❤ Witamy w serwisie erocall.info ❤

Nasza strona zawiera treści o charakterze erotycznym i jest przeznaczony dla osób pełnoletnich! Wchodząc tutaj akceptujesz warunki regulaminu i oświadczasz, że ukończyłeś 18 lat.

Dom dla wyjątkowych chłopców z wyjątkową usługą sex telefonu online i voucher na paliwo

Grupa młodych chłopców znalazła się w podziemiach pałacu. Podążali za panią Rozalią, która przewodziła, idąc pewnym krokiem. Było tu dużo chłodniej, więc wszyscy opatulili się szczelniej szlafrokami.
W piwnicy mury były z surowej, czerwonej cegły a posadzka, po której się poruszali, z wygładzonych kamiennych płyt.
Doszli wreszcie do szklanych drzwi, zza których biło ciepłe światło. Mocno kontrastowały swą nowoczesnością ze starodawnym korytarzem.

  • Poczekajcie tu chwilkę, kochani. Wejdę do gabinetu sprawdzić, czy wszystko jest już przygotowane na waszą wizytę – oznajmiła im.
    Wbiła kod do panelu przytwierdzonego na ścianie. Usłyszeli kliknięcie i weszła do środka. Słyszeli jej cichnące kroki.
    Zaczyna się fatalnie, co Damian? Tego się obawiałem. Twoje opowieści o tym miejscu były zbyt cudowne, aby mogły być prawdą. Będą nas tylko badać na okrągło w lekarskich pomieszczeniach – Kuba zaczął się żalić przyjacielowi.
  • Też myślałem, że wiedzą już o nas wszystko. W końcu przez ostatnie lata badano nas od stóp do głów – w głosie Damiana również pojawiła się nuta wątpliwości.
  • Ale – kontynuował – wierzę, że to tylko coś nieistotnego, co mają do sprawdzenia. Objaśnią nam pewne sprawy, i tyle.
    Optymizm Damiana, nie po raz pierwszy, wziął górę nad niepokojem. Kubę jednak do końca nie przekonał.
  • Obyś miał rację – odpowiedział.
    Ich pozostali towarzysze także szeptali między sobą. Widać było w ich oczach strach i niepewność, nie wiedząc, co ich czeka za tymi drzwiami.
    Rozmowy ucichły nagle, gdy do ich uszu doszedł dźwięk zbliżających się kroków po drugiej stronie wejścia.
    Szklane skrzydła otwarły się.
  • Zapraszam chłopcy – rzekła Rozalia, wskazując im wnętrze.
    Weszli. Tutaj wszystko wyglądało zupełnie inaczej, niż w pozostałej części podziemi. Ściany w ciepłych, jasnych barwach, lampy pod sufitem, dające mocne oświetlenie. Podłoga z kafelek w błękitnym odcieniu. Byli w kwadratowym, sporym holu. Na środku stało coś na kształt recepcji. Siedziała za nią kobieta, która przyglądała się z uśmiechem nowo przybyłym gościom. Od tego pomieszczenia odchodziły trzy korytarze do dalszych części kompleksu. Przy każdym z nich stały dwie kobiety w białych, lśniących mundurach. Zza czarnych pasów, okalających ich talie wystawała długa, czarna pałka, kajdanki i jakiś niezidentyfikowany dla nich rodzaj broni. Włosy na głowie miały upięte, z nałożoną na nich białą czapką- rogatywką z czarnym daszkiem i emblematem ośrodka nad nim. Na stopach również czarne skórzane, wysokie buty, sięgające do kolan. Wzbudzały swym wyglądem spory respekt wśród chłopców, ale również podziw, jak elegancko i pięknie się prezentowały.
    Dopiero teraz zauważyli, że dwie strażniczki stały też po obu stronach drzwi wejściowych.
  • W korytarzu po lewej znajdują się laboratoria, gdzie badana jest jakość nasienia naszych podopiecznych. W korytarzu po prawej są chłodnie, gdzie wasza sperma czekać będzie na dalszą dystrybucję do placówek wydających. My pójdziemy teraz korytarzem na wprost, gzie są gabinety lekarskie. Proszę za mną.
    Młodzi chłopcy skinęli głową do recepcjonistki i poszli za panią Rozalią. Kobieta za blatem uśmiechała się do nich, wyraźnie zainteresowana nowymi przybyszami. Lustrowała ich od stóp do głów.
    Doszli do końca korytarza. Rozalia otworzyła je, weszła i przytrzymała dla nich drzwi, aby mogli wejść.
    Gabinet był duży. Białe ściany, błękitno – żółta mata gumowa na podłodze. Ściany zdobiły plakaty i zdjęcia. Jedne ukazywały budowę męskiego przyrodzenia, inne sposoby prawidłowego odżywiana, aby osiągnąć jak najlepszą jakość nasienia lub schemat piszczenia męskich genitaliów przez kobiece dłonie, by uzyskać jak najwięcej spermy.
    Stało tu kilka biurek, sugerujących, że pracuje tu kilka lekarek oraz leżanki i solidne szafki, prawdopodobnie z medykamentami. Duże okno było zasłonięte roletą.
  • Rozbierzcie się, powieście wasze szlafroki na wieszaku i stańcie w szeregu na środku, przodem do okna. Każdy na miejscu, gdzie na podłodze są kartki z waszymi personaliami. Zaraz wracam.
    Powiedziała i wyszła do sali obok.
    Kuba i Damian zauważyli, że stoją tam szeregi dziwnych foteli, ale nie mogli się przyjrzeć dokładniej, bowiem drzwi zamknęły się za panią Rozalią.
    Niepewnie pozbyli się odzieży i stanęli nadzy, pełni oczekiwania na białych kartkach ze swoimi imionami i nazwiskami. Ich duże członki w zabezpieczeniach kiwały się przy każdym ruchu.
    Usłyszeli za sobą otwierane drzwi i kroki kilku osób. Kilku chłopaków próbowało nerwowo zobaczyć przez ramię, co się dzieje.
    Kroki skierowały się na środek pomieszczenia. Ujrzeli sześć osób. Dwie lekarki, trzy pielęgniarki i panią Rozalię, stojącą trochę z tyłu.
    Lekarki były dojrzałymi kobietami. Jedną z nich była wysoka blondynka w czarnej spódnicy do połowy uda, rozpiętym, długim białym fartuchu i w wydekoltowanej, obcisłej bluzce. W ręku trzymała podkładkę z dokumentami. Wyglądało na to, że to ona tu rządziła. Długie włosy upięte miała w kucyk, a na nosie prostokątne okulary bez oprawek. Długie, silne nogi okryte, oczywiście, cielistymi rajstopami. Wszystkiego dopełniały czarne szpilki na wysokim obcasie.
    Druga lekarka była bardziej przysadzista. Miała rude włosy upięte w kok. Jej biust robił wrażenie. Rozpychał się pod cienkim swetrem, napinając zapięte guziki. Poza tym ubrana była tak samo, jak jej koleżanka po fachu.
    Dwie pielęgniarki wyglądały na młodsze, natomiast trzecia była starsza. Mogła być po pięćdziesiątce.
  • Dzień dobry, chłopcy – powiedziała.
  • Dzień dobry, pani – wszyscy młodzieńcy odpowiedzieli chórem.
    Uśmiechnęła się i kontynuowała mowę.
  • Mam na imię Sylwia. Jestem szefem zespołu lekarzy w ośrodku. Musimy zrobić jeszcze kilka badań. Nie bójcie się. Nie będzie to długo trwało.
    Skierowała się na jeden koniec rzędu nagich postaci i wróciła. Przyglądała im się dokładnie. Szczególnie dłużej wzrok zatrzymując na ich kroczach.
    Wielu z nich czuło przy tym dyskomfort, próbowali się zakrywać rękoma. Ale groźne spojrzenie w ich oczy pani doktor powodował, że szybko reflektowali się, że nie powinni tego tutaj robić.
    Pani Sylwia, po zrobieniu tego wstępnego oglądu, wróciła na środek, stając obok swych współpracowników.
  • Dobrze, zaczynajmy. Ja zacznę od tej strony, a ty Moniko z drugiej – rzekła do drugiej lekarki, podając jej drugą podkładkę z kartkami.
    Każda z lekarek wzięła do pomocy jedną z młodych pielęgniarek, które wzięły z biurka tace z porozkładanymi kluczykami, podpisanymi imieniem i nazwiskiem niedorostków. Były tam także inne przyrządy.
    Pani Rozalia była poproszona do pomocy doktor Sylwii, a starsza pielęgniarka doktor Monice.
  • Dobrze – pani Sylwia czytała plik swych dokumentów – Kacper Alczewski.
    Pierwszym wyczytanym był młodzieniec, którym miała się opiekować Daria. Kobietę i syna jej kuzynki poznały w autobusie Elżbieta i Lidia.
    Po drugiej stronie to samo robiła doktor Monika.
  • Widzę, że – mówiła dalej Sylwia – wszyscy kontrolną wizytę mieliście pół roku temu.
    Pani Rozalia wzięła kluczyk z tacki, trzymanej przez pielęgniarkę, przypisany Kacprowi. Klęknęła przed nim.
    Do każdego zabezpieczenia na penisa pasował jedyny w swoim rodzaju klucz. Miało to zapobiegać próbom otwarcia go. Takie niebezpieczeństwo było największe, gdy dany mężczyzna poznał już uroki, płynące z orgazmu przez doprowadzanie go do ejakulacji przez kobiety. Gdy za nieodpowiednie zachowanie dostawał karę, i na powrót zakładano mu klatkę, zdarzały się przypadki, że starał się wybłagać wolontariuszki, by go uwolniły. Dłuższa wstrzemięźliwość po okresie pieszczot, wywoływały częste erekcje. Ciało pacjenta domagało się spełnienia. Dlatego klucze mają tylko lekarki z ośrodka i gabinety, gdzie chłopcy przychodzili na badania w swym najbliższym sąsiedztwie.
    Samo zabezpieczenie było wykonane z twardego, przezroczystego materiału. Jądra, które zmieniały często swą objętość, wisiały poniżej swobodnie. Wielkość klatki zależała od wymiarów członka w pełnym wzwodzie, aby przy tym stanie człowiek nie doznawał dyskomfortu.
    W tym urządzeniu wywiercone były niewielkie otwory na całej długości. Służyły wentylacji, ale także higienie. Kąpano się w nich, a woda z mydłem mogła swobodnie przenikać do środka. Dobrze, by wtedy młodzieńcy doznali przynajmniej jednego wzwodu prącia, by umyte zostały obszary, zazwyczaj przykryte przez napletek.
    Oczywiście, jak to nastolatki, najczęściej nocą doznawali polucji, a nasienie mogło przez otwory wydostać się na zewnątrz.
    Ale ten środek, chroniący przed dotykiem spełniał swoje zadanie, bowiem przez dwa lata chłopcy byli wiecznie nie zaspokojeni. W ośrodku poświęcano wiele czasu ich genitaliom. Te procesy pobudzały produkcję nasienia.
    Rozalia włożyła kluczyk, i przekręciła go. Delikatnie zdjęła zabezpieczenie i odłożyła je na tackę.
    Kacper mruknął, doznając uczucia swobody i powiewu powietrza na genitaliach. Jego wielki penis i jądra wisiały nisko, lekko poruszając się w rytm jego oddechu. Ciemne włosy łonowe porastały gęsto jego okolice.
  • Hmm – mruknęła Sylwia, wertując swoje papiery – poprzedni pomiar w spoczynku był następujący. Długość piętnaście centymetrów i pięć milimetrów, obwód trzynaście i pół centymetrów. Zobaczymy, jak będzie teraz.
    Pielęgniarka podstawiła tacę, a pani Rozalia wzięła z niej elastyczną miarkę.
    Chłopiec spiął się, gdy dotknęła jego dużego narządu. Przyłożyła jeden koniec taśmy do kości łonowej, a drugi do czubka główki, okrytej w połowie napletkiem.
  • Długość piętnaście i… – przerwała, starając się odczytać dokładną wartość – cztery milimetry.
  • Yhm – Sylwia zapisywała dane.
    Rozalia oplotła teraz taśmę mierniczą dokoła trzonu.
  • Obwód, to trzynaście centymetrów i osiem milimetrów.
    Doktor Sylwia zapisała wyniki i rzekła.
  • Wszystko w normie. Musicie wiedzieć, że przeprowadzamy te badania, aby sprawdzić, czy wadliwy gen jakimś cudem nie ukrył się w waszych ciałach i go nie wykryliśmy. Pewne zmiany byłyby już widoczne. Łatwiej to dostrzec przy tak dorodnych genitaliach.
    Przestała mówić i zwróciła się do młodej pielęgniarki. Może pani zaczynać. Tacę proszę zostawić pani Rozalii i wziąć tylko potrzebne przybory. A my przechodzimy do następnego osobnika.
    Pielęgniarka wykonała polecenie i klęknęła przed nim. Bez słowa złapała za penisa jedna ręką, a drugą włączyła golarkę. Kacper wydał dźwięk, przepełniony ekscytacją.
    Pozbawiała go owłosienia bardzo sprawnie. Widać było, że to dla niej chleb powszedni. W jej dłoni członek chłopca stwardniał całkowicie. Był teraz jeszcze dłuższy i grubszy, niż w stanie zwiotczałym. Napletek zsunął się z wydatnej żołędzi.
    Puściła go i skupiła się na wiszących, wielkich jądrach. Fallus wyskoczył do góry. Z otworu na końcu dużej główki sączył się preejakulat.
    Ogoliła tę okolicę i czerwieniąc się, obserwowała swe dzieło. Prącie wyglądało teraz na jeszcze dłuższe, a jego okolice bardzo estetycznie, ciesząc oko kobiety. Odwróciła go, oglądając czy musi ogolić jeszcze jego pośladki i przestrzeń między nimi.
    Gdy rozwarła jego pupę i przejechała dłonią od kości ogonowej, przez odbyt i przestrzeń między nim a jądrami, Kacper sapnął głośno. Był już niesamowicie podniecony.
    Tam chłopak nie miał zbyt wiele owłosienia. Pozbyła się jeszcze niewielkiej ilości owłosienia z nóg i brzucha.