko zespolili się w jednym rytmie, wpadli w obłędny taniec, który z każdą chwilą stawał się coraz dzikszy, coraz bardziej brutalny. W ostatnim momencie Patryk zebrał wszystkie siły, aby choć na chwilę odsunąć się i spojrzeć w jej twarz. To zaś, co zobaczył, nieuchronnie pchnęło go ku krawędzi, przed którą jeszcze się cofał. Splótł mocno dłonie z dłońmi Julii, a potem runął w raz z nią w otchłań, w przepaść, w kipiel rozkoszy.

Szumiało mu w głowie dokładnie tak samo, jak podczas wakacji nad morzem, kiedy porwała go i skołowała silna oceaniczna fala. Poczuł w ustach smak, który do złudzenia przypominał cierpką gorycz słonej, morskiej wody. Pierwszą myślą, która przyszła mu do głowy, było to, że nareszcie jest wolny. A pierwszym słowem, które wyszeptał ochryple, było imię kochanki.