❤ Witamy w serwisie erocall.info ❤

Nasza strona zawiera treści o charakterze erotycznym i jest przeznaczony dla osób pełnoletnich! Wchodząc tutaj akceptujesz warunki regulaminu i oświadczasz, że ukończyłeś 18 lat.

Nowe doznania mężatki

Viola czekała na niego tak jak sobie zażyczył, czarne mini ledwie zakrywało zgrabny tyłek, delikatne pończochy i wysokie szpile podkreślały kobiecą figurę a wyraźny makijaż i mocno napięta na jej piersiach bluzka podkreślała jej kurewski wygląd. Brak majtek potęgował jej przekonanie że w tym momencie nie jest już tylko kochającą żoną i matką lecz dziwką dla kogoś innego.
Zapukał do drzwi. Słyszał zbliżający się stukot obcasów. Wszedł trzymając w ręku dużą czarną torbę. Widok pięknej kobiety i zapach perfum podziałał na niego natychmiast. Rzucił się na nią jak zwierz, przywarł do ściany i stanowczym ruchem zadarł spódniczkę. Wgryzł się w jej szyję a dłonią powędrował między jej uda. Była mokra i gorąca. Jej długie oczekiwanie w tej chwili zaczęło szukać ujścia. Nie przerywając gryzienia i całowania miętosił jedną ręką pierś jednocześnie wkładając jeden, dwa a potem trzy palce do pochwy. Palcował ją tak mocno, że mlaski rozchodziły się po całym domu. Przygotowywał ją dla siebie. Wysuną z niej dłoń, a ona zlizała z jego palców swoją maź. Brała każdy palec osobno do ust i ssała patrząc mu głęboko w oczy.
Cofną się o metr jakby chciał uwiecznić ten widok w swej pamięci. Stała w lekkim rozkroku oparta o ścianę, zadarta spódniczka odkryła jej gołą i łysą cipkę. Z rozpiętej bluzki wystawał twardy sutek. Jej szklany wzrok i lekko otwarte usta mówiły wszystko.
-Głaszcz się – stanowczo powiedział, po czym zaczął się rozbierać. Viola dotknęła cipki i dopiero teraz poczuła jak bardzo jest mokra. Masowała ją najpierw delikatnie a potem coraz bardziej intensywnie. Czuła, że za chwilę osiągnie orgazm, zwolniła. Robert zdjął koszulę i zsuną spodnie. Stał przed nią z samych bokserkach. Zobaczyła zarys jego pały. Nie pragnęła w tej chwili niczego innego. Przestała się dotykać a czający się orgazm łaskotał jej wnętrze brzucha. Mężczyzna pociągną bokserki w dół i oczom Violi ukazał się już podniecony, wielki penis. Podszedł do niej tak blisko że poczuła go pod sobą na cipce i odbycie.
-Jestem twoja Robert, zerżnij mnie- wysyczała po czym wypięła cipę jeszcze bardziej do przodu. Robert podniósł jej nogę do góry, chwilę szukał miejsca między jej płatkami i jednym mocnym ruchem wbił się w nią cały. W bezruchu słuchał, jak Viola sapie przyzwyczajając się do tego olbrzyma. Wysuną go prawie całego i znowu szybkim ruchem wbił go po same jaja. Jego ruchy zaczęły nabierać tempa. Był jak dziki ogier. Oboje jęczeli z podniecenia. –Nie przerywaj kochanie- krzyknęła i jeszcze wyżej zadarła nogę. Orgazm przyszedł natychmiast, lała gryząc mu kark i drapiąc plecy. Był tak mocny że niemal omdlała. Robert nieprzerwanie rżną ją jak w jakimś transie. Nie musiała długo czekać na drugą falę rozkoszy, dochodzili razem. Czuła jak strugi spermy wystrzeliwują z jego pały zalewając najgłębsze zakamarki jej pochwy. Jego podniecenie nie malało i dalej wbijał się bardzo głęboko. Sperma zaczęła spływać po udach. Cieknąc po jądrach kapała na podłogę tworząc kałużę seksu. W końcu na wpół zwiotczały ogon wyślizną się z nabrzmiałej cipy i stojąc przytuleni dochodzili do siebie.
-Potrzebowałam tego- wyszeptała przygryzając mu lekko ucho… -to ja potrzebuję Ciebie-odpowiedział- nieustannie myślę o Tobie od naszego pierwszego spotkania, Twój smak prześladował mnie tygodniami… chcę Cię znowu poczuć…- mruczał rozpinając jej bluzkę. Całował namiętnie ramiona. Rozpiął stanik i uwolnił piersi. Gryzł je i ściskał. Viola znowu czuła pożądanie. Zsunął z niej spódniczkę. Miała na sobie tylko szpilki, pas i pończochy. Pot odbijał na ścianie jej wspaniałe kształty.
-Zaprowadź mnie do Twej sypialni- biorąc czarną torbę szedł za nią, pokonując schody jej kształtna pupa zalotnie huśtała się przed jego oczyma. W pomieszczeniu panował półmrok, blask świec pocięty był cieniami starych drewnianych legarów, wielkie łoże pokryte czerwoną tkaniną zapraszało z centralnego punktu.
-Viola, czy możesz mi zaufać?- zapytał bardzo powoli otwierając zamek tajemniczej torby. Jego słowa wzbudzały jakąś grozę. Poczuła się nagle sama, z człowiekiem, o którym nic nie wie. Milczała licząc na… nie mogła na nic liczyć.
-Czy zaufasz mi bezgranicznie???- tym razem jego pytanie zabrzmiało jeszcze groźniej.
-Ufam Ci Robert… -wyszeptała stojąc nadal tyłem do niego. Nagle poczuła jego bliskość za sobą.
-Ufam Ci Panie. . – sykną do ucha i założył jej czarną maskę na oczy. –Nie ruszaj się suko-szepną do drugiego ucha a jakiś metaliczny dźwięk sparaliżował jej wszystkie mięśnie.
-Złap się za tyłek!- posłusznie wykonała jego polecenie i nagle poczuła zimny metal na nadgarstkach. Została skuta kajdankami. Słyszała teraz bicie własnego serca. Robert manipulował coś przy jej dłoniach. Zaczął oplatać jej ramiona od łokci w dół gładką liną, zwoje były proste i mocne, każdy zakończony profesjonalnym supłem. Przy samych nadgarstkach było ostatnie wiązanie, najmocniejsze, najbardziej odczuwalne. Przerzucił linę przez belkę pod sufitem i mocno pociągnął. Poczuła szarpnięcie ku górze, musiała się pochylić. Krzyknęła z przerażenia.
-Milcz suko! –usłyszała, po czym rozległ się trzask wymierzonego klapsa w jej wypięty tyłek.
-Nie Robert…- następny klaps nadszedł błyskawicznie –Nie Panie!!- stanowczym tonem zaznaczył, w jaki sposób ma się do niego zwracać.
Wyciągną z torby teleskopowy drążek z dwiema obręczami, uklęknął za nią i przytwierdził drążek wokół kostek u stóp. Rozciągnął tak że stała teraz okrakiem nadal pochylona do przodu. Stanął przed nią i się przyglądał. Jego pierwsze dzieło było prawie gotowe. Brakowało tylko ostatniego szlifu.
Następną rzeczą jaką wyciągnął z torby był skórzany bat. Trzydziestocentymetrowy drążek obszyty skórą i zakończony wieloma długimi rzemieniami budził respekt. Z drugiej strony zakończony był lateksową imitacją penisa. Zrobił nim kilka okrężnych ruchów przy głowie Violi tak aby dokładnie usłyszała jego gwizd.
Co to jest???- zapytała słysząc dźwięk. Nie odpowiedział. Poczuła wolno głaszczące rzemienie na plecach, które przyjemnie łaskotały robiąc okrężne ruchy od karku po pośladki. Jej ciało obsypane było dreszczami. Mimo niewygodnej pozycji poczuła błogość. Twarda rękojeść bata nagle zaczęła ocierać się między jej pośladkami a potem niżej. Tarł nią cipkę jakby chciał nabalsamować rękojeść jej sokami. Czuła jak grube szycia skóry drażnią jej łechtaczkę. Podniecenie wzrastało nieustannie.
-Zliż to dziwko- powiedział, podsuwając narzędzie do ust. Wykonywała grzecznie jego polecenie. Zapach surowej skóry pomieszany z zapachem jej soków i spermy tworzył ciekawą woń. Robert przyglądał się z jakim zapałem suka wykonuje polecenie. Jego dyndający członek znowu powoli się budził. Oddalił się od niej i mocnym zamachem wymierzył pierwszą chłostę. Gwizd rzemieni zakończony był trzaskiem i głośnym krzykiem Violi. Jej tyłek zadrżał i niemal natychmiast pojawiło się kilka poprzecznych różowawych kresek. Po kilku sekundach padł następny i następny trzask. Za każdym razem huj Roberta robił się coraz większy. Jęk Violi był mieszanką bólu i rozkoszy. Takiego uczucia strachu i bólu nigdy wcześnie nie doznała. Wiedziała, że nic poza łaską swego pana nie może jej z tego uwolnić. To wszystko powodowało, że cały świat zaczął jej wirować, była jak w transie. Podniecenie muskało ją od związanych nadgarstków po same szeroko rozstawione nogi. Jej pan stanął tuż za nią. Twardy penis ocierał się powoli o uda i cipkę. Jej wargi zrobiły się nabrzmiałe i sprężyste, pokrywały się sokami. Suka była gotowa do kopulacji lecz Robert nie miał jeszcze zamiaru dawać jej rozkoszy. Trzymał ją za biodra i cały czas tarł. Viola zaczęła wypinać i wykręcać dupę z nadzieją że pochłonie tym jego męskość. Pragnęła wypełnienia. Błagała aby w nią wszedł ale Robert męczył ją tym niedosytem. Bawił się jej żądzą.
Wyciągną z torby aparat, umieścił na statywie i zwolnił przesłonę.
-Co Ty robisz?. . nie… proszę… żadnych zdjęć- w jej głosie było słychać przerażenie. W tym momencie Robert znowu wymierzył jej kilka chłost. Tym razem bił ją po tyłku i piersiach na przemian. Jej sutki kamieniały odbierając piekące strzały.
-Zasługujesz na karę kurwo- mówił podnieconym głosem i włożył jej rękojeść bata do ust a po chwili mokrą od śliny końcówkę przytkną do odbytu.
-Nie Panie, tylko nie to, zlituj się…- szarpała się, Robert jeszcze mocniej podciągną linę tak, że stała teraz na palcach z jeszcze bardziej wypiętym tyłkiem. Drążek przy kostkach bezlitośnie rozwierał szeroko jej uda.
-To moja litość- odpowiedział, poczym uklęknął za nią, złapał za gorące od chłosty pośladki i mocno rozwarł. Przeciągnął językiem po odbycie, lizał go jak pies sukę, pluł i ponownie lizał. Podniecał ją. Nie stawiała oporu, wręcz przeciwnie, wypinała dupę tak że miał wspaniały dostęp. Przyklejony do jej dziurki tarmosił cyce, gniótł i naciągał słuchając jak jęczy. Samowyzwalacz aparatu co chwilę pstrykał zdjęcie. Ból, zmęczenie, dźwięk aparatu, mocne dłonie na jej piersiach i cudowny język Roberta w tyłku doprowadził do orgazmu jakiego jeszcze nie miała. Piszczała trzepiąc głową na wszystkie strony, opaska z jej oczu opadła na podłogę. Jej ciało zalane było potem. Spojrzała pod siebie. Zobaczyła swe piersi, pokryte były pajęczyną czerwonych, wypukłych kresek. Ich tłem był trójkąt drążka i rozwartych ud. Wszędzie były ślady pejcza. W tym transie nawet nie czuła że jej uda też ucierpiały. Podarte od chłosty pończochy ledwie wisiały na pasie. Pierwszy raz pomyślała o swoim mężu. Co mu powie? Jak się wytłumaczy z swojego zranionego ciała? Czy zdoła ukryć ten malunek, dzieło swojego Pana, który również rozpanoszył się w jej duszy. Wciąż za nią klęczał i delikatnie całował krocze. Wzrokiem wiodła po jego torsie. Był mokry, zorientowała się że posikała go przy tym niebiańskim orgazmie. Patrzyła na jego kutasa. Sterczał jakby czekając na pokrycie. –Bosko…!!- jęknęła. Robert wstając wziął do ręki bat i znowu przyłożył końcówkę do mokrego odbytu. Lekko ale stanowczo napierał a rękojeść powoli wsuwała się w dupę. Viola tym razem nie stawiała oporu tylko wydawała gardłowe jęki. Wsadził połowę drążka i tak zostawił. Przestawił statyw w ten sposób aby ująć jej cały profil. Jego dzieło było gotowe do uwiecznienia. Samowyzwalacz zaczął cykać. Jej twarz była w rumieńcach, seksowne usta jeszcze bardziej nabrzmiałe od niewygodnej pozycji. Wzrok miała mętny, zakochany w tej chwili. Napięte od stania na palcach uda i łydki wyglądały jak piękna rzeźba. Z mocno wypiętego tyłka wystawał czarny ogon zakończony rzemieniami. Robił zdjęcia z wielką dokładnością. Delektował się tym co stworzył.

Poluzował linę na belce. Stopy oparły się na podłodze i Viola powoli uniosła swe ciało do pionu. Kręciło jej się w głowie. Szum w uszach wypełniał ciszę. Musiał ją przytrzymywać. Wyciągną powoli bat z tyłka. Odchyliła głowę do tyłu i rozwarła usta. Była taka seksowna. Ich usta się spotkały. Całowali się namiętnie. Ich języki splatały się w jedną całość.
-Robert, nie chcę aby to się kończyło…. – wyszeptała przygryzając jego wargi. –Nie uwalniaj mnie, jestem Twoja… Chcę jeszcze…
Rozwiązał ramiona lecz drążek na kostkach zostawił. Przeniósł ją na rękach do łóżka, w którym jeszcze rano piła kawę z mężem. Położył na plecach. Sam usadowił się między jej nogami i delikatnie całował cipkę. Bawił się nią, chwytał wargi i rozciągał tak mocno, że najbardziej erogenne części stawały się widoczne. Szorstkim jęzorem wwiercał się do środka, ssał i lizał. Dogadzał jej oralnie. Palcami wbijał się coraz głębiej doprowadzając do kilku orgazmów. Była zakochana w tym co z nią czyni, mógł teraz robić najśmielsze rzeczy a ona kochałaby go za to. Zawładnął nad nią kompletnie, jej ciało, dusza i umysł było jego własnością.
Nastawił aparat w kierunku łóżka który nieustannie co 30 sekund robił zdjęcie. Przy okazji znowu sięgnął do torby. Wyciągnął skórzaną obrożę z nabitymi, ostrymi ćwiekami. Założył jej na szyję i odwrócił na brzuch. Przy każdym ruchu Viola wydawała jęki, chciała być wykorzystywana, poddała się jego władzy. Robert zrobił supeł na nodze łoża, w wyrafinowaną pętlę włożył jej nadgarstek, przeciągnął linę przez oczko w obroży i drugi nadgarstek uwięził po drugiej stronie łóżka. Leżała teraz ukrzyżowana. Kilka zdjęć uwieczniło tę pozę. Złapał za biodra i wysoko dźwignął. Z głową przy samym materacu, klęcząca z wypiętym tyłkiem wyglądała zniewalająco. Złapał za drążek u nóg i mocno uniósł tak że łydki szczelnie przywierały do tyłu ud. W ten sposób resztą liny obwiązywał jej nogi. Patrzył na jej lśniące ciało, gładził plecy i ściskał pośladki. Jego penis znowu robił się gruby i twardy. Pożądał ją teraz bardzo. Wcisnął ogromnego gnata w mokrą cipę. Kopulował jak szalony powodując jej następny orgazm. Wyciągnął go i przytknął do jej odbytu. Napierał mocno lecz jego wielki żołądź nie mógł się wbić. Viola krzyczała i błagała aby tego nie robił. Był opętany i napalony na jej dupę. Sięgnął ostatni raz do torby. Wyciągnął knebel z czerwoną gumową kulką. Jego ruchy były teraz szybkie i zdecydowane. Złapał Violę za włosy i mocno szarpnął. Krzyczała. Włożył jej kulę w usta i mocno zaciągnął paski z tyłu głowy. Była teraz związana, zakneblowana, w dogodnej pozycji do gwałtu analnego. Mogła oddychać teraz tylko nosem a oddech jej był głośny i pełen przerażenia.
Robert klękną przy jej tyłku, jego sztywny kutas wypełnił pochwę, która mlaskając zostawiała na nim klejący śluz. Przyłożył huja znowu do jej odbytu, ale tym razem napierał dużo mocniej. Żołądź powoli wchodził do dupy. Viola wyła przez nos. Zalana łzami z całych sił gryzła gumową kulę. Czuła jak skóra wokół tyłka napięła się do granic. Robert pchał dalej, ścisk wokół penisa powodował że jego podniecenie sięgało zenitu a huj jeszcze bardziej puchł. W końcu schował się cały. Był tak wielki że czuła go na kręgosłupie. Rozpoczął się perwersyjny gwałt. Walił ją jak zwierz, co jakiś czas zmieniając dziury. Niezliczona ilość orgazmów powodowała, że Violi znowu cały świat zaczął wirować. Czuła że przekroczyła wszelkie granice. Kilkoma mocnymi pchnięciami w pochwę, niemal krzycząc, Robert uwolnił swe całe podniecenie zalewając ją obfitymi wytryskami spermy. Padł obok. Jedyne co dalej miało siłę, to aparat który nieustannie pstrykał zdjęcia, uwieczniał rozwartą dupę i opuchniętą cipę, z której wyciekała biała ciesz.
Uwolnione ciało Violi całe pokryte było śladami przemocy, bólu i seksu. Wypukłe pręgi po chłoście i zagłębienia po linie były teraz niczym do stanu jej duszy. Rozkosz jaką dał jej Robert nie równała się z niczym co dotychczas przeżyła. Nie mogła uwierzyć że leży przy mężczyźnie, który wydobył z niej coś tak wspaniałego, o czym istnieniu nawet nie wiedziała. Przytuliła się do niego i zasnęli.
Minęła godzina, przebudzenie było jak powrót z dalekiej podróży. Aparat nadal archiwizował zdjęcia w trzydziestosekundowym takcie. Viola wstała, miała dalej zawroty głowy. Poszła pod prysznic. Robert podążył za nią. Stali nadzy pod deszczownicą, przytuleni do siebie. Głaskali swe nażelowane ciała. Delikatne pocałunki były jak balsam dla duszy. Spłukiwali z siebie cały bród perwersyjnego seksu. Zostały tylko czerwone linie na całym ciele.
Wrócili do łóżka, było już późno. Viola nie przejmowała się że w każdej chwili może wrócić jej mąż. Nie było to teraz ważne. Liczyło się tylko to że Robert jest przy niej.
Ich ciała splatały się w namiętnych pieszczotach. Całowali się i szeptali czułe słowa. Byli jak zakochana para. Pożądanie do siebie dalej nie gasło.
-Połóż się na brzuchu, chcę Cię pomasować…- zaproponowała i uklękła między jego lekko rozwartymi nogami. Delikatne dłonie wcierały olejek w jego kark. Robert pomrukiwał. Jej pełne miłości ruchy nabłyszczały jego całe plecy. Czuł się bosko. Głaskała i ugniatała seksowne pośladki. Zaczęła je muskać ustami, a Roberta przechodziły rozkoszne dreszcze. Robiła to coraz bardziej namiętnie. Pocałunki były coraz intensywniejsze, co chwilę przygryzała to jeden, to drugi pośladek. Jej kochanek jęczał i lekko unosił tyłek. Pocałunki skupiały się teraz między pośladkami. Wilgotny język sięgał najbardziej czułych miejsc mężczyzny. Nie przerywając tej rozkosznej gry złapała go lekko za biodra dając znak, aby się mocniej wypiął. Klęczał teraz z wypiętym tyłkiem, nieco zawstydzony ale zupełnie opętany przez przyjemność jakiej nigdy nie zaznał. Viola pieściła ustami jego jądra przesuwając się do tyłka. Powtarzała tą drogę kilkukrotnie jedną ręką ściskając jego nabrzmiałego gnata. Robert był tak podniecony, że nie kontrolował dźwięków jakie z siebie wydawał. Wwiercała mu język w tyłek masturbując jedną ręką grubego fiuta a drugą tarmosiła jego jaja. Czuła że w każdej chwili może wystrzelić. Był znowu bardzo napalony na swoją kochankę. Rzucił ją na łóżko, rozszerzył uda i wszedł w nią cały. Była mokra i chętna. Wielki kutas rozpychał się w jej cipce. Drżeli oboje. Robert był świetnym kochankiem. Kilkoma stanowczymi ruchami doprowadził ją do szczytowania. Była głośna, nie wstydziła się wykrzykiwać swojego zadowolenia, a jego to jeszcze bardziej podniecało. Walił ją jak maszyna seksu, czując na huju wciąż nowe spazmy. Zmieniali pozycję niejednokrotnie.
-Kochanie zaraz się w Ciebie zleje. . – krzyczał a jego ruchy były coraz szybsze i mocniejsze.

  • Chcę abyś zakończył w mojej buzi…- jęknęła w rozkoszny sposób. Robert szybko z niej wyszedł i stanął koło łóżka. Viola złapała jego lepkiego fiuta i wsunęła do ust. Był ogromny i sztywny. Jej wargi delikatnie go obejmowały. Nie śpieszyła się, powoli obciągała drżącą pałę. Patrzyła jak wszystkie mięśnie Roberta się napinają. Był tuż przed. –Zlej się we mnie…- wymruczała coraz głębiej obciągając. Nie czekała długo. Strzał Roberta był tak mocny jak z wielkiej strzykawki, jego orgazm trwał bardzo długo a Viola nie wyciągała penisa z ust. Połknęła nasienie i dalej powoli ssała. Roberta przechodziły drgawki, teraz on wył z podniecenia. Jeszcze nigdy nie czuł takiej bliskości drugiej osoby. Najbardziej intymne zakończenie aktu miłosnego otrzymał z nieznaną mu dotąd czułością. Byli szczęśliwi i spełnieni. Zrobili to o czym oboje wcześniej marzyli.

Przygoda z licealistką na imprezie

Byłem podekscytowany wizją szampańskiej zabawy do białego rana. Zresztą nie tylko szampańskiej, bo wiedziałem że u kolegi w którego skromnych progach spędzę tę noc alkoholu nie będzie brakować. Pomyślałem, że 4 pokojowe mieszkanie i 12 ludzi to znak szalonej, wesołej imprezy, którą będzie słychać z daleka. Nie pomyliłem się. W drodze do Pawła zauważyłem, że im bliżej do jego miejsca zamieszkania tym było coraz głośniej. Po wejściu do mieszkania zabawa trwała już w najlepsze. Kiedy wchodziłem do salonu, w którym znajdowali się wszyscy zgromadzeni doznałem małego szoku. Byłem przygotowany na 12 osobową męską ekipę, a poza nimi honorowe miejsca na kanapie zajmowały 4 piękne dziewczyny. Zbiłem pionę z chłopakami i podszedłem do damskiej części ekipy. Pierwszą z dziewczyn poznałem od razu. Była to Monika- młodsza siostra Pawła. Mieszkała ona z ojcem w innej miejscowości, więc byłem zaskoczony tym skąd się tu wzięła. Okazało się, że licealistka wraz z 3 koleżankami z klasy postanowiła złożyć bratu niezapowiedzianą wizytę i wkręcić się na melanż. Z każdą z nich przywitałem się całując je w dłoń. Pierwsza miała na imię Kasia. Była mocno zbudowaną (ale nie otyłą) blondynką. Wyglądała na nieco skrępowaną i widać było, że jeszcze się nie rozkręciła. Druga przedstawiła się jako Sandra. Była wysoka, jasnowłosa. Miała całkiem ładną kieckę, która odsłaniała jej długie nogi. Wyglądała na sympatyczną, ale największe wrażenie zrobiła na mnie trzecia. Martyna była śliczną bardzo szczuplutką brunetką. Miała na sobie czarne, poliamidowe legginsy, które rewelacyjnie podkreślały jej seksowne kształty. Uzupełniał to wszystko luźny t-shirt. W jej zielone oczy spoglądałem długo. Całując jej dłoń śledziłem rysy twarzy. Z tego letargu wyrwał mnie Paweł, który wraz z Darkiem i Patrykiem zaproponował mi papierosa na tarasie. Nie zastanawiałem się długo i wyszliśmy zaczerpnąć świeżego powietrza no i nikotyny. Organizator imprezy zdobył się wtedy na chwilę szczerości i nie ukrywał przed naszą trójką, że nie jest zachwycony nieproszoną wizytą siostry. Długo rozmawialiśmy i wraz z chłopakami pocieszaliśmy go. Zwróciliśmy uwagę na fakt, iż zabrała ze sobą całkiem niezłe panienki i niektórzy z nas mogą to wykorzystać. Przyznał nam w końcu rację i zaproponował drinki. Doskonale wiedział, że to pytanie retoryczne i wszyscy ruszyliśmy do salonu. Podeszliśmy do aneksu kuchennego po alkohol. Przez ten czas jak nas nie było niektóre osoby już sobie popiły nie czekając na nas. 8 chłopaków i 3 dziewczyny świrowały na prowizorycznym parkiecie, będącym w rzeczywistości dywanem. Wyglądało to dość komicznie, bo laski otoczone przez tylu facetów wyglądały na trochę osaczone. Spostrzegłem, że ktoś zdążył już rozlać wódkę na podłogę nieopodal blatu, więc żebym nie był o to posądzony zrobiłem szybko drinki i podszedłem do pozostałych na kanapie pań. Siedziały tam tylko Kasia i Martyna, które chyba wciąż nie mogły się rozluźnić, więc podawałem im procentowe napoje. Po chwili Kasia stwierdziła, że idzie ponagrywać trochę tych tańczących wariatów aby potem mieli co wspominać. Nie mogłem nie skorzystać z tej okazji i dosiadłem się do Martyny. Po kilku momentach milczenia w końcu rozpocząłem rozmowę. Na początku była bardzo spięta. Potem jednak coraz lepiej nam się rozmawiało, a kiedy przynosiłem kolejne drinki opowiedziała mi całe swoje życie i okazała się bardzo otwartą osobą. Ja też dużo mówiłem o sobie, często ją rozśmieszałem. W pewnym momencie chwyciłem ją za rękę. Zacząłem delikatnie gładzić, wpatrując się jej prosto w oczy. Nadal opowiadała, nie zwracając na to uwagi. Gdy tak rozprawiała nie odrywałem od niej wzroku i starannie obserwowałem każdy nawet najmniejszy ruch jej ciała. Zauważyłem jednak, że momentami zmysłowo przegryzała wargi i delikatnie się uśmiechała. Długie dyskusje przerwał nam pewien incydent, a mianowicie sytuacja w której lekko podpity Darek zaczął dobierać się do Moniki. W Pawle odezwała się bratnia zazdrość i prawie doszło do szarpaniny. Musiałem wstać i wraz z kilkoma chłopakami ich rozdzielać. W końcu doszli jednak do porozumienia i zaproponowałem ubooty. Wszyscy się zgodzili bo mieli ochotę na coś mocnego. Teraz nie było już podziałów. Wszyscy piliśmy wspólnie i śmialiśmy się razem debatując tak dużą ekipą. Było naprawdę pozytywnie i nie było żadnych spin. Czułem się świetnie. Po pewnym czasie odezwał się nałóg. Postanowiłem wyjść na taras, aby ponownie zapalić papierosa. Rozmyślałem na wiele tematów opierając się o balustradę. Niebo było wyjątkowo gwieździste tego dnia i robiło się coraz chłodniej. Wpatrując się w nie i tocząc refleksje czułem, że jutro będzie wysoki mróz. Nawet etanol płynący w moich żyłach nie był w stanie mnie rozgrzać. Po chwili poczułem dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się. W ciągu kilku sekund temperatura się podniosła. Otaczający ziąb przestał mieć na mnie wpływ. Stała tam Martyna. Zbliżyłem się do niej. Ona rozchyliła wargi, a ja zaciągnąłem się papierosem i zmysłowo zacząłem wdmuchiwać jej dym w usta. Wciągnęła dym głęboko i spokojnie wypuściła, wpatrując się we mnie nieśmiało. Miałem wrażenie, że chce coś powiedzieć, ale nie pozwoliłem. Przyłożyłem wskazujący palec do jej ust. Pochyliłem się i zacząłem ja namiętnie całować. Rozpuściłem jej cudowne włosy. Zatopiłem w nich nozdrza. Pachniały idealnie. Całując jej szyję, chwyciłem ją za udo. Potem dłoń wędrowała coraz wyżej i w końcu wsunąłem rękę pod koszulkę. Wymawiała moje imię tak jakby chciała zaprotestować, ale nie dokańczała zdania. Nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Wyglądała na odurzoną moim dotykiem. Chwyciłem ją za rękę i wróciliśmy do domu. Niemalże biegliśmy przez salon, w którym odbywała się impreza. Większość jej uczestników nawet nas nie spostrzegło, bo byli całkowicie pijani i oddani głośnym rozmowom. Tylko Patryk spojrzał na nas i puścił mi oko. Korzystając z okazji, że Paweł był w toalecie bez wahania przedarliśmy się na korytarz i wparowaliśmy do sypialni jego mamy, zamykając drzwi na klucz. Znów ją całowałem przyciskając delikatnie do ściany. Ściągałem jej koszulkę. Nie było już żadnych oporów. Czułem jak uginały jej się nogi. Były jak z waty. Oczy licealistki byly do połowy zamknięte jakby była w transie. Wyszeptała tylko, że jestem niesamowity. Nie mogłem dłużej czekać. Położyłem Martynę na dużym sypialnianym łóżku i zacząłem ściągać jej legginsy. Musiałem w końcu zobaczyć co kryje się pod nimi. Nie zawiodłem się. Piękne długie nogi. Jako fetyszysta stóp musiałem również ściągnąć skarpetki mojej partnerki. Dotykałem ją i całowałem po całym ciele bez żadnych schematów i ograniczeń. Duże problemy miałem ze ściągnięciem jej stanika. Gdy spytałem o co chodzi nie chciała nic mówić. W końcu się przyznała, że ma kompleks małych piersi. Powiedziałem, że nie jest to dla mnie ważne i w końcu mi uległa. Piersi rzeczywiście nie były jakieś ogromne, ale za to miały piękne duże sterczące sutki, które zacząłem ssać. Po kilku minutach schodziłem niżej i niżej. Całowałem najpierw okolice majteczek i tak o to się z nią droczyłem. Poruszała nogami na wszystkie strony. Nie mogła się opanować i widać było, że sprawia jej to ogromną przyjemność. W końcu zsunąłem jej majtki. Zrobiło się ciepło i wilgotno. Ssałem z rozkoszą całą cipkę i jej okolice. Potem zbliżałem się do łechtaczki i to na tych regionach się skupiałem. Obserwowałem jej reakcję. Rozszerzała nogi coraz śmielej i widziałem że niedługo dojdzie. Nie dokończyłem jednak dzieła. Niestety nie miałem przy sobie gumki, więc momentalnie zrzuciłem z siebie majtki i moja pała okazała się w pełnej gotowości. Najpierw wsunąłem żołędzia, a potem coraz głębiej i głębiej. Po chwili kochaliśmy się już na całego. Na szczęście nie była dziewicą i mimo tego że była trochę ciasna to nie było żadnych problemów. Jej ciało falowało rytmicznie i czułem że za moment dojdzie. Tak się też stało. Pojękiwała cicho a ja gładziłem jej włosy. Wyskoczyłem z niej. Dałem jej chwilę odpoczynku. Leżeliśmy tak koło siebie całując się i obejmując. Po upływie kilku minut stwierdziła, że musi mi to wynagrodzić. Poprosiła żebym wstał. Uklękła przed mną. Najpierw nieśmiało go polizała, a potem wzięła do buzi. Powoli rytmicznie ssała, a ja delikatnie przyciskałem jej głowę. Nie przeszkadzało nam nawet pukanie do drzwi, które niespodziewanie się rozległo. Robiła to coraz dokładniej. W końcu uprzedziłem, że dochodzę. Spuściłem się jej na twarz. To była cudowna chwila. Sperma spływała jej po nosie, policzkach. Trochę nawet zostało na wargach. Zanurzyła w niej palec i posmakowała, mierząc mnie wzrokiem. Nawet nie myjąc twarzy od nasienia położyła się, a ja przy niej. Korzystając z okazji przyłożyłem dłoń do jej twarzy zgarniając trochę spermy. Ugiąłem jej nogi w kolanach i delikatnie wmasowywałem nasienie w stopy. Oczywiście pieściłem je między palcami. Nie zapomniałem również o piętach. Poczułem się pijany i zmęczony. Pocałowałem ją czule w usta i przykryłem wchodząc również pod kołdrę. Spaliśmy tak nadzy koło siebie i dopiero nad ranem obudziło nas pukanie Pawła, który po imprezie chciał sprzątać mieszkanie.

Lato na wsi

Nie chciało mi się w taki upał wychodzić z domu. Zostać jednak też nie chciałem. Zaraz mieli przyjechać do nas goście, a nie za bardzo miałem ochotę z nimi siedzieć. Przyjeżdżali wujek z ciocią i kuzynką, których słabo znałem, bo rzadko u nas bywali. Byłem wstydliwy i niezbyt lubiłem takie spotkania. Postanowiłem w tym czasie pójść na swoją polankę i trochę się poopalać, a wrócić jak już sobie pojadą. Niech rodzice sami się z nimi goszczą.

Mieszkałem z mamą i tatą na wsi, mieliśmy rozległe gospodarstwo. Wziąłem koc i poszedłem polem przed siebie, aż dotarłem do odległej, otoczonej zaroślami polanki, na której lubiłem się opalać. Było to odludne miejsce, nikt tutaj nie chodził i nie przeszkadzał. Do tego od reszty świata odgradzały mnie zarośla. Rozebrałem się, rozłożyłem kocyk i położyłem się w słońcu. Mimo zbyt dużego upału, było całkiem przyjemnie. Cisza i spokój, rozbrzmiewał tylko śpiew ptaków. Zaraz usnąłem. Zbudziłem się chyba po dość długim czasie. Od słońca aż kręciło mi się w głowie. Uznałem, że wujek z ciotką prawdopodobnie już pojechali i mogę spokojnie wrócić do domu. Nie mieli u nas długo siedzieć, tylko wpaść przejazdem, bo jechali do Włoch na romantyczne wakacje we dwójkę i po drodze chcieli zajechać, żeby zostawić u nas swoją córkę Różę, której ponoć bali się zostawiać samej w domu, bo poprzednio jak gdzieś wyjechali, to pod ich nieobecność organizowała huczne imprezy i zrobiła z domu pobojowisko.

Jak wróciłem, to gości już nie było. W ogóle nikogo nie było w domu, nawet rodziców i Róży. Pewnie poszli gdzieś na dwór. I dobrze, bo nie chciało mi się z nikim gadać, czułem się zmęczony tym gorącem i poszedłem wziąć zimny prysznic. Zrobiłem sobie kanapki, bo byłem już głodny, a po posiłku położyłem się i czytałem książkę.

Wieczorem rodzice, którzy chyba czuli się zobowiązani organizować Róży czas, żeby nie czuła się u nas zbyt znudzona, urządzili sobie z nią wspólną grę w karty. Słyszałem ich ze swojego pokoju. Niedługo mama zawołała i mnie, bym do nich dołączył. Niezbyt miałem ochotę, no ale co zrobić. W końcu i tak musiałem zobaczyć się ze swoją kuzynką, której nie widziałem już od kilku lat. Udałem się do dużego pokoju, gdzie wszyscy siedzieli.

  • Cześć – przywitałem się, trochę speszony.
  • Hej – powitała mnie Róża.

Kiedyś Róża przyjeżdżała do nas co roku na wakacje. Byliśmy wtedy jeszcze dzieciakami. Pamiętam, że jako rok starsza ode mnie, zawsze się rządziła i to ona decydowała, kiedy i w co się bawimy. Teraz była szesnastoletnią pannicą i czułem się trochę, jakby to była jakaś obca osoba, zupełnie inna niż ta mała, zadziorna dziewczynka, którą pamiętałem. Umalowana i wystrojona wyglądała wręcz na dorosłą już kobietę. Podczas tej gry w karty czułem się skrępowany i tylko czekałem, aż skończymy i pójdę w końcu do siebie. Ojciec już prawie wygrał tysiąca, ale chyba specjalnie się podłożył i przegrał parę gier, żeby to nasz gość został zwycięzcą. W końcu Róża wygrała, choć chyba wcale jej na tym nie zależało. Wyglądała bardziej na znudzoną niż na żądną wygranej. Po rozegraniu tysiąca i zjedzeniu kolacji, rozeszliśmy się wszyscy do siebie.

Przez kilka kolejnych dni czułem się skrępowany we własnym domu. Róża chodziła ciągle nadąsana i niezadowolona, że musi spędzać u nas wakacje, zachowując się trochę tak, jakby obwiniała za to mnie i moich rodziców. Jednakże bez makijażu, jaki miała w dniu, kiedy przyjechała, oraz ubrana w zwykłą, domową sukieneczkę, a nie odstrojona jak wtedy, wyglądała mniej wyniośle. Ale i bez tego była całkiem ładną dziewczyną, brunetką o nieco wulgarnym spojrzeniu, zdradzającym jej pewność siebie. Z czasem okazała się normalną laską, z charakteru całkiem podobną do tej małej Róży, która kiedyś spędzała u nas wakacje. Teraz, tak jak i wtedy, bywała czasem trochę opryskliwa i władcza, ale kiedy już pogodziła się z faktem, że musi spędzić część swoich wakacji na „tym nudnym zadupiu”, jak określała naszą miejscowość, zazwyczaj bywała wesoła i przyjazna.

Jako, że byliśmy skazani na swoją obecność, szybko zakolegowaliśmy się z Różą. Po prostu spędzanie czasu we dwójkę było mniej nudne, niż samemu. Pewnego dnia, zanim jeszcze przyzwyczailiśmy się do siebie i przebywanie z kuzynką wciąż budziło u mnie skrępowanie, weszła bez pukania do mojego pokoju, co zresztą było typowe dla jej bezpośredniego charakteru. Rodzice pracowali wtedy na gospodarstwie i byliśmy w domu sami, a Róża najwyraźniej nie miała co robić.

  • Cho, zagramy w karty – zarządziła znudzonym głosem.
    Usiadła na łóżku i bez czekania na mają zgodę, zaczęła tasować talię. Graliśmy dość długo, rozmawiając trochę. Od wtedy wspólne gry, a potem też spacery, rozmowy i oglądanie razem telewizji, stały się naszym częstym sposobem zabijania czasu.

Pewnego poranka zbudziła mnie rozmowa mamy i Róży. Siedziały w kuchni i rozprawiały o czymś, nie dając mi już zasnąć. Było jeszcze wcześnie, a poprzedniego wieczora do późna czytałem książkę, więc czułem się niewyspany. Wstałem i poszedłem na śniadanie. Postanowiłem potem udać się na swoją polankę i tam w spokoju sobie jeszcze pospać. Mama podała mi śniadanie i niedługo wyszła z domu, żeby pomóc ojcu przy pracy. Zostałem przy stole z Różą, która zagadywała mnie i opowiadała o swoim życiu w mieście. Gadatliwa była z niej dziewczyna, i dobrze, bo ja za to byłem z natury małomówny.

  • Echh, nudy tu u was, jak cholera – westchnęła, kiedy skończyłem już śniadanie i wstałem od stołu. – Nie macie tu na wiosce jakiejś dyskoteki, czy coś? – spytała.
  • Nie wiem, ja nie chodzę…
  • A, zresztą… Ciotka i tak by mnie pewnie puścić nie chciała – stwierdziła i gdy zobaczyła, że szykuję się do wyjścia z domu, spytała: – Gdzie idziesz?
  • Poopalać się.
  • Poopalać się… – powtórzyła. – Dobry pomysł. To czekaj, idę z tobą – oznajmiła. – A gdzie?
  • Yyy… Na taką polankę, ale to dosyć daleko – spróbowałem ją zniechęcić, bo wolałem iść sam.
  • To dobrze, przejdziemy się. I tak nie ma co robić – zdecydowała ku mojemu niezadowoleniu.
    Na parapecie leżała otwarta paczka papierosów, chyba ojciec zapomniał zabrać z domu. Róża jak gdyby nigdy nic wyjęła z niej dwie fajki i poszła na chwilę do swojego pokoju. Wyszedłem przed dom i czekałem na nią. Niedługo była gotowa. Ruszyliśmy w drogę polem.

Na miejscu rozłożyłem koc i usiadłem. Pomyślałem sobie, że za bardzo się nie poopalam, bo trochę głupio mi było rozbierać się przy Róży do samych gaci. Ona nie miała z tym problemu – od razu ściągnęła przez głowę swoją zwiewną sukienkę, położyła ją na trawie i została w samej bieliźnie.

  • Ale tu fajnie – powiedziała rozmarzonym głosem, siadając koło mnie i wystawiając twarz do słońca.
  • Ja tu przychodzę prawie codziennie, jak jest ładna pogoda.
    Zdjęła buty i wyjęła ze swojej torebki butelkę wina. To było wino z naszej piwnicy. Ojciec pędził dużo wina, żeby owoce z naszego sadu się nie marnowały, więc w piwnicy mieliśmy wiele takich butelek i najwyraźniej Róża zwyczajnie sobie jedną podprowadziła. Odkręciła ją i napiła się z gwinta.
  • Masz – powiedziała i podała mi butelkę.
  • Nie, no co ty – przestraszyłem się.
    Jeszcze nigdy nie piłem alkoholu i sama myśl, że mógłbym to zrobić, napełniła mnie jakimś dziwnym lękiem. Przecież miałem dopiero piętnaście lat. Róża pociągnęła kolejny łyk i znowu mi podała.
  • No masz, nie bądź cipa.
    Wziąłem niepewnie butelkę i pociągnąłem malutkiego łyczka. Chyba wyglądało to, jakbym brzydził się pić po Róży, bo powiedziała:
  • No nie brzydź się, napij się porządnie.
  • Nie brzydzę… – bąknąłem, biorąc kolejny mały łyk.
  • A jak się na przykład całujesz z dziewczyną, to też się tak brzydzisz? – spytała pogardliwie.
  • Ja się nigdy nie całowałem…
    Speszyłem się i na pokaz wziąłem parę porządnych łyków. Aż mi się zrobiło gorąco w brzuchu.
  • Dlaczego? – szczerze się zdziwiła.
  • No Boże, nie wiem…
    Oddałem Róży butelkę, ta wyjęła podwędzone mojemu ojcu papierosy i jednego z nich podała mi.
  • Trzymaj, ten dla ciebie – powiedziała.
  • Dzięki, nie chce.
  • Czemu?
  • Nie chcę, nie palę…
  • Nie bój się, twoja mama nie zobaczy – zadrwiła, zapalając papierosa.
  • Jejku, nie chcę i już.
  • Trzęsidupa – powiedziała z pogardą.
  • No dobra – zdecydowałem się jednak zapalić, żeby się ze mnie nie śmiała, bo najwyraźniej nie mogła pojąć, że ktoś może po prostu nie chcieć papierosa.
    Przyglądała się, jak palę i kazała mi się mocno zaciągać, co było bardzo nieprzyjemne i powodowało, że się krztusiłem. To był mój pierwszy papieros w życiu.
  • Widać, że nigdy nie paliłeś – zaśmiała się i podała mi znowu wino. – Masz, zapij.

Jakoś udało mi się wypalić tego papierosa, chociaż łatwo nie było. Róża za to swojego spaliła z przyjemnością. Kręciło mi się w głowie.

  • Co ty tak w ciuchach siedzisz? Chciałeś się przecież opalać – przypomniała mi. – No nie wstydź się – dodała widząc, że trochę się krępuję zdjąć ubranie.
    Rozebrałem się do majtek i się położyłem. Zamknąłem oczy, ale ona zaczęła mi opowiadać jakąś historię o tym, jak to kiedyś się mocno upiła, i swoim gadaniem nie dała mi zasnąć. Przez tego papierosa czułem się kiepsko – serce mi kołatało, a w ustach ciągle miałem niesmak. Róża wypiła jeszcze trochę wina i położyła się koło mnie.
  • Posuń się – pchnęła mnie.
    Ile się dało, to się przesunąłem, ale koc był nieduży. Leżeliśmy koło siebie na wznak, stykając się nagimi ramionami. Róża przez chwilę nuciła coś pod nosem, ale niedługo ucichła i chyba usnęła. Na szczęście zaraz zacząłem czuć się lepiej. Zrobiło się nawet całkiem przyjemnie, czułem jak wino we mnie krąży, a słońce rozgrzewało dodatkowo. Chyba na chwilę także przysnąłem, aż poczułem coś na dłoni i się wybudziłem.

Moja ręka leżała wzdłuż ciała, a kuzynka we śnie przysunęła się do mnie jeszcze bliżej i jej pupa przycisnęła mój mały palec. Przez materiał majtek czułem miękkość jej pośladka. Zacząłem o tym myśleć i jakoś nie mogłem się od tej myśli opędzić. Prawie naga dziewczyna tak blisko mnie… Dotykam jej tyłka… Trochę we mnie zabuzowało. Leżałem tak chwilę i samemu przed sobą było mi głupio, że czerpię przyjemność z dotykania do własnej kuzynki. Delikatnie wysunąłem spod niej rękę i obróciłem się w stronę Róży. Uniosłem głowę i zajrzałem jej w stanik. Widząc dziewczęce piersi z tak bliska podnieciłem się jeszcze bardziej. Oparłem się na łokciu i wędrowałem spojrzeniem po całym jej ciele. Była szczupła i blada, skóra wydawała się taka gładka, że aż chciało się dotknąć. Długie nogi, a pomiędzy nimi zarysowana na materiale majteczek kreseczka jej kobiecości. Róża nagle drgnęła, jakby jej się coś przyśniło, chrząknęła i otworzyła oczy. Popatrzyła na mnie trochę zdziwiona, a ja dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że muszę wyglądać strasznie głupio tak się w nią wpatrując z rozdziawioną gębą. Zawstydziłem się, że mnie na tym przyłapała.

  • Co jest? – spytała nieco zaspanym głosem. – Co tak patrzysz? Już chcesz wracać, czy co?
  • Nie, nie… – wydukałem.
  • To dooobrze – ziewnęła, przeciągając się. – Bo mamy jeszcze wino.
    Po chwili usiadła, wzięła butelkę i popijając zaczęła znów coś opowiadać. Tym razem o jakiejś imprezie na której była kiedyś ze znajomymi. Ogólnie to temat imprez był jednym z jej ulubionych, najbardziej lubiła opowiadać właśnie o imprezowaniu. Po chwili obróciła się w moją stronę, żeby podać mi wino. Przyjrzała mi się i nagle zamilkła w pół zdania. Bez słowa dała mi butelkę. Napiłem się. Siedzieliśmy tak nic nie mówiąc, przekazując sobie co chwilę wino. Było trochę dziwnie, kiedy Róża się nie odzywała, zwłaszcza, że tak nieoczekiwanie przerwała tą swoją historię. Miałem ochotę jakoś ją zagadać, tylko nie wiedziałem o czym. Tym bardziej, że teraz moje myśli ciągle wędrowały wokół faktu, że moja kuzynka jest prawie naga, i jakoś ciężko było mi się skupić na czymkolwiek innym. W pewnym momencie zauważyłem, że na moich majtkach bardzo wyraźnie widać, jak się podnieciłem. Dotarło do mnie, że ona też musiała to zauważyć. Znów poczułem się strasznie zażenowany. To pewnie dlatego tak nagle zamilkła i dziwnie mi się przyglądała. Przechyliłem mocno butelkę, chcąc wziąć sporego łyka, ale niewiele wina wleciało mi do ust. Butelka była już pusta. Nawet nie zauważyłem, kiedy całą z Różą opróżniliśmy. Trunek był słodki i całkiem smaczny, dobrze wchodził, ale w głowie szumiało mi już porządnie. Pierwszy raz doświadczyłem, jak to jest być pijanym.
  • Koniec – powiedziałem, odrzucając butelkę w trawę. Własny głos zabrzmiał dla mnie jakoś obco.
    Róża w zamyśleniu pokiwała głową.
  • A twoi rodzice nie byli źli, że całą noc wtedy nie wróciłaś? – spytałem po chwili, żeby przerwać milczenie, nawiązując do historii tej imprezy, którą Róża wcześniej opowiadała. To pytanie zadane po takim czasie milczenia musiało jednak zabrzmieć dziwnie.
  • Kiedy? – spytała, nie wiedząc o co mi chodzi. – Aaa, wtedy… – przypomniała sobie, o czym wcześniej mówiła. – To nieee – ziewnęła i machnęła ręką. – Powiedziałam im, że spałam u koleżanki…
  • Aha.
  • Faaajnie wtedy było… – westchnęła. – Naprawdę to po tamtej imprezie spałam z kolegą z klasy w jednym łóżku, bo było mało miejsc do spania… – zaczęła opowiadać w zamyśleniu. – To była namiętna noc… Byliśmy pijani, zaczęło się od buzi-buzi, a skończyło się na… – przerwała.
    Już samo wyobrażanie sobie, co Róża robiła z tym swoim kolegą, strasznie mnie podniecało.
  • To ty mówisz, że nigdy się nawet nie całowałeś? – spytała nagle, odwracając się w moją stronę.
  • No nie…
  • I nie chciałeś nigdy spróbować? Zobaczyć chociaż, jak to jest?
  • No chciałbym – szepnąłem, spuszczając głowę.
    Róża usiadła przodem do mnie i przyglądała mi się.
  • Możesz spróbować ze mną – rzekła również szeptem, trochę jakby niepewnie.
    Podniosłem wzrok i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Wcale nie byłem do końca przekonany, czy naprawdę to powiedziała, czy może tylko poniosła mnie moja pijana fantazja. Róża miała zamglone spojrzenie i rumianą twarz. Wino najwyraźniej jej także uderzyło do głowy, bo przecież wypiła więcej niż ja.
  • Tak… – zgodziłem się gorliwie.

Kto by pomyślał, że będę mógł tego spróbować z własną kuzynką. Jeszcze niedawno taka myśl wydałaby mi się niesmaczna, ale w tym momencie perspektywa pocałunku z Różą była dla mnie ekscytująca. Czułem, jak serce mi łomocze i kręci mi się w głowie. Nie za bardzo jednak wiedziałem, jak się do tego zabrać.

  • To chodź – zachęciła mnie kuzynka, zmysłowo rozchylając wargi i wyciągając do mnie ręce.
    Złapała mnie za ramiona, a ja położyłem dłonie na jej nagich biodrach i przysunąłem się do niej. Rozłożyła nogi, żebym mógł usiąść pomiędzy nimi. Siedzieliśmy naprzeciw siebie, oplatając się wzajemnie udami. Róża przechyliła głowę w bok. Nasze usta się zetknęły. Poczułem ciepło miękkich warg swojej kuzynki. Z nadmiaru wrażeń coraz mniej do mnie docierało. Pamiętam, że dziewczyna wpychała język do moich ust, że gładziła mnie lekko po ramionach, a ja trzęsącymi się dłońmi obmacywałem ją, chcąc nasycić się dotykiem dziewczęcej skóry. Jakby to miała być moja jedyna okazja w życiu, żeby dotykać dziewczyny. Pamiętam kosmyk jej włosów, który spoczął na moim nosie i miał słodkawy zapach. Docierało do mnie cichutkie pomrukiwanie kuzynki, która ssała mój język, czułem gładkość jej ud stykających się z moimi nogami. Wrzało we mnie jak jeszcze nigdy, wydawało mi się, że zaraz dostanę orgazmu. Zsunąłem dłoń po plecach Róży i włożyłem ją w jej majtki, by złapać za pośladek. Poczułem, że drugą moją rękę dziewczyna sama położyła na swojej piersi. Zacząłem miętosić ją przez stanik.

Być może to wszystko trwało krótko, ale ja zatraciłem poczucie czasu. Docierało do mnie tak wiele nieznanych mi dotąd bodźców, że trudno było zachować trzeźwość umysłu. W pewnym momencie Róża zamknęła usta i odepchnęła mnie lekko od siebie. Odsunąłem głowę i ciągle zamroczony tymi przeżyciami popatrzyłem na jej roześmianą twarz.

  • I jak ci się podobało? – spytała wesoło.
  • Fajnie – wydyszałem.
  • No widać – odparła, wskazując na moje krocze.
    Okazało się, że z tego podniecenia mój penis tak urósł, że nie mieścił się już w majtkach i jego nabiegła krwią główka wystawała spod gumki. Róża wysunęła palec wskazujący i jego opuszkiem musnęła moje wędzidełko, po czym chichocząc cofnęła rękę. Zadrżałem. Uśmiechnęła się do mnie. Patrzyłem się w jej cycki, rękę ciągle trzymałem w jej majtkach i macałem za pupę. Ciepło rozchodziło się od mojego penisa po brzuchu i udach. Gumka majtek uciskała mi przyrodzenie. Moje onanistyczne doświadczenie mówiło mi, że ten moment już się zbliża. Wstydziłem się wytrysnąć przy Róży. Zerwałem się z miejsca i podbiegłem do krzaków. W biegu złapałem się za fiuta i przesunąłem po nim ze dwa razy dłonią w tą i z powrotem. W ostatniej chwili znalazłem się przy zaroślach i trysnąłem na liście. Siła orgazmu powaliła mnie na kolana. Klęcząc tyłem do Róży i masując się po przyrodzeniu, dyszałem ciężko i obficie chlapałem na krzaki i trawę.

Podciągnąłem majtki, ale sterczącego wciąż członka nie dało się w całości nimi zakryć. Był oblepiony spermą, podobnie jak moja ręka. Wstałem, obróciłem się i ze spuszczoną głową wróciłem do Róży.

  • Aha, no spoko… – skomentowała mój wyczyn.
    Nie wiedziałem, co sobie myśli, ale wydawało mi się, że wyczuwam jej pogardę. Niezbyt się tym teraz przejmowałem, choć trochę głupio jednak mi było. Wytarłem dłoń w trawę, padłem na koc, obróciłem się na brzuch, żeby schować swojego penisa, i zamknąłem oczy. Byłem trochę pijany i ciągle odurzony niedawnymi wrażeniami. Czułem, jak moje ciało ogarnia błogie rozluźnienie. Po chwili usnąłem jak kamień.

Obudziłem się z nieprzyjemną suchością w ustach. Chciało mi się pić. Ciągle było bardzo gorąco. Obok mnie spała Róża. Potrząsnąłem nią.

  • Wstawaj, wracamy do domu – zarządziłem.
    Ziewnęła, przeciągnęła się i z ociąganiem zaczęła się podnosić. Ubraliśmy się i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę domu. Całą drogę nic nie mówiliśmy. Byłem lekko skacowany, trochę bolała mnie głowa. Do tego czułem się zażenowany tym waleniem gruchy przy swojej kuzynce. Najbardziej szkoda mi było, że nie dowiedziałem się, co byłoby dalej, gdybym wytrzymał trochę dłużej. Bo wydawało mi się, że Róża wcale jeszcze nie chciała wtedy kończyć tej naszej zabawy. W domu bez słowa rozeszliśmy się do swoich pokoi.

Kiedy dwa dni później jadłem śniadanie, Róża weszła do kuchni. Do tej pory unikałem jej, czułem się przy niej jakoś niezręcznie. Tym niemniej przez ten czas już kilka razy onanizowałem się myśląc o swojej kuzynce. Tamto zajście ciągle siedziało mi w głowie i coraz bardziej się na nią napalałem. Raz nawet podkradłem jej majteczki, które wisiały na suszarce do bielizny, i trochę je zachlapałem podczas zabawy, ale na szczęście i tak były wilgotne więc po prostu wyprałem je wtedy znowu i odwiesiłem na suszarkę.

  • Hej – przywitała się, wchodząc do kuchni.
  • Cześć – burknąłem, pesząc się przy niej jak zwykle.
  • Smacznego.
  • Dzięki.
    Patrzyłem w talerz, żeby uniknąć spojrzenia Róży. Na szczęście kuzynka zaraz rozładowała napięcie, zagadując mnie beztrosko, jakby zupełnie już zapomniała, co zrobiliśmy na polance.
  • Ale się spiekłam wtedy na tym słońcu – westchnęła. – Wszystko mnie teraz swędzi… Ty też się tak zjarałeś?
  • Trochę tak.
  • Trzeba było nasmarować się filtrem do opalania. Następnym razem musimy pamiętać.
  • No – bąknąłem, choć wcale nie zakładałem, że jeszcze pójdziemy z Różą na polankę.
  • To co, kiedy znowu idziemy się poopalać? – spytała, uśmiechając się.
  • Nie wiem, jak chcesz…
  • Może zaraz pójdziemy? Weźmiemy winko, przynajmniej jakoś czas zleci, bo strasznie mi się nudzi tak w domu siedzieć…
  • Yyy, no nie wiem…
  • No cho, jedz i idziemy. Tylko weź jakiś krem, bo ja nie mam.
    Patrzyłem na nią niepewnie, bo trochę krępowałem się z nią iść.
  • Zapalimy sobie papieroska – mrugnęła okiem, uznając chyba, że ten argument ostatecznie mnie przekona.
  • No okej – zgodziłem się.
    Róża zeszła na chwilę do piwnicy. Domyślałem się, po co. Kiedy zjadłem, ruszyliśmy na polankę. Po drodze nuciła coś pod nosem i wymachiwała wesoło swoją torebeczką.
  • Zobacz, jak się spaliłam. – Róża wskazała na swój czerwony brzuch, kiedy rozebrała się po dotarciu na polankę.
  • No, rzeczywiście…
    Rozsiedliśmy się na kocu i popijając wino, gadaliśmy i śmialiśmy się. Opróżniwszy butelkę, postanowiliśmy trochę się przespać.
  • Dawaj krem – zażądała Róża. – Muszę się nasmarować.
  • Trzymaj – podałem jej tubkę.
  • Ty… – zwróciła się do mnie. – A nie obrazisz się, jak zdejmę stanik? Chcę sobie trochę opalić cycki, bo wszędzie jestem czerwona, a na cycach takie chujowe, białe plamy…
  • No… Nie… Nie obrażę… – wydukałem, pesząc się i zarazem czując przyjemne mrowienie w penisie wywołane tą myślą.
  • Dzięki. Tylko się znowu tak nie podniecaj, najlepiej odwróć się w drugą stronę i się nie gap – powiedziała wyginając ręce za plecy, żeby rozpiąć sobie stanik.
    Poczułem, że robię się ze wstydu czerwony jak burak. Położyłem się na brzuchu, odwracając głowę od kuzynki, ale i tak już wiedziałem, że kiedy tylko zaśnie, będę sobie do woli oglądał te jej cycki.
  • A ty co? – spytała. – Tak w ubraniu się chcesz opalać? Rozbieraj się też, bo mi głupio będzie samej tak na golasa.
    Nie zareagowałem. Nie chciałem się dzisiaj przy niej rozbierać.
  • No mówię coś! – zniecierpliwiła się.
    Usiadłem więc i żeby nie drażnić Róży, ściągnąłem koszulkę. Popatrzyłem na nią. Siedziała z piersiami na wierzchu i spoglądała na mnie ponaglająco.
  • Spodenki też – rozkazała.
  • Nie – sprzeciwiłem się nieśmiało, bo miałem już sztywno w majtkach i gdybym zdjął spodenki, znowu odsłoniłbym swoje podniecenie. A drętwiał mi w zastraszającym tempie, bo właśnie pierwszy raz w życiu widziałem dziewczęce piersi. I to jakie śliczne.
  • Oj weź mnie nie wkurzaj, zdejmuj te pory i nie gadaj, i tak już widziałam tego twojego ptaszka więc nie masz się co wstydzić.
  • Ale Róża…
  • Dzisiaj opalamy się na golasa, ty też. Koniec dyskusji.
    Widziałem, że znowu włączyła się u niej ta jej władcza osobowość. Jeszcze przed chwilą pytała mnie, czy sama może się rozebrać, a teraz już nakazywała to samo mi, i to bez możliwości sprzeciwu. Zsunąłem więc spodenki i z obawą spojrzałem na swoje krocze. Na tle majtek było widać sztywność, ale na szczęście główka penisa nie wystawała tak jak ostatnio spod gumki. Róża też patrzyła się w moje gacie, jakby oceniając stan mojego podniecenia.
  • Gacie też – powiedziała, podnosząc się, stając przede mną i podpierając się pod boki.
  • Chyba cię pogięło – spróbowałem powiedzieć to pewnym siebie tonem, ale niezbyt mi wyszło.
  • Ojejku, jaka wstydliwa panienka – rzuciła pogardliwie piskliwym głosem.
    Włożyła kciuki w gumkę swoich majtek, po obu stronach bioder, i szybkim ruchem zsunęła je sobie na kolana. Podniosła nogę, zdjęła przez nią majtki, następnie tak samo przez drugą nogę. Po chwili majteczki Róży wisiały na jej wysuniętym palcu wskazującym. Stojąc przede mną, zakręciła nimi w powietrzu, jakby była dumna ze swojej bezwstydności. Serce kołatało mi jak szalone i z trudem mogłem złapać oddech. Miałem przed samymi oczami nagą cipkę swojej kuzynki.
  • Jak tam sobie chcesz – powiedziała takim głosem, jakby się na mnie zawiodła. – Ale ja się będę opalać nago. A ty się tak nie gap, bo zaraz ci te gacie rozerwie…
    Wysunęła lekko nogę i postawiła bosą stopę na moim kroczu. Po przyrodzeniu rozeszło mi się przyjemne mrowienie i aż się wygiąłem z rozkoszy. Przesunęła stopą w górę i w dół po moich wypukłych majtkach i zaśmiała się pogardliwie. Nie miałem pojęcia, jak się zachować, i chcąc cokolwiek powiedzieć, palnąłem:
  • Rzeczywiście ci się pod majtkami nie opaliło…
    Skóra na biodrach i łonie Róży była trochę bledsza niż reszta jej ciała, która ostatnio trochę się zarumieniła w słońcu. W miejscu, gdzie powinny być majtki, tworzył się charakterystyczny, jaśniejszy kształt.
  • Ty mały zboczeńcu – powiedziała, siadając znowu koło mnie.
  • No dobra, zdejmę… – zdecydowałem się jednak posłuchać Róży, bo jej wrogość sprawiała, że sprzeciwianie się jej powodowało u mnie jakieś dziwne poczucie winy i jeszcze większe zawstydzenie, niż jakbym się przy niej rozebrał.
    Rozdygotanymi dłońmi ściągnąłem majtki i szybko położyłem się na brzuchu, żeby zasłonić fiuta.
  • No i dobrze – uśmiechnęła się Róża. – Przynajmniej sobie trochę dupsko opalisz, bo też widzę masz blade. A tego ptaszka nie musisz tak chować, mnie tam on nie interesuje. Ale stanął to ci nieźle, hehe.
    Zamknąłem oczy.
  • Nasmarować ci plecy? – spytała po chwili Róża.
  • Mhm.
  • Okej.
    Poczułem, jak zimny krem skapnął na mnie, a po chwili dłonie Róży, rozcierające go po mojej skórze. Nasmarowała mi szyję i całe plecy, schodząc powoli w dół. Robiła to dokładnie, wcierała mocno, czułem się jakby to był masaż. Następnie zeszła na pośladki i dość długo mi je pieściła. Było to trochę dziwne, ale nic nie mówiłem.
  • Dobra. Obracaj się – rozkazała, kiedy już cała tylna część mojego ciała była wysmarowana.
  • Nie, dzięki… Z przodu nie trzeba… – zaprotestowałem nieśmiało, nie chcąc manifestować przed Różą swego wzwodu.
    Nachyliła się do mojego ucha i wyszeptała:
  • No obróć się, proszę cię. Chcę cię nasmarować od przodu.
    Trochę zdziwił mnie jej przymilny ton.
  • Nie pożałujesz… – dodała jeszcze ciszej, przykładając usta do mojego ucha tak blisko, że jej wargi mnie dotknęły.
    Ciekawość kazała mi posłuchać Róży. Zresztą sytuacja i tak była już dla mnie krępująca, więc co mi szkodziło, żeby stała się jeszcze bardziej. Powoli obróciłem się na plecy, próbując ukryć swój przyśpieszony oddech. W głębi duszy domyślałem się, co zaraz może się wydarzyć, i choć jak najbardziej tego chciałem, odczuwałem też przed tym jakiś dziwny niepokój. Róża usiadła okrakiem na moich udach i wycisnęła obfitą ilość kremu na mój brzuch. Zaczęła go wolno rozcierać, przesuwając dłońmi od mojego pępka do klatki piersiowej, aż po samą szyję, w tą i z powrotem. Nachylała się nade mną, kiedy jej ręce wędrowały w górę po moim torsie. Nagie piersi kołysały się lekko, jak się poruszała. Patrzyłem w nie jak urzeczony, a kiedy przeniosłem wzrok na twarz kuzynki, puściła mi oko i uśmiechnęła się. Nie wiedziałem, czy może jest to znak, że mogę ich dotknąć. Ręce aż mnie do tego świerzbiły, ale powstrzymywałem się w obawie przed reakcją Róży. Przesunęła się w dół, siadając teraz na moich kolanach. Zsunęła ręce po moich biodrach na uda, omijając penisa. Aż zadrżałem, kiedy jej dłonie przesuwały się koło niego. Zaczęła smarować mi kremem nogi i okolice krocza, nie dotykając jąder i prącia. Co rusz jednak na nie spoglądała z zadowoloną miną. Przeczuwałem, że niedługo dotknie mojego rozbudzonego fiuta, i na samą myśl o tym dygotałem. Trzęsły mi się ręce, trochę chyba ze strachu przed nieznanym, ale najbardziej z podniecenia. Róża to zauważyła.
  • Spokojnie – szepnęła łagodnie, głaszcząc mnie po drżącej dłoni. – Nie bój się.
    Położyła moją rękę na swojej nodze. Zacząłem ją delikatnie gładzić. Sama masowała górną część moich ud w taki sposób, jakby chciała mnie tym masażem zrelaksować. Po chwili wzięła ponownie tubkę z kremem.
  • Nasmaruję ci go, chcesz? – spytała, patrząc na mojego członka.
  • Ehe – wydusiłem.
    Uniosła rękę nad mojego penisa i wycisnęła krem prosto na niego. Biała maść spłynęła po główce fiuta na trzon, wyglądało to trochę tak, jakbym się spuścił. Położyła dłoń na moim członku i przycisnęła mi go do brzucha. Przejechała po nim swoją rączką w górę i w dół. Cały aż się wygiąłem i zajęczałem. Róża roześmiała się srebrzyście. Zaczęła namiętnie masować obiema dłońmi mojego tłustego od kremu penisa, rozsyłając po nim rozkoszne mrowienie. Odważyłem się złapać kuzynkę za pośladek. Macałem ją po pupie, a drugą ręką głaskałem po udzie. Przyglądałem się jej poruszającemu się ciału, głównie cyckom, które były seksownie naprężone. Z sekundy na sekundę robiło mi się coraz cieplej w kroku i zdawałem sobie sprawę, że finał jest tuż tuż. Krępowałem się dojść w rękach Róży, nawet przemknęło mi przez myśl, żeby znów uciec i wytrzepać się w zarośla, ale było mi tak przyjemnie, że nie zdążyłem się na to w porę zdecydować. Po kilkunastu sekundach było już za późno. Z rozkoszy aż zawirowało mi w głowie i trysnąłem obficie. Stęknąłem i zacisnąłem dłonie na ciele kuzynki. Sperma chlapała na mój brzuch i klatkę piersiową. Róża patrzyła na to i z zadowolonym uśmiechem na ustach masowała mnie dalej, aż ostatnia kropelka nasienia wyciekła z mojego penisa, spływając mi do pępka. Dyszałem ciężko i próbowałem zebrać myśli. W powietrzu czułem woń swojego ejakulatu. Dziewczyna zsunęła dłonie z mojego przyrodzenia i przeniosła je na klatę. Tak jak wcześniej krem, teraz rozsmarowywała po mnie spermę.
  • Przepraszam – bąknąłem zażenowany.
  • Nie ma za co. – Róża poklepała mnie po tłustej od filtru i nasienia klacie. – Przynajmniej będziesz mocniej nasmarowany – zażartowała.
    Zeszła ze mnie, wytarła ręce w trawę i popatrzyła na mnie.
  • I co, lepiej? – spytała poważnie.
  • Tak… – uśmiechnąłem się, rzeczywiście czując ogarniającą mnie błogość i zrelaksowanie.
  • To dobrze – powiedziała, kładąc się na brzuchu. – Przynajmniej nie będziesz się tak podniecał smarując mi plecy.
    Przez chwilę leżeliśmy tak koło siebie, aż Róża się zniecierpliwiła.
  • No na co czekasz? – spytała. – Teraz ty mnie weź pokremuj.
  • Dobra, już.
    Podniosłem się i teraz to ja rozsiadłem się okrakiem na jej nogach. Mój oblepiony spermą i oklapły teraz fiut leżał luźno na jej złączonych udach, a tuż przed nim znajdowała się lekko odstająca do góry, naga pupa Róży. Wycisnąłem maść na plecy kuzynki i zacząłem ją dokładnie wcierać w skórę dziewczyny. Nasmarowałem jej ramiona i plecy, przerywając tuż nad pośladkami.
  • Yyy… Tyłek też? – spytałem niepewnie.
  • No a co? Sam się przecież nie nasmaruje, hehe.
    Kapnąłem kremem na każdy z pośladków i nieśmiało położyłem na nich ręce. Zacząłem je delikatnie masować. Były bardzo przyjemne w dotyku. Mój członek zaczął powoli nabrzmiewać. Po chwili przesunąłem się w dół i już bez pytania nasmarowałem równie gładkie uda Róży.
  • Dzięki – rzuciła, gdy skończyłem i z niej zszedłem. Przekręciła się na plecy.
  • Nie ma za co.
    Popatrzyła na mój połowiczny wzwód.
  • Ej, miałeś się już nie podniecać – skarciła mnie, ale bez złości, a po chwili roześmiała się jakby powiedziała jakiś żart. – Niezły z ciebie napaleniec – dodała.
    Uśmiechnąłem się przepraszająco.
  • A chcesz też mnie posmarować z przodu? – zaproponowała po chwili namysłu.
  • No chętnie – napaliłem się. – Jeśli ty chcesz… – dodałem.
  • Spoko – mrugnęła do mnie.
    Znowu wszedłem na jej uda. Przypadkowo mój penis dotknął do jej łona.
  • Oj, sory – bąknąłem, odsuwając się odrobinę.
    Uśmiechała się do mnie ciągle, dając do zrozumienia, że nic się nie stało. Nalałem sobie trochę kremu na rękę i zacząłem go wcierać w brzuch kuzynki.
  • Cycki też – szepnęła po chwili porozumiewawczym tonem, widząc, że wciąż spoglądam na nie z ochotą.
    Nieduże piersi Róży prężyły się, a ich brodawki sterczały ponętnie. Ręce znowu zaczęły mi się trochę trząść z podniecenia, kiedy położyłem je na cyckach swojej kuzynki. Dziewczyna podniosła się odrobinę, podparła się na łokciach i obserwowała, jak moje przyrodzenie rośnie w oczach. Trochę mnie to zawstydzało, ale i tak coraz zachłanniej masowałem jej piersi. Czułem dłońmi przyjemną twardość brodawek, kontrastującą z miękkością całych cycków. Ugniatałem je przez jakiś czas jak ciasto, nie mogłem się od tego oderwać, aż Róża w końcu powiedziała wesoło:
  • No dobra, starczy już. Jeszcze nogi.
    Rozłożyła uda, prezentując tym samym w pełni swoją cipkę. Serce zaczęło mi mocno kołatać z coraz większego podniecenia. Czułem, że aż dostałem wypieków na twarzy. Próbując jednak nie dać po sobie nic poznać, zacząłem smarować filtrem przednią część ud Róży. Kucałem teraz pomiędzy jej łydkami. Rozkładając jeszcze mocniej nogi, wystawiła do pokremowania także wewnętrzną część swoich ud. Moje dłonie co rusz wędrowały w pobliże jej łona. Wpatrując się w nie jak urzeczony, widziałem, jak dziurka mojej kuzynki robi się coraz wilgotniejsza, wydzielając jakiś dziwny śluz. W powietrzu unosił się coraz intensywniejszy zapach cipki. Róża oddychała głośno, aż w pewnym momencie zajęczała przeciągle. Popatrzyliśmy sobie w oczy.
  • Wymasuj mi ją… – wydyszała prosząco. – Cipę… – dodała dla pewności, bo patrzyłem na nią tępo, nie dowierzając, że naprawdę mogę ją tam dotknąć.
    Moje dłonie od razu powędrowały na podbrzusze Róży. Zacząłem pieścić jej szparkę i pachwiny. Byłem już tak podniecony, że prawie się nie kontrolowałem. Wsuwałem palec do cipki, a drugą rękę wepchnąłem pod tyłek kuzynki i zacząłem masować ją po tylnej dziurce. Pojękiwała seksownie i wystawiała się chętnie na moje macanki. Po chwili chwyciła mnie za ramiona i pociągnęła do siebie.
  • Chodź tu… – wydyszała.
    Bezzwłocznie, jakbym tylko na to czekał, położyłem się na swojej kuzynce, która jeszcze szerzej rozłożyła nogi. Mój penis ponownie zetknął się z jej łonem. Podparłem się na łokciach nad Różą, patrząc jej z pożądaniem w twarz. Wsunęła dłoń pomiędzy nasze ciała i złapała mnie za przyrodzenie. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy, kiedy Róża wprowadzała do siebie mojego penisa. Nic nie mówiliśmy, obydwoje wiedzieliśmy, że tego chcemy. W powietrzu roznosiły się tylko nasze przyśpieszone oddechy i dobiegający z oddali śpiew ptaków. Przyciągnęła do siebie moją głowę i zaczęła mnie całować. Czubkiem penisa już w niej byłem i napierałem dalej. W ustach czułem wirujący język Róży. Byłem w niej już do końca… Całym przyrodzeniem odbierałem gorąco i wilgoć swojej kuzynki. Masowała mnie po plecach. Obydwoje poruszaliśmy powoli biodrami. Jej piersi rozgniatały się na mojej klacie. Uda oplatały moje biodra. Całe nasze tłuste od kremu ciała były w siebie mocno wtulone. Poruszaliśmy się z każdą chwilą coraz szybciej, niedługo przestaliśmy się całować, bo prędkość naszej kopulacji już na to nie pozwalała. Obmacywaliśmy się nawzajem z namiętnością. Róża jęczała głośno i wydawała z siebie urywane okrzyki. Silnie zacisnęła na mnie nogi i wykrzywiła się w grymasie rozkoszy. Ten orgazm malujący się na jej twarzy i te jeszcze głośniejsze jęki, które teraz wydawała, tak mnie podnieciły, że poczułem, iż też zaraz dojdę. Cipka Róży zaczęła rytmicznie zaciskać się na moim fiucie. Wycisnęła z niego kolejny orgazm. Czułem, jak moje nasienie w niej wypływa.
  • Różaaa… – wyjęczałem i wtuliłem głowę w szyję kuzynki.
    Choć był to już mój drugi orgazm, odczuwałem go z niesłychaną intensywnością, spotęgowaną chyba tym, że każdym punktem swego penisa odbierałem dotyk gorącego wnętrza Róży. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Przez chwilę trwaliśmy tak w bezruchu, mocno w siebie wtuleni…

Poczułem, jak Róża się rozluźnia. Uniosłem głowę i unikając jej wzroku, wysunąłem się z niej. Zadyszany padłem na koc obok swojej kuzynki.

  • Ufff – odetchnęła zmęczona Róża.
    Też byłem zmachany i cały spocony. W takim upale ten wysiłek dał się we znaki. „Boże, co my zrobiliśmy…” – poczułem lekką trwogę.
  • Niezłe z nas zboczuchy, co? – zagadnęła Róża, kiedy już trochę ochłonęliśmy.
  • No – przyznałem poważnym głosem.
  • Żałujesz tego, co żeś zrobił? – spytała oskarżycielsko. – Spuściłeś się we własną kuzynkę…
  • Tak – przytaknąłem z poczuciem winy, choć tak naprawdę, mimo że zdawałem sobie sprawę, jak zły był to czyn, to bez wahania zrobiłbym to drugi raz.
  • To szkoda – powiedziała z zawodem. – Ja nie żałuję. Myślałam, że było ci fajnie i że zrobimy to kiedyś znowu…
    Odwróciłem się w jej stronę.
  • Żartowałem, nie żałuję – z zapałem zmieniłem zdanie. – Też chętnie to jeszcze powtórzę.
  • Jejku, jak tobą łatwo można manipulować – zaśmiała się i pogłaskała mnie po klacie.
    Zrobiło mi się głupio. Nic już nie mówiłem. Róża ziewnęła i przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, by zaraz głęboko usnąć.

Tak jak ustaliliśmy, powtórzyliśmy to. Bzykaliśmy się kolejny raz zaraz po przebudzeniu na polance. A potem jeszcze w nocy w domu. I tak przez następne dwa tygodnie, podczas których czułem się jak w jakiejś bajce. Ruchaliśmy się z kuzynką po kilka razy dziennie, seks stał się naszą główną rozrywką. Całe dnie spędzaliśmy na naszej polance lub zamykaliśmy się w moim pokoju i oddawaliśmy się rozkoszom cielesnym, często podkradając z piwnicy wino dla urozmaicenia naszych zabaw. Tylko wieczorami, kiedy w domu byli moi rodzice, zachowywaliśmy się jak normalne kuzynostwo, ale nocami Róża i tak odwiedzała mnie po kryjomu, żeby pobaraszkować ze mną w łóżku.

Było mi smutno, kiedy rodzice Róży zabrali ją od nas wracając ze swoich zagranicznych wakacji. Od tamtego czasu, onanizując się, zawsze myślałem o tylko niej. Dwa miesiące później dowiedziałem się, że moja kuzynka Róża jest w drugim miesiącu ciąży. Matka powiedziała mi o tym mimochodem przy śniadaniu, bo dowiedziała się tego od mamy Róży, kiedy rozmawiały przez telefon. Róża ponoć – pomimo usilnych próśb swoich rodziców – nie chciała wyjawić, z kim w tę ciążę zaszła. Mówiła, że nie chce mieć z tym osobnikiem nic wspólnego i że woli już zostać samotną matką, niż do tego wracać. Wiedziałem, że w ten sposób po prostu chroni tajemnicę tego, co się między nami działo. Bo nie miałem wątpliwości, że to ja ją zapłodniłem. Przecież przez dwa tygodnie bez żadnych zabezpieczeń pompowałem w jej cipkę tyle nasienia, że nie było się co dziwić. Na szczęście wiedzieliśmy o tym tylko ja i moja kuzynka.

Od tamtego czasu Róża u nas nie była. Nie widziałem jej już ładnych parę lat. Jest już dorosłą kobietą, zajętą wychowywaniem dziecka. Zaręczyła się ponoć z jakimś chłopakiem i niedługo ma wyjść za mąż. Przynajmniej nie będzie musiała samotnie wychowywać naszego syna. Ja zaś ciągle jestem samotnym onanistą, którego jedyną kobietą w życiu była własna kuzynka.

Asystentka

Mój szef jest 50 letnim facetem. Ma nadwagę, jest łysiejący, siwe włosy. Patrząc na niego pod wieloma kątami jest po prostu obleśnym starcem. Ale jest za to zamożnym facetem, którego życie nauczyło, że zawsze dostaje to co chce.

Gdy przekazałam już dokumenty, miałam wyjść lecz szef mnie zatrzymał chwilkę i powiedział bym poczekała on tylko sprawdzi czy wszystko jest. Gdy tak stałam przy jego biurku i czekałam jak skazaniec na finał swojej męki, łzy nabierały mi się do oczu samoistnie. Myślałam, że już nie wytrzymam i rozbeczę się w jego gabinecie. Nagle on, podnosząc wzrok z nad swoich okularów, powiedział do mnie:

-dobrze się czujesz?

Odparłam, że nie najlepiej gdyż mam problemy osobiste.

  • może mogę jakoś pomóc? – zapytał.

I wtedy pękłam. Zaczęłam ryczeć jak niemowlę. Przez szloch opowiedziałam co się stało. On wstał, podszedł do mnie. Złapał mnie za ramię i powiedział.

  • Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Idź do siebie do gabinetu. Zabierz swoje rzeczy i idź do domu. Dzisiaj masz wolne bo i tak w takim stanie mi się do niczego nie przydasz. A jutro przyjdź i może coś razem zaradzimy na Twoje problemy.

Pomyślałam sobie, że jednak jest coś w nim z ludzkości. Uśmiechnęła się lekko i wyszłam.

W domu bardzo długo rozmawiałam z mężem o zaistniałem sytuacji i co można zrobić by zapobiec kompletnemu bankructwu naszej rodziny.

Niestety, ale nie udało się nam nic szczególnego wymyślić i dalej tkwiliśmy w próżni.

Następnego dnia gdy byłam już w pracy, szef poprosił bym przyszła do jego gabinetu. Gdy tam już byłam, powiedział bym zamknęła za sobą drzwi oraz, żebym usiadła na fotelu na przeciwko niego.

Tak też uczyniłam i czekałam co ważnego ma mi do powiedzenia. On usiadł na swoim fotelu i zaczął mówić.

  • Wiesz, długo wczoraj myślałem o Twojej sytuacji materialnej. Lubię Cię więc mam dla Ciebie propozycję.

Zapytałam szybko jaką? Widząc światełko w tunelu ciemności.

  • chcę Cię awansować na moją osobistą asystentkę. Równa się to z dużą podwyżką, myślę, że satysfakcjonującą Ciebie jak i zaspokajającą Twoje potrzeby gotówkowe.

Zdziwiła mnie troszkę ta propozycja ale zapytałam się jak duża to będzie podwyżka i co by należało do moich obowiązków.

Szef zmarszczył czoło, chwilkę pomyślał i rzekł:

  • dostaniesz 6000zł miesięcznie na rękę.

Zamurowało mnie to gdyż nawet dyrektor handlowy naszej firmy tyle nie zarabia. Byłam w szoku!

Szef jednak wyrwał mnie szybko z hibernacji.

  • do Twoich obowiązków będzie należało towarzyszenie mi w spotkaniach biznesowych, konferencjach, kolacjach z partnerami biznesowymi, delegacjach itd.

Na chwilkę przestał mówić, nawilżył zaschnięte gardło łykiem kawy z filiżanki i dodał.

  • oraz seks ze mną.

Zamurowało mnie to co powiedział w ostatnim zdaniu. Otworzyłam buzię, zrobiłam wielkie oczy i nie mogłam z siebie wydusić słowa. Przez myśl przeszły mi tysiące różnych wariantów obelg dla tego zboczeńca. Chciałam mu to wyrzucić słowami w twarz a następnie wyjść z gabinetu trzaskając drzwiami i więcej tam nie wracać. Ale z moich myśli wybił mnie jego głos.

  • nie musisz teraz odpowiadać. Idź do domu, zastanów się, przemyśl moją ofertę i jutro dasz mi odpowiedź.

Gdy byłam już w domu targały mną tysiące myśli. Nie wiedziałam co zrobić, co począć. Nie chciałam być dziwką tego oblecha ale zarazem taka kwota pieniędzy dawała nam stabilność finansową i była szansą jaka nie nadarza się zbyt często a wręcz nigdy. Myślałam, że to jak wygranie w totka, ale szybko dopadała mnie myśl o dawaniu dupy temu staruchowi. Obrzydzało mnie to i odpychało.

Nie przyznałam się mężowi o tej propozycji. Całą noc nie mogłam spać, biłam się z myślami – co robić?

Następnego dnia w pracy jeszcze nie wiedziałam co począć. W końcu widmo biedy i utraty wszystkiego co mamy wzięło górę. Poszłam więc do gabinetu szefa i oznajmiłam, że się zgadzam, ale pod warunkiem, że to będzie seks tylko z nim i z nikim innym. Szef na to przystał. Uśmiechnął się tylko lubieżnie, spojrzał na mnie od stup do głowy, oblizał swoje obleśne usta i powiedział.

  • dobrze, od dzisiaj ubieraj się seksownie ale nie wyzywająco i pamiętaj, że jesteś na moje zawołanie.

Nie musiałam długo czekać na jego „zawołanie”, kiedy kończyłam pracę on zawołał mnie i powiedział, żebym została i poczekała aż wszyscy wyjdą. Wiedziałam o co chodzi i zaczęłam czuć strach i obrzydzenie. Zaczęłam pomału żałować swojej decyzji.

Kiedy wszyscy wyszli a biuro zostało puste kazał mi przyjść do siebie. Weszłam do gabinetu, on jak zwykle siedział w swoim fotelu i perfidnie się uśmiechał. W końcu wstał, podszedł do mnie, odwrócił mnie do siebie plecami i popchnął na biurko. Teraz leżałam na biurku z wypiętym tyłkiem w jego stronę. Podszedł do mnie i jednym ruchem podciągnął mi spódniczkę do góry. Opuścił moje rajstopy razem z majteczkami do połowy ud. Zamknęła oczy i próbowałam sobie wyobrazić, że to mój maż stoi za mną, ale na nie wiele to się zdało kiedy poczułam jak jego palce rozsmarowują jego ślinę po mojej cipce. Mój mąż nigdy tego nie robił bo i po co. Zawsze przecież byłam mokra i dostępna dla niego. A teraz moja cipka była sucha, mój szef chyba to zauważył i dlatego ta ślina na mojej cipce. Najpierw wepchną mi palec do środka i zaczął nim gmerać jak by czegoś szukał mówiąc przy tym z uśmiechem na twarzy.

  • ciaśniutką masz cipę, jakby nigdy nikt Cię porządnie nie wyruchał. Ale to dobrze, lepiej dla mnie.

I zaczął się śmiać.

Po chwili wyjął ze mnie tego palucha i bez żadnych ceregieli wepchnął mi po same jaja swojego kutasa. Aż zawyłam z bólu. Strasznie to bolało, może dlatego, że w środku cały czas pozostałam sucha, a może dlatego, że czułam iż jego kutas jest naprawdę duży. Czułam jak rozpycha mnie od środka na wszystkie możliwe strony. Czułam jak dobija nim do końca po same jaja które obijają się o moją łechtaczkę. Ściskał mnie za pośladki i tak posuwał. A ja cały czas tylko błagałam w myślach, żeby się to już skończyło, bo chciałam to już mieć za sobą.

Nie wiem ile czasu mnie tak rżnął na tym biurku, ale powiem wam, że byłam już obolała w środku. W końcu usłyszałam jak zaczął sapać jak stara lokomotywa, spodziewałam się, że dochodzi do finału.

Zaczął coraz mocniej i szybciej dobijać kutasa do moich pośladków, jego fiut spęczniał jeszcze bardziej w mojej cipce, aż w końcu poczułam skurcze w środku oraz rozlewające się w moim wnętrzu ciepło jego nasienia. Dopchnął jeszcze kilka razy głęboko, jakby chciał umieścić swoją spermę jak tylko najgłębiej się da w mojej szparce i upadł mi swoim ciężarem na plecy.

Słyszałam jak sapie mi do ucha i czułam odór z jego ust. Po chwili się podniósł, wyjął ze mnie swojego kutasa i kazał się ubrać. Wyprostowałam się i poczułam jak jego sperma wycieka z mojej cipki i cieknie mi po udach. Wytarłam troszkę ręką i nasunęłam majtki z rajstopami na pupę. Opuściłam spódniczkę i patrzyłam na niego jak odpala papierosa w swoim fotelu. Zapytałam się czy to już wszystko, a on odparł:

  • dzisiaj tak. Jesteś ciaśniutka ale postaram się to zmienić i zaczął się na głos śmiać.

Wróciłam do domu, czułam sama do siebie obrzydzenie z tego co się stało. Poszłam do łazienki zmyć z siebie jego spermę oraz zapach. Na samą myśl robiło mi się niedobrze.

Kiedy położyłam się wieczorem spać obok mojego męża on stwierdził, że ma ochotę się zabawić ze mną. Nie miałam na to ochoty po tym co się wydarzyło w biurze ale odmowa równała by się ze wzbudzeniem podejrzeń. Więc szybko podwinęłam sukienkę nocną do góry odsłaniając cipkę, rozłożyłam nogi na bok i powiedziałam

  • chodź

Nie musiałam długo czekać kiedy wpakował się na mnie i bez ceregieli wpakował mi swojego kutasa do środka. Ale nie poczułam bólu, gdyż kutas mojego męża nie jest tak okazały jak mojego szefa, a i po takiej jeździe jaką moja cipka miała w pracy była już troszkę rozluźniona i przygotowana na przyjęcie małego kutaska mojego męża. Zrobił to szybko, parę ruchów i strzelił do środka.

Jego spermy nie było zbyt wiele. Po wszystkim stoczył się na bok i zasnął. Ja długo leżałam w rozkroku i myślałam o dzisiejszym dniu. Rozmyślałam co będzie dalej?

Następnego dnia rano, przed wyjściem do pracy dostałam telefon od mojego szefa, że dzisiaj po pracy, wieczorem jest spotkanie przy kolacji i mam na nim być. Mam się ładnie ubrać i zbyt wiele się na tym spotkaniu nie odzywać. Zasady proste i do przyjęcia pomyślałam.

Po pracy wróciłam szybko do domu, przebrałam się i powiedziałam mężowi, że muszę wyjść na spotkanie biznesowe., że być może się uda, że dostanę awans w pracy a co za tym idzie będą lepsze zarobki.

Mój mąż się ucieszył z tego faktu gdyż też zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji materialnej w naszym domu. Sprzeciwu nie było z jego strony a wręcz przeciwnie. Były słowa otuchy

  • daj z siebie wszystko Skarbie, pokaż na co Cię stać i takie tam pierdoły.

Restauracja była naprawdę wyśmienita, była umieszczona w zajeździe na styl góralski. Spotkanie przebiegało spokojnie i bez większych emocji. Panowie pili alkohol a my Panie w swoim gronie plotkowałyśmy o sprawach codziennych. Kiedy kolacja dobiegała końca, mój szef podszedł do mnie, złapał mnie za pośladek i powiedział bym poszła do recepcji i wzięła pokój na noc.

Przestraszyłam się i odparłam, że ja nie mam aż tyle czasu i, że muszę wracać do domu bo mąż będzie się niecierpliwił. Na co mój prezes odparł.

  • Idź weź ten pokój suko i nie dyskutuj ze mną! I tak będziesz mi tylko potrzebna do czasu aż się spuszczę, a później możesz wypierdalać do tego swojego mężusia.

Po tych słowach poczułam się jak ostatnia kurwa, najgorsza szmata, jak zbiornik na spermę. Ale umowa była umową a, że ja nie miałam wyjścia więc zrobiłam to.

Weszliśmy na górę do pokoju. Pokoik był dość przytulny. Prysznic, łazienka, stoliczek dwa fotele a na środku duże małżeńskie łoże. Kiedy zamknęły się za mną drzwi, szef podszedł do mnie i na ucho powiedział mi.

  • Rozbierz się i bądź grzeczna. A jak zrobisz co zechcę to dostaniesz premię.

Oczywiście przy tych słowach był jego szyderczy śmiech. Obrzydlistwo. Na samą myśl o tym, że znowu mam mu dać dupy zbierało mnie na wymioty. Rozebrałam się do bielizny i usiadłam w fotelu.

Usłyszałam jak mój prezes spuszcza wodę w ubikacji i po chwili wychodzi z niej rozebrany. I wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jego kutasa na własne oczy. Był naprawdę duży, nie wiem ile miał, bo linijki w oczach nie mam ale naprawdę był duży i gruby. Podszedł do mnie stanął na przeciwko mnie i powiedział.

  • a teraz dziwko bierz go do buzi.

Z miejsca powiedziałem, że tego nie zrobię bo nigdy tego jeszcze nie robiłam i uważam to za obrzydliwe i upokarzające Kobiety. Ale zanim zdążyłam jeszcze coś powiedzieć to dostałam w twarz z otwartej dłoni. Powiedzcie mi, czy facet jak się rodzi to ma z miejsca w genach instrukcję – jak bić kobietę by nie było śladów?

Zrobiło mi się ciemno na chwilę przed oczami i usłyszałam głos oprawcy.

  • bierz go zdziro i ssij! No chyba, że mam Ci przypierdolić jeszcze raz i tym razem mocniej.

Nie wiedziałam co mam robić. Byłam w totalnym szoku. Nigdy tego nie chciałam. Ale on nie chciał popuścić, był już za bardzo nakręcony. Złapał mnie za włosy i przyciągnął do swojego kutasa.

Powiedział bym otworzyła usta. Bałam się więc zrobiłam to, otworzyłam usta a on wpakował mi tego giganta do środka aż się zakrztusiłam. Chciałam się odsunąć ale on mocno trzymał mnie za głowę i nie dałam rady. Złapał mnie za włosy i zaczął mnie po prostu pierdolić w usta. Cały czas miałam odruch wymiotny i myślałam, że za kolejnym razem się zrzygam. Czułam odór, odór faceta który się nie myje, czułam zapach moczu, czułam słony smak na nim, domyślałam się, że to mocz, bo przecież nie mył się po wyjściu z łazienki. Objęłam jego kutasa ustami i zaczęłam lizać go językiem, tak aby jak najszybciej zachciało się jemu ruchać. Ale jak się mogłam pomylić, on nie chciał wcale mnie przelecieć, on chciał mi się spuścić w usta. Po paru chwilach poczułam jak jego pała zaczyna pulsować tak samo jak pulsowała w mojej cipce, wiedziałam co chce już zrobić. Chciałam się odsunąć ale on mi nie pozwolił. Wepchną go jeszcze mocniej i zaczął puszczać salwa za salwą w moje usteczka. Było naprawdę tego sporo, starał się wypluwać to kącikami ust ale nie dawałam rady. On cały czas trzymał go w moich ustach i krzyczał

  • połykaj szmato, połykaj głupia suko!

Więc mimo swojej woli połknęłam ile się tylko dało a resztą po wyjęciu jego chuja z moich ust wyplułam na podłogę co nie spodobało się szefowi i dostałam znowu po twarzy.

  • następnym razem masz połknąć wszystko. Zrozumiano!

Usłyszałam jego słowa, ale nie chciałam wdawać się w dyskusję tylko przytaknęłam głową. Miałam nadzieję, że to już koniec, chciałam się ubrać i wyjść. Lecz prezes miał inne plany.

  • pozwoliłem Ci się ubierać? Teraz zdejmij tą bieliznę z siebie i usiądź na łóżku.

Bałam się tego co mnie czeka. Zdjęłam bieliznę i usiadłam na krawędzi łóżka. Podszedł do mnie ze sflaczałym kutasem który błyszczał od mojej śliny i jego spermy. I powiedział.

  • teraz już wiesz jak obciągać. Więc wyliż mi go dokładnie, tak dokładnie, żeby znowu mi stanął. Rozumiesz suko?!

Znowu zaczął podnosić głos, bałam się kolejnego uderzenia w twarz więc szybko umieściłam jego kutasa w moich usteczkach. Lizałam i obciągałam jak najgorsza kurwa. Nagle on mnie odsunął usiadł sam na łóżku i powiedział, że mam klęknąć przed nim i zrobić mu porządnego loda. Jakie to było upokarzające dla mnie. Klęknęłam i zabrałam się do roboty. Pomyślałam, że im szybciej to zrobię tym szybciej będę w domu. Więc zaczęłam jemu obciągać jak rasowa dziwka. Lizałam go od dołu do góry, brałam do ust, ssałam i obciągałam jak suka. Nagle poczułam jak mnie lekko odpycha od siebie, podnosi swoje nogi do góry i mówi bym mu wylizała dupę. No tego to już było za wiele. Wstałam i krzyknęłam, że w życiu tego nie zrobię. On się zerwał na proste nogi i… dostałam po raz kolejny po twarzy.

Bałam się, że będą siniaki po jego uderzeniach.

  • powiedziałem klęknij i wyliż mi dupę szmato!

Usłyszałam słowa najgorszego chama jakiego znałam. Uklękłam, ona przyjął pozycję jak wcześniej, rozchylił pośladki i powiedział

  • liż dupę!

Nachyliłam się i najpierw delikatnie przystawiłam język do odbytu, ale on złapał mnie jedną ręką za głowę i dosunął mocniej

  • liż dupsko suko, albo Cię wypierdolę z pracy!

To by było najgorsze co mogłoby się stać. Zostać kompletnie bez środków do życia. Zaczęłam lizać jak tylko umiałam najlepiej. Widmo gorszego scenariusza chyba mnie zmotywowało i zdałam sobie sprawę, że jestem jego prywatną dziwką do zabawy i, że w sumie czy mi się to podoba czy nie to on i tak ze mną zrobi co tylko ze chce.

Lizałam mu to śmierdzące dupsko a on tylko sapał i dyszał. W końcu znowu kazał mi bym zaczęła ssać jego sztywnego kutasa. Zabrałam się do roboty bo wolałam to niż lizanie staruchowi dupska.

Po pewny czasie obciągania jego kutas zrobił się jeszcze większy niż był. Aż byłam w szoku, jak to się zmieściło we mnie?

Nagle usłyszałam słowa szefa.

  • połóż się na łóżku, rozłóż dla swojego kochasia nogi i rozciągnij paluszkami swoje wargi tak, żebym widział cipę dokładnie. Zrobiłam to, położyłam się wygodnie, rozchyliłam nogi, paluszkami dotknęłam cipki by ją rozchylić i poczułam coś co mnie zszokowało totalnie. Byłam mokra, byłam mokra jak nigdy dotąd. Kompletny szok! Ale zanim doszłam do siebie to już poczułam grube cielsko na moim zgrabnym ciałku mojego szefa. Czułam jak wpycha we mnie tego swojego olbrzyma. Oczywiście jak to miało miejsce wcześniej wpakował go bez ceregieli po same jaja.
  • o widzę kurwo, że Ci się podoba jazda z szefuniem. Dziwka ma mokrą cipę.

I zaczął się perfidnie śmiać przy tym waląc mnie jak nikt. Ruchał mnie strasznie mocno, myślałem, że mnie przebije na wylot tym kutasem. Łóżko skrzypiało a ja powstrzymywałam się by nie krzyczeć z rozkoszy, nie chciałam dawać mu tej satysfakcji, nie chciałam okazać tego, że zaczęło mi się to podobać. On i tak to wiedział ale po co mam mu to okazać.

Po dłuższej chwili podniósł się ze mnie i kazał uklęknąć przy łóżku. Zrobiłam to posłusznie jak piesek, jak jego suczka.

On podszedł od tyłu, dostrzegłam kątem oka jak pluje sobie na palce. Zastanowiłam się po co skoro jestem taka mokra. I już po chwili moje wątpliwości się rozwiały.

Jego paluchy nasmarowały mi odbyt. Wiedziałam co chce zrobić. Krzyknęłam, że ja tam nie chcę, żeby przestał, ale on nie słuchał. Jedną ręką docisną mnie do łóżka a drugą nakierował swojego drąga na moją dziewiczą ciasną dziurkę. Powiedział tylko zanim zaczął mi go wpychać do środka.

  • rozluźnij się kurwo to nie będzie tak bolało.

I zaczął napierać na moją ciasną dziurkę. Czułam olbrzymi ból i rozwieranie mnie od środka. On pchał go dalej, dalej i dalej aż poczułam, że zaparł się o mnie swoimi biodrami.

Ja wtuliłam głowę między pościel, gryzłam poduszkę i nie chciałam by ktoś usłyszał moje krzyki.

Gdy wsadził mi go do końca to zaczął mnie miarowo ale powoli posuwać. Rżną mnie coraz szybciej i mocniej. Ból przeszedł i zamienił się w rozkosz. Taką rozkosz jakiej jeszcze nie miałam w życiu.

Zaczęłam się masować ręką po cipce, łechtaczce. Wkładałam sobie paluszki do środka i czułam jak przez ściankę pochwy jego wieli kutas rżnie moją dupę.

Jak to miało miejsce wcześniej, kiedy zaczął głośniej sapać wiedziałam, że zaraz skończy. Ale nie spodziewałam się, że go wyjmie i na siłę wsadzi mi go do ust. W sumie to było mi wszystko jedno już gdzie się spuści. Było mi dobrze, czułam się spełniona.

Wsadził mi go do ust a ja łapczywie mimo tego, że przed chwilą był jeszcze w mojej pupie, zaczęłam go dobrowolnie obciągać jak oszalała. Nie mogłam się doczekać kiedy jego nasienie zaleje moje usteczka i ja to połknę grzecznie.

Szkolenie

Poniedziałek. Rozpoczął się kolejny tydzień pracy. Pracuję nad reklamą napoju alkoholowego, który ma niedługo wejść na nasz rynek. Nie mam na niego w ogóle pomysłu. Pracujemy z grupą intensywnie już od tygodnia. Mamy mało czasu, a tu jeszcze ten arogant, który niedawno przyszedł do naszej firmy. Ma na imię Tomek. Działa mi na nerwy, a szef jeszcze kazał mu dołączyć do naszego zespołu. Widzę, że z resztą się dogaduje, a na mnie działa jak płachta na byka i ja na niego najwidoczniej też. Kłócimy się na każdym kroku, o każde głupstwo. Ciekawa jestem jak wytrzymuje z nim jego żona w domu. On pewnie myśli tak samo o moim mężu. Ale to nieistotne, bo małżeństwo mam jak najbardziej udane, a nie zamierzam mu o nim opowiadać.
Już południe, a my cały czas zastanawiamy się nad kampanią reklamową. Żadna z propozycji nie pasuje lub się nie podoba. Nagle Tomek wpada na pomysł, przedstawia go nam. Nie powiem, całkiem nieźle to wymyślił. Zaczynamy nad tym pracować i stwierdzamy, że to faktycznie się uda. Wszyscy mu gratulują pomysłu, ja tylko kiwnęłam głową i nic nie odpowiadam. Godzinę przed pójściem do domu szef wezwał mnie do siebie do gabinetu. Jak się okazało nie byłam sama. Tomek już tam siedział i czekali na mnie. Gdy usiadłam szef stwierdził, że w przyszłym tygodniu jest szkolenie w Krakowie i oboje na nie mamy pojechać. Od razu zaczęłam pytać dlaczego akurat my, czemu nie ktoś inny. Nie chciałam jechać z tym gburem gdziekolwiek i spędzać z nim czas. Szef niestety stwierdził, że nie ma dyskusji. Wybrał nas, bo jesteśmy najlepsi w tym co robimy i mamy jechać. Szkolenie miało trwać trzy dni. W piątek późnym popołudniem mieliśmy być na miejscu, a w niedzielę po śniadaniu powrót. Dostaliśmy auto służbowe i mieliśmy razem jechać do Krakowa. W ogóle nie podobała mi się perspektywa spędzenia z nim czasu, szczególnie tyle godzin podczas jazdy. No ale nic, jakoś dam radę. W piątek około południa Tomek zjawił się pod moim blokiem. Mąż pomógł mi znieść bagaże. Pożegnałam się z nim i pojechałam do Krakowa. Wsiadając do auta przywitałam się tylko i zapadła niezręczna cisza. Na szczęście grało radio, Tomek prowadził a ja zatopiłam się w swoich rozmyślaniach i patrzyłam na drogę przez okno auta.
Po jakimś czasie nawet nie zwracałam uwagi już na tą ciszę. Tak dojechaliśmy na miejsce. Wzięłam swoje bagaże i ruszyłam do hotelu, gdzie dano mi klucze do mojego pokoju. Niestety Tomek miał pokój tuż obok mnie. Jak pech to pech – pomyślałam. O godzinie 18. 00 mieliśmy zapoznanie z instruktorami i wykładowcami oraz z resztą grupą uczestników. Już tego dnia był krótki wykład na temat odbioru reklam przez docelowych klientów. Później kolacja, drinki i do pokoju przespać się by od rana wrócić na salę wykładową. Cała sobota zapowiadała się dość ciekawie. Najpierw wykłady, ćwiczenia a później wieczorek zapoznawczy – tańce, rozmowy, drinki.
Rano obudziłam się z pozytywnym nastawieniem. Wiedziałam, że ten dzień nie będzie dniem zmarnowanym. Już od godziny 10. 00 mieliśmy pierwsze wykłady. Cieszyłam się, że jednak tu przyjechałam Dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy i przydanych w dalszej mojej pracy. Zajęcia skończyły się o 17. 00, a na 19. 00 zapraszano nas na wieczorek zapoznawczy. Wskoczyłam szybko do pokoju, wykapałam się, naszykowałam sobie strój na taką okazję, umalowałam i zeszłam na dół.
Większość osób już siedziała przy stołach, prowadziła konwersacje, piła drinki. Poszukałam swojego stolika. Na moje nieszczęście Tomek siedział tuż obok mnie. Gdy mnie zobaczył, wywrócił tylko oczami i odwrócił ode mnie wzrok. Przywitałam się z resztą osób, usiadłam i zaczęłam rozmawiać z innymi. Najczęściej rozmowy przebiegały na temat pracy, różnych kampanii reklamowych. Gdy oboje z Tomkiem zaczęliśmy rozmawiać, oczywiście musiało dojść do kłótnie i ostrej wymiany zdań. Inni próbowali nas pogodzić, jednak jak wpadaliśmy w szał naszych wywodów, nikt nie mógł nas powstrzymać. Mieliśmy zupełnie inne zdania na dany temat. Nie pozwolę sobie, by ktoś dyktował mi co mam myśleć i jak. Byliśmy już oboje po kilku drinkach, w głowach lekko szumiało, ale nadal trwaliśmy przy swoim. Okazało się że reszta osób poszła się bawić, a my sami w naszej sprzeczce zostaliśmy przy stole. Doprowadzał mnie do furii. Miałam ochotę go po prostu udusić. Nagle moje ręce uniosły się w stronę jego głowy, złapałam go za szyję. Nie wiedział co chcę zrobić. zaskoczył mnie, bo sam rzucił się na mnie, objął rękami i zaczął całować, szybko, gwałtownie i bardzo stanowczo. Nie wiedziałam jak zareagować. Moje myśli szalały, jak i moje doznania. Nie wiedziałam, że ktoś może tak wpłynąć na moje ciało, drżałam i pragnęłam go całą sobą. Reszta otoczenia się nie liczyła. Nagle przerwał i pociągnął mnie za sobą. Nie protestowałam. Byłam na niego wściekła i pełna pożądania. Weszliśmy do windy. Tam od razu rzucił się na mnie i przyparł mocno do ściany. Zdarł ze mnie bluzkę. Guziki rozsypały się po podłodze. Zaczął ugniatać moje cycki, mocno i brutalnie. Drugą ręką złapał za moje włosy, szarpnął moją głowę do tyłu i zaczął całować szyję i kark. Nie mogłam się ruszyć. Dojechaliśmy na nasze piętro. Złapał mnie i pociągnął do swoje go pokoju. Tam od razu rzucił mnie na łóżko. Byłam strasznie podniecona. Nie myślałam o niczym tylko o tym by mnie zerżnął. Nikt jeszcze mnie tak nie potraktował, a często myślałam o takiej właśnie sytuacji. Męża mam cudownego. Zawsze doprowadza mnie do orgazmu, ale jest delikatny, kochający, czasem zmieniamy pozycje i upodobania, lecz uważa na to by nie zrobić mi krzywdy. A ja marzyłam po prostu o zwykłym rżnięciu, lecz on nigdy się na to nie zdecydował. Dlatego teraz nawet nie zaprotestowałam. Spodobała mi się ta cała sytuacja, strasznie mnie podnieciła i byłam ciekawa, jak to się zakończy. Leżałam na łóżku a Tomek zerwała ze mnie resztę ubrań. Nie było w tym nic delikatnego, sama chęć posiadania mnie. Ściągną ze mnie bluzkę, spódnicę. Miałam pończochy – je zostawił. Majtki po prostu zdarł i rzucił na podłogę. Stanik odpiął i zrobił to samo. Gdy mnie już rozebrał spojrzał się mnie i zaczął z siebie zrzucać ubrania. Nie ruszałam się, patrzyłam na niego. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi jak na mężczyznę, a był naprawdę przystojny. Stanął przede mną nagi. Jego kutas był już naprężony i gotowy do penetracji. Nie czekał na pozwolenie, na żaden znak. Nic nie mówiąc podszedł do mnie rozszerzył szeroko nogi i wbił się mocno i szybko. Krzyknęłam. Zamknął mi usta dłonią i zaczął posuwać. Wsuwał i wysuwał swoją pałę ze mnie. Byłam strasznie wilgotna. czułam go w każdym zakamarku mojej dziurki. Uniósł mnie lekko za pośladki i dalej pieprzył. Patrzyłam jak jego kutas wsuwa się ze mnie, by za chwilę się wysunąć. Tomek przyglądał się mojej reakcji, mojemu zachowaniu. A mnie nagle jakby coś opętało. Wysunęłam się z niego. Zdziwił się, lecz czekał, a ja uniosłam się, rzuciłam go na łóżko, a sama siadłam na nim okrakiem. Nie czekając na nic nasunęłam się na niego i zaczęłam ujeżdżać. Chyba mu się to spodobało, że ja przejęłam teraz inicjatywę. Współgrał ze mną, unosił i poruszał biodrami, a ja na nim skakałam. Moje cycki szalały, skakały jak opętane, a ja nabijałam się na jego twardziela. Czułam go w sobie tam, gdzie jeszcze żaden nie doszedł. Krzyczałam z rozkoszy. Wiłam się i poruszałam biodrami. Widziałam, że jemu jest tak samo dobrze, jak i mnie. Gdy zwolniłam spojrzał się na mnie, złapał za biodra i po prostu zrzucił z siebie. Położył mnie na brzuchu, podciągnął, uniósł moje biodra i wślizgnął w moją już nabrzmiała i mokrą cipkę. Rżną mnie a ja czerpałam z tego przyjemność. Ruszałam biodrami, zaciskałam się na jego kutasie, a on wsuwał się po same jaja. Poczułam nagle jak we mnie pulsuje, wiedziałam, że zaraz dojdzie. Nie chciał jeszcze kończyć, wiec ze mnie wyszedł. To szaleństwo nie miało się jeszcze zakończyć. Oddychałam już bardzo głośno, moje ciało przechodziły dreszcze. Nagle poczułam dwa dość mocne klapsy na moich pośladkach.

  • Ajć – pisnęłam
  • Ciii – syknął
    Nic nie mówiąc złapał z powrotem mnie za biodra. Myślałam, że będzie chciał skończyć to co zaczął jednak on miał już upatrzony inny cel. Poczułam jego twardziela przy moim odbycie. Byłam przerażona. Nidy nie uprawiałam seksu analnego, a on chciał właśnie wbić mi się w dupę. Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy poczułam jak napiera na moją dziurę. Wbijał się powoli, bym mogła przyjąć go całego.
  • Boli – zaczęłam krzyczeć.
  • Milcz – dajesz mi się rżnąć, . więc musisz i to znieść.
  • Jeszcze nigdy tego nie robiłam.
  • Więc musi być kiedyś ten pierwszy raz – powiedział i wbił się do samego końca.
  • Kurwa! – zaklęłam.
    A on zaczął posuwać moją dupę. Na początku nie odczuwałam żadnej przyjemności. Piekło mnie i bolało. Jednak po chwili, gdy mój odbyt przyzwyczaił się do jego kutasa, zaczęłam odczuwać z tego przyjemność. Wpychał się do końca. Jego jaja obijały się o moje pośladki. Pieprzył mnie jak sukę, a ja mu na to pozwalałam. Nagle wzdrygnęłam się na dźwięk mojej komórki. Dzwonił mój mąż. Chciałam by Tomek przestał i dał mi z nim chwilę porozmawiać. Jednak on trzymał mnie mocno za biodra i powiedział, że jak bardzo chcę rozmawiać teraz z mężem to z nim w swojej dupie. Nie wiedziałam co zrobić. Wiedziałam, że jak nie odbiorę, to mąż będzie się denerwował i dzwonił co chwilę. Sięgnęłam po komórkę i odebrałam.
  • Mmmm…. Cześć kochanie
  • Witaj Kasiu, jak mija Ci szkolenie?
  • Achhh, bardzo przyjemnie….
    Tomek nie bacząc na to że rozmawiam, wbijał mi się w dupę z całej siły. Moje ciało drżało, tak jak i mój głos. Nie mogłam powstrzymać jęków ani głośnego i szybkiego oddechu. Próbowałam starać mówić się normalnie. Nie wiem czy mąż coś wyczuł, czy nie.
  • Kochanie może porozmawiamy jutro jak wrócę do domu?
  • Dobrze, ale chcę ci opowiedzieć jedna rzecz i daję ci spokój. Więc….
    Już nie mogłam, czułam jak narasta we mnie ogromne podniecenie, ciało zaczęło drżeć. Mój tyłek zaczął coraz mocniej zaciskać się na jego kutasie. Z rozkoszy aż krzyknęłam, nie mogłam w tej chwili nic powiedzieć, a mój mąż cały czas opowiadał mi swoja historię.
  • Czy coś się stało – zapytał w słuchawce
  • Mhm….. już.
  • Kasiu, co się dzieje?
  • Nie niccc.
  • Jak nic, jak krzyknęłaś?
  • Uderzyłam się przed chwilą w palec o łóżko i bardzo mnie zabolało, nie denerwuj się
  • Dobrze, w porządku…. Posłuchaj, więc…..
    Gdy dreszcze minęły Tomek wysunął się z mojej dziurki. Przeszedł na drugą stronę łóżka. Stanął przede mną ze stojącą pałą i wskazał bym teraz mu obciągnęła. On chyba zwariował. Ja rozmawiam przez telefon, a on chce bym mu loda zrobiła? Spojrzałam na niego takim wzrokiem, że aż się wzdrygnął. Jednak twardo stał przede mną i się nie ruszał. Trochę podniecała mnie cała ta sytuacja. Tomek nagle złapał mnie za głowę i przysunął do swojego kutasa. Moje usta znalazły się przy nim, a ja nie wiedziałam co począć. Słyszę jak mój mąż opowiada mi ważną historię przez telefon, a Tomek napiera na mnie. Moje usta się uchyliły, a jego członek od razu wsunął się w nie. Lizałam go po całej długości, ssałam. Językiem wirowałam po jego żyłkach.
  • Kasiu, dobrze zrobiłem?
  • Mhm….
  • Nie uważasz, że powinienem zrobić inaczej?
  • Nie – udało mi się wysunąć go z ust i odpowiedzieć.
  • Dobrze, więc powiem ci coś jeszcze…..
  • Mhmmmmm….
    Znów zaczęłam się podniecać. Nie myślałam o niczym, tylko o tym by dobrze mnie zerżnął w usta i spuścił się na sam koniec. Telefon rzuciłam na łóżko i zajęłam się kutasem Tomka. Ręką masowałam mu jajka i nasadę członka. A ustami przyssałam się do niego – lizałam i ssałam najlepiej jak potrafiłam. Czułam już pulsacje w moich ustach. Tomek wygiął się, złapał mnie za głowę i dociskał mocno. Czułam go w gardle, a on nie przestawał, . posuwał mnie w usta, szybko i mocno. Nagle poczułam jak trysnął mi prosto w gardło. Połknęłam. Resztę wylizałam z jego pałki i wysunęłam go ze swoich ust. Chwyciłam szybko za telefon, wiedziałam, że mąż mógł usłyszeć różne odgłosy, które wydawaliśmy.
  • Kasiu, Kasiu, jesteś?
  • Tak kochanie, jestem.
  • Dlaczego nie odpowiadasz?
  • Jestem teraz na imprezie, musiałam odejść i zasięg tracę co chwilę, ale już jestem.
  • To dobrze, bo zaczynałem się martwić. Jakieś dziwne odgłosy słyszałem w tle.
  • Tak, bawią się tu i szaleją, to może to.
  • Dobrze, będę już kończył. Wracaj bezpiecznie do domu. Jutro opowiem ci resztę, to porozmawiamy.
  • Dobrze.
  • Kocham cię.
  • Ja ciebie też – mówiąc to zamarłam i spojrzałam na Tomka.
    A on się uśmiechał. Siedział już obok mnie i masował po plecach.
  • Niegrzeczna dziewczyna z Ciebie – powiedział.
  • Nie wiedziałam, że potrafię nią być – odpowiedziałam.
  • Już od dawna o tym marzyłem
  • Naprawdę?
  • Tak. Wkurzałaś mnie w pracy i tutaj znów, a ja wtedy miałam tylko ochotę rzucić cię i zerżnąć, byś wreszcie mi uległa.
  • Więc dziś Ci się to udało.
  • Ojjj tak. Bardzo mi się to spodobało. Nigdy jeszcze w taki sposób nie uprawiałem seksu, a zawsze chciałem.
  • Ja również. Bardzo mi się to podobało, choć nie na wszystko byłam gotowa.
  • Cieszę się. Chodźmy już spać. Jutro rano droga powrotna.
  • Dobrze. Dobranoc.
  • Dobranoc.
    Objął mnie i zasnęliśmy. Droga powrotna różniła się od tej wcześniejszej. Cały czas ze sobą rozmawialiśmy. Okazało się, że mamy dużo wspólnego i nie mogliśmy doczekać się kolejnego szkolenia na które razem wyjedziemy.

Kac moralny

Sylwia, lat 26, instruktorka pływania, rozwódka. Ten ostatni przymiot podkreśliła sobie ze szczególną stanowczością, gdy wróciła jej świadomość. Jedno ucho słyszy, drugie… tylko oderwie od poduszki, też słyszy. Dwoje oczu jest, ale otwierają się wybitnie ciężko. Ok, jedno i drugie widzi tak samo, czyli lekkie -0.5 w obydwu, jak znajdzie okulary, będzie lepiej. Obie ręce żyją, nogi się ruszają, cycki są, jest dobrze. Jeszcze chwila i będzie mogła przystąpić do bolesnej analizy tego, czemu jej głowa tak ciężko podnosiła się z poziomu. Pierwsze pytanie: gdzie jest? A no tak, gdzie ma być, przecież u koleżanki. Koleżanki eee… Madzia, tak, Madzia. Tak na pewno ma na imię ta dziewczyna, która leżała w samej bieliźnie na łóżku w drugim końcu pokoju. Sylwia nigdy nie spodziewała się, że któregoś poranka obudzi się i zobaczy w pobliżu kilku metrów rozebraną do majtek i stanika inną niewiastę. To od razu wzbudziło w niej podejrzenia, że to nie był przypadek. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek czuła seksualny pociąg do kobiet, ani tym bardziej, by wczoraj ktokolwiek inny z nimi pił. Poza tym, co ona tu robiła, przecież miała swój własny pokój? Co, jak ?
Chwila po wyprostowaniu się bolała. Wdech, wydech, ciężka głowa i… dopiero wtedy Sylwia zorientowała się, że i ona jest ubrana tylko w bieliznę, choć nie tak skąpą, jak Magda. „O kurwa” – wymskło jej się, gdy ten obraz skończył renderowanie w jej głowie. Dobra, szybki powrót, szukanie dnia wczorajszego. Co się tak w ogóle działo? Moment, nie da się tego tak po prostu w łóżku na ciężkim kacu zrobić. Wstała, udała się do kuchni – cud, że w tym wszystkim pamiętała, gdzie to pomieszczenie jest. W zmywaku umyła twarz zimną wodą, potem tej samej wody się napiła. Najpierw ze złączonych dłoni, a gdy dotarło do niej, że to kiepski pomysł, użyła pierwszej z brzegu leżącej na blacie kuchennym szklanki. Względnie przygotowana do życia na najbliższe kilkanaście minut szybko zaparzyła wodę na kawę. Czy to dobre pić kawę na kaca? Co ją to w tym momencie obchodziło, potrzebowała tego. Przez 5 minut tępo wpatrywała się w czajnik, jak na zbawienie wyczekując końcowego pstryknięcia wyłącznika. Zalała czarne dno jakiegoś kubka, upiła łyk i usiadła na krześle. Na stole znajdywała się niedokończona paczka papierosów, cienkich mentolowych linków. Nigdy, przenigdy wcześniej, nie miała takiej ochoty na zapalenie, jak wtedy. Chyba nawet mogła zaryzykować stwierdzenie, że poprzedniej nocy wypaliła więcej szkodliwych kiepów, niż przez całe wcześniejsze życie. Ale ten papieros faktycznie jej pomagał. Dzięki niemu mogła z każdym kolejnym wdechem gryzącego dymu przypomnieć sobie, chwila po chwili, poprzednią dobę.
Rozwód. To pamiętała aż za dobrze, łzawe przemówienie sędziego, gorsze, niż wszystkie odcinki paradokumentów sądowniczych z siwą sędziną razem wzięte. Gdyby mogła, to obrączkę wrzuciłaby w tym momencie do Góry Przeznaczenia, albo innego piekielnego ognia, tylko zamiast Golluma w zestawie, w dół poleciałby jej eks-mąż. Historia, jakich wiele. Szybki związek, szybki seks, szybka ciąża, szybki ślub. I równie szybki rozwód, bo ciążę życie brutalnie zakończyło po 3 miesiącach, a związek roztrzaskał się razem z porcelanową wazą, która wymierzona przez rękę Sylwii w głowę męża symbolicznie wydała dźwięk rozbitego serca. Powód krótszy, niż cały ten wywód – zdrada i jazda na dwa fronty przez rok, przed i po ślubie. Nie ma ciąży? Super, to można legalnie rżnąć kochankę bez obaw o alimenty. Ale cóż, przynajmniej w tym wszystkim Sylwię pocieszało to, że nienarodzone dziecko nie pozna koszmaru rozbitej rodziny.
Papieros domagał się kolejnego bucha, bez niego nie przypomni jej się nic więcej. Zaciągnęła się i kolejny obraz uformował się w jej głowie. Michał, który przyjechał po nią i któremu mogła się wypłakać w rękaw. Tak, naprawdę to zrobiła, jej starszy brat widział ją ryczącą jak bóbr. Teraz uznała się za żałosną nastolatkę, która zamiast ogarnąć się po zdradzie pajaca, zwyczajnie dała się sprowokować emocjom i pokazała swą słabość. Trudno, dobrze, że wypłakała się bratu, a nie komuś, kto jej potem będzie wypominał tę sytuację. Dobrze, te fakty znała doskonale. Potem wróciła do mieszkania, gdzie spotkała Anię, współlokatorkę Magdy. Te dwie dziewczyny po godzinie się wymieniły, jedna wyjechała z chłopakiem na weekend gdzieś tam, a Magda wróciła z pracy. Dziura w pamięci… nie, jednak to jeszcze udało się zapamiętać. Magda przyniosła wódkę i papierosy, dużo wódki i papierosów. Zarządziła wielkie chlanie, opijanie rozwodu. Żadnych smutków, Sylwia miała znaleźć wyłącznie pozytywne strony rozwodu, drzeć się tak, by obudzić sąsiadów i obie miały się spić, pójść spać, a rano zacząć życie na nowo. Znaczy Sylwia miała, no i… tu się skończyły zapasy magazynu pamięci, od około 22:34, gdy skończył się film w telewizji, nie pamiętała już nic. Nawet kolejne buchy nie poprawiały sytuacji, papieros skończył swoją rolę kroniki dnia wczorajszego.
Okazję do przypomnienia sobie miała jednak szybko. Nie zdążyła jeszcze wziąć ostatniego pociągnięcia, a w drzwiach kuchni stanęła jej Magda. Tak samo na wpół roznegliżowana, jak była na łóżku. Przywitała ją uśmiechem – dobry znak, czyli cokolwiek się działo, nie było złe i nie wkurzyło jej. Przez moment siedziały naprzeciw siebie, w przeciwieństwie do Sylwii, Magda rozpoczęła dzień nie od zimnej wody i kawy, a od papierosa. Jedna gapiła się na drugą, bez skutku usiłując porozumieć się nie używając słów.

  • Wiesz o co chcę zapytać… – jęknęła Sylwia
    Jęknęła – to dobre słowo, bo sama uznała, że jej ton był żałośnie smutny. Ale musiała coś powiedzieć. Sytuacja, w której ona w czarnej bieliźnie siedziała naprzeciwko koleżanki w białych koronkowych stringach i staniku, zaczęła ją lekko krępować.
  • Wiem – odparła tamta zaciągając się dymem – więc pytaj
  • Ok. Będę…bardzo bezpośrednia. Całowałyśmy się?
  • Tak
  • Seks był?
  • Nie
  • Całe szczęście
  • Też tak sądzę
  • Jakim cudem jesteśmy obie w bieliźnie?
  • Bo seks prawie był
  • Dobra, wytłumacz mi więc, co się działo po tym durnym filmie
  • Wiesz chociaż, o czym to było?
  • Chyba nie pamiętam.
  • O lesbijce. Pod koniec zaczęła się ta blondzia migdalić z jakąś, a Ty stwierdziłaś, że to musi być ciekawe i skoro Twój mąż był chujem, to może powinnaś tego spróbować.
  • O kurwa, pięknie się zaczyna. Mów dalej
  • Zapal sobie, to trochę potrwa…
    Sylwia usłuchała tej rady, z resztą bez tego chyba nie dotrwałaby choćby do połowy opowieści. Teraz to Magda mówiła i krok po kroku prowadziła ją przez otoczony alkoholem korytarz pamięci.
  • Cóż, zaraz po filmie skończyła się wódka. Stwierdziłam, że idziemy po kolejną, na co Ty stwierdziłaś, że masz jedną w pokoju. Poszłyśmy i siadłyśmy, ja na jednym, Ty na drugim łóżku. Trochę trudno było mi polewać wyciągając się z wyra do Ciebie, więc kazałaś siadać na podłodze. Zaczęłyśmy gadać o filmie i coraz bardziej chciałaś się dowiedzieć, czy dopuszczałabym seks, albo chociaż całowanie się z kobietą. W końcu powiedziałam Ci, że musiałabym takiej ufać i traktować to jako fajną przygodę, a nie bycie lesbijką na zawsze. I ona też. Nachyliłaś się i spytałaś, czy ja Ci ufam. Potem się wycofałaś, przepraszałaś mnie, że głupia jesteś i zaczęłaś znowu ryczeć, jaka to jesteś beznadziejna i w ogóle. Padłaś na łóżko i tyle z Ciebie pożytku było. No i… No i potem ja usiadłam przy Tobie, przytuliłam Cię i jakoś tak…samo poszło
  • Dobra, moment, kto kogo pierwszy pocałował? – przerwała ten monolog Sylwia
  • Chyba ja Ciebie. Tak, na pewno.
  • A kto zaczął kogo rozbierać?
  • Chyba też ja, no ale jak się z kimś całuje przez kwadrans, to coś z łapami trzeba robić.
  • O ja pierdolę… coś poza tym się stało?
  • W zasadzie to tyle, że… jak mi zdjęłaś bluzkę, to zaczęłaś lizać po szyi i uszach, a potem… no…
  • Nie mów, że Ci zrobiłam minetę…
  • Nie. Rozebrałyśmy się obie do bielizny, zdążyłyśmy sobie wzajemnie… no wiesz, cycki, a potem zapytałaś, czy na pewno chcemy sobie lizać cipki. Ja stwierdziłam, że nie dam rady, Ty, że też nie i wtedy wstałam, poszłam na drugie łóżko. Gadałyśmy jeszcze chwilę i tak się skończyło.
    Wbrew pozorom wcale to nie było najgorsze. Gdy skończyły tę wymianę zdań, Magda wstała i oznajmiła:
  • Wiesz, i ja wiem, że obydwie nie jesteśmy lesbami. Ale jakbyś kiedyś chciała, a mnie by wkurwił facet, to daj znać.
    Z tą myślą Sylwia została sama. Najpierw w kuchni, a potem w pokoju. Do południa nie mogła się pozbierać i leżała na łóżku, tępo patrząc się w sufit. Kac nie mijał, choć głowa ciężka już nie była. Ciągle myślała o Magdzie. O każdym przeżytym z nią roku studiów, o tylu wyjściach na piwo, na siatkówkę, na basen, o wszystkich chwilach, w których nigdy żadnej z nich nie przyszło do głowy, że kiedyś wylądują w jednym łóżku. Analizowała każdy szczegół, każde słowo, o jakim usłyszała, że padło z jej ust. Jak w pornosie, opowieść Magdy była jak scenariusz dennego pornola. Chociaż finał był inny i obie się w porę opamiętały, tym niemniej ona pierwszy raz całowała, pieściła i lizała kobietę, a jej koleżanka właśnie zdradziła swego faceta i nie widziała w tym nic złego. Mogłyby to powtórzyć w każdej chwili, co dobiło ją jeszcze bardziej. Wytłumaczenie Sylwia znalazła szybko – od roku nie uprawiała z nikim seksu. Najpierw ciąża, potem poronienie, potem ponad pół roku rozprawy rozwodowej i przez cały ten czas nawet palcówki sobie nie zafundowała. Z resztą o kim by miała myśleć podczas takiej, poza Michałem miała obrzydzenie do wszystkich facetów dookoła, nawet swych niegdyś dobrych kumpli. A o własnym bracie fantazjować nie będzie. Tym niemniej było to kiepskie usprawiedliwienie na to, by po pijaku obracać koleżankę. Gorzej jeszcze, że usiłowała sobie przypomnieć moment pocałunku, ale nie potrafiła. Chciała przypomnieć sobie i zdecydować, czy był to słodki grzeszek, czy obrzydliwa wpadka. Och… i tu doszła do sedna. Nie czuła obrzydzenia. Ani do siebie, ani do niej. Pytanie tylko, czy przez tydzień, jaki jeszcze miała z nią mieszkać do świąt, da radę powstrzymać się przed tymi myślami. Tak czy inaczej, zaliczyła właśnie pierwszego kaca moralnego w życiu.

Ten kac trwał jeszcze jakiś czas. Tuż przed wyjazdem do rodzinnego domu, który rodzinę miał tylko w nazwie, postanowiła oderwać się od rzeczywistości i pójść na basen. Zrobiła to, co kochała, czyli przepłynęła łącznie 3 kilometry. Po jednym miała już lekko dość, ale uznała, że dopóki nie wyrzuci z siebie wszystkich negatywnych emocji, nie wyjdzie z wody. Wyszła po prawie dwóch godzinach, po czym udała się tradycyjnie pod prysznic. Tu niemiła niespodzianka, bo nagła awaria natrysków uniemożliwiła jej kąpiel oczyszczającą z chloru i potu. Musiała więc szybko się ubrać i pognać do mieszkania. Szczęśliwie była wtedy jedyną osobą, która wówczas okupowała ten lokal. Była tak zmęczona, że zdejmowała z siebie ubranie w żółwim tempie. Najpierw leniwie rozplątała kok, zespalający jej krucze włosy, a następnie zdjęła okulary. Bluza dresowa bardzo powoli odsłoniła jej czerwone od wysiłku ręce. Po odrzuceniu jej niedbale na podłogę, Sylwia chwyciła delikatnie bluzkę i uniosła ją do góry. Przyklejoną niemal do ciała przez pot zdejmowała bardzo długo, aż wreszcie stanęła przed lustrem w samych spodniach i staniku. Rozpinając biustonosz czuła każdy mięsień wygiętych w tył rąk. Widok swoich piersi, które po chwili zostały uwolnione od bielizny, poprawił jej humor. Uznała, że przynajmniej nie stały się jeszcze obwisłe i prezentują się całkiem nieźle mimo krótkiego epizodu ciążowego. Rozpięła rozporek w dżinsach i obróciła się tak, by widzieć się bokiem w lustrze. Gdy opuszczała nogawki w dół i odsłaniała sobie ostatni element garderoby, czyli czarne stringi, z dumą stwierdziła, że przez cały czas rozprawy rozwodowej nie przytyła i nadal słowo „chuda” opisujące jej figurę można pisać przez samo „h”. Popatrzyła na swój tyłek i pogładziła się po pośladku. Pierwszy raz od dawna była zadowolona ze swojego ciała, z satysfakcją stwierdziła, że pływanie pozwoli jej jeszcze przez parę lat przyciągać uwagę facetów i może wśród nich znajdzie się taki, który dla dwóch centymetrów w talii mniej nie pójdzie w tango z byle dziwką z dyskoteki. Zadowolona z siebie weszła do wanny z prysznicem i puściła na siebie strumień gorącej wody. Po grudniowym mrozie była to największa ulga, jakiej mogła doznać.
Gdy uznała, że na pewno jest w mieszkaniu sama, spojrzała na krocze i ze zdziwieniem zorientowała się, że weszła w majtkach pod prysznic. Tym lepiej, przynajmniej i one się trochę odświeżą. Wsunęła rękę pod tkaninę, by zdjąć te stringi, gdy nagle zapragnęła sama sobie zrobić dobrze. Należało jej się to od życia, dawno nie pozwoliła sobie na taką chwilę zapomnienia. Delikatnie muskała czubkiem palca łechtaczkę, ale po jakimś czasie przestało jej to wystarczać. Samo zaspokajanie się bez jakiegoś obrazu w głowie, bez fantazjowania… to nie było to, musiała szybko o czymś pomyśleć. Masturbowała się coraz śmielej i żwawiej, wsuwając sobie już dwa palce coraz głębiej i szybciej, a fantazja nie chciała się pojawić. Do chwili, gdy nie pomyślała o (nie)pamiętnym wieczorze z Madzią. Ciągle nie mogła sobie przypomnieć, jak to było, gdy się całowały. Aż nagle stało się – pod wpływem własnego dotyku każda sekunda tamtego wydarzenia wracała do jej głowy. Widziała pod zamkniętymi powiekami, jak przytulona przez koleżankę podnosi głowę i ich usta spotykają się. Nieświadomie otworzyła szerzej usta, jakby teraz, w tej chwili wsuwała swój języczek do warg Magdy. I czuła, choć to było tak odległe i nierealne. Czuła ten dotyk, te ręce błądzące po plecach, po jej plecach, po Magdy piersiach, szyi. Przypomniała sobie, jak zdjęła jej sukienkę, tak, ona miała wtedy na sobie jesienną sukienkę, grubą ale cholernie seksowną. Zdjęła ją i puściły jej wtedy wszelkie hamulce. Pocałunki stały się coraz bardziej dzikie, a dłonie chciały rozpiąć stanik. Tak, Magda ją powstrzymała, odrzuciła jej dłonie majstrujące przy zapięciu biustonosza, ale to jej nie wyhamowało. Uchwyciła wtedy jej pierś w dłoń i zaczęła całować, a potem też lizać po szyi. Nakręcała się coraz bardziej na te obrazy, tak rzeczywiste, a jednocześnie nakreślone wyłącznie przez opis koleżanki, która jako jedyna zachowała wtedy resztki trzeźwości. Czy ona to sobie przypominała, czy wyobrażała, nie miało znaczenia – teraz zajęta była myślą o lizaniu piersi swojej ciemnowłosej kochanki. Gdy w swojej fantazji doszła do momentu, w którym to Magda lizała sutki jej, poczuła, jak zbliża się jej orgazm – jedyny, jaki mogła przeżyć, bowiem nie potrafiła zaznać rozkoszy przez stosunek. Sama sobie zagwarantowała szczytowanie, choć była wściekła, że w takim momencie przerywa jej się ta senna wizja. Odjechała, odpłynęła, krzyknęła i zrobiła się czerwona na twarzy. Doszła do końca. Roześmiała się sama do siebie, rozpromieniona chwyciła słuchawkę prysznica i zmniejszywszy strumień wody polała się po piersiach.
Jeszcze przez moment tak rozradowana siedziała na brzegu wanny i dopowiadała sobie w myślach resztę tej fantazji. Uznała, że skoro już nawet ją to podnieca, to kiedyś faktycznie będą musiały pójść na całość, najlepiej w podobnej scenerii. Wreszcie wstała i odwróciła się… wtedy zdrętwiała, bo dotarło do niej, że nie zamknęła drzwi od łazienki. Miała jedynie nadzieję, że podczas szczytowania nie krzyczała imienia Magdy, ani że w ogóle nikt w tym czasie do mieszkania nie wszedł. Aha…i nadal była w stringach. Na szczęście uniknęła wpadki, ale Magda wróciła do mieszkania dosłownie pół godziny po tym, jak wykąpana, zaspokojona i rozanielona Sylwia włożyła na siebie domowe dresy i zapadła w drzemkę.
Pobudkę miała jednak okraszoną niespodzianką. Poza Magdą, której się spodziewała, w kuchni zastała Michała, który siedział przy stole zajęty swoim smartfonem i nie zauważył, jak Sylwia wchodzi do pomieszczenia.

  • O matko, co Ty tu robisz? – zapytała dopiero co budząc zmysł wzroku
  • A wpadłem, niedaleko miałem – odparł Michał odkładając telefon na bok – jadę do domu jednak dzisiaj, więc jeśli chcesz i nie masz planów na jutro, to pakuj się i jedziemy
  • O rany, mogłeś mnie uprzedzić, teraz to ja się wieki będę szykować.
  • Dobra, poczekam, pójdę w międzyczasie do jakiegoś sklepu i coś na drogę kupię.
  • Super, to daj mi… no z godzinę najmarniej
    O tym, co się działo przez rzeczoną godzinę, najlepiej wspomnieć w kilku dyplomatycznych zdaniach. Dziewczyny korzystając z nieobecności Michała podczas jego wycieczki do supermarketu ucięły sobie pogawędkę przy pakowaniu walizek Sylwii. Wróciły do tematu moralnego kaca sprzed kilku dni. Magda uznała, że choć sytuacja była podniecająca, nie chciałaby, mimo swoich popijackich zapędów, by kiedykolwiek to się choćby powtórzyło. Dlatego uznały, że najlepiej będzie, jak po nowym roku, Sylwia znajdzie sobie inne mieszkanie i nie będzie wystawiać ich znajomości na taką próbę. A najzabawniejsze w tym było to, że Magda uzasadniła swoje stanowisko tym, że… coraz trudniej jej się powstrzymać przed pocałowaniem koleżanki. Sylwia obstawiała, że prawdziwym powodem tej scenki, były wyrzuty sumienia Magdy po, jakby nie patrzeć, zdradzie, jakiej się dopuściła wobec chłopaka, ale teraz to nie miało żadnego znaczenia. Przedostatnim aktem tej chorej sytuacji było to, że do chwili powrotu Michała, a potem wspólnego wyjścia z mieszkania, nawet się do siebie nie odezwały i obie udawały, że Magda śpi. A ostatnim, na który na zawsze spuściły zasłonę tajemnicy, był moment, w którym Sylwia „rzekomo” czegoś zapomniała i w ostatniej chwili przed odjazdem wróciła się do mieszkania. Tylko po to, by życzyć Magdzie wesołych świąt długim pocałunkiem. Ich następnym kontaktem była wymiana SMSów w Nowy Rok, a do normalności ich relacje wróciły kolejnego dnia. Tyle, że do tego czasu u Sylwii życie się trochę…skomplikowało.

Wszystko zaczęło się od wigilijnego wieczoru, kiedy do „rodzinnego” domu zjechało się kuzynostwo z mężami, żonami, dziećmi, a nawiedzeni rodzice postanowili przy całej tej gromadce zrobić Sylwii awanturę o rozwód. Dziewczyna przekonała się wtedy, że Bóg wybacza zawsze, internet nigdy, a księża i nawiedzeni rodzice nie wybaczą nigdy dwóch rzeczy: przedmałżeńskiego seksu i rozwodu. Możesz okraść sąsiada, zabić mu psa, ale jeśli przed ślubem pieprzyłaś się z chłopakiem to jesteś wyklęta na zawsze, a po rozwodzie wiele bywalczyń i bywalców wiejskiego kościoła śle do proboszcza modlitwy w twojej intencji o rychłą ekskomunikę. Sylwii udało się wcześniej ukryć ciążę, bo nim zdążyła o niej powiedzieć, dziecka już w łonie nie miała. Ale po rozwodzie mleko musiało się rozlać i cała historia musiała zostać ze szczegółami opowiedziana rodzicom, wychowanym w katolickim rygorze cnoty, dziewictwa do ślubu i trwania w małżeństwie nawet, jeśli jedno bije drugie tępą siekierą, bo przecież „tak jest po bożemu”. W ten sposób cała latorośl wnucząt poznała kolejne formy słów: „bezbożna”, „ladacznica” i „wydziedziczona”. Ponadto Sylwia dowiedziała się, że na pewno chciała biednego chłopaka złapać na dziecko, zniszczyła mu życie, a jej życiorys jest skazą na nieskalanej historii rodziny, w której dominującą cechą było wyzywanie wszystkich sąsiadów, polityków i miastowych zaraz po odśpiewaniu przez księdza „Idźcie, ofiara spełniona”. Od tej pory słowo „rodzinny” musiała wykreślić z przymiotników określających dom oddalony o 400km od miejsca jej dotychczasowego zamieszkania.
W jej obronie stanęli co prawda niektórzy z obecnych, ale najbardziej zaskoczył ją Michał, który zagroził, że jeszcze raz ojciec nazwie siostrę „kurewką”, to własnoręcznie mu przypierdoli. Ciąg dalszy tej jego reakcji miał miejsce w nocy, kiedy kuzynostwo wróciło do siebie, a oni zostali sami z tymi, których do końca życia będą mieli mimowolnie wpisanych w dowodach osobistych. Sylwia, zapłakana i zrezygnowana, leżała bez życia na swoim tapczanie w pokoju, jaki niegdyś obydwoje dzielili przez prawie 25lat. Michał przysiadł koło niej i podał jej rękę, a ona doznała deja vu – dokładnie tak samo czuła się, gdy po rozprawie rozwodowej poszła z nim na kawę do sądowej kawiarenki. Miała w nim oparcie, jako jedynemu z całej tej zacofanej i zaściankowej rodziny. Wygadała mu się ze wszystkiego, również z tego, że od stycznia musi szukać nowego lokum. Na to niestety Michał wiele poradzić nie mógł, bo sam wynajmował maleńki pokoik w mieszkaniu w zupełnie innym mieście. Od niechcenia rzucił hasło, że może by spróbowała zacząć od nowa właśnie tam, gdzie on na co dzień żyje.

  • Wiesz, to nie jest takie głupie – odpowiedziała wtedy i przez lata zastanawiała się, co jej strzeliło do głowy, że to w ogóle wzięła pod uwagę
    Po niezliczonych kombinowaniach i szukania do środka nocy mieszkań, a przede wszystkim pływalni, w których potrzebują instruktorki, Michał wyszedł do niej z propozycją, którą również Sylwia po latach wspominała jak pijacki zwid.
  • Do 6 stycznia mieszkam sam, zadzwonię do współlokatorów, czy mogłabyś do tego czasu u mnie pomieszkać, dopóki nic nie znajdziesz, a w tym czasie coś się wymyśli
    Jej kiwnięcie głową i aprobata dla tego pomysłu sprawiło, że od tego momentu była przez ponad 2 tygodnie skazana na ryzyko – albo się uda i odbuduje się w nowym miejscu, albo Michał będzie świadkiem tego, jak jej życie zakopuje się razem z resztkami honoru, który nakazywał jej radzić sobie ze wszystkim samej.
    Z początku wszystko szło dobrze. Współlokatorzy zgodzili się na taki układ z Michałem, ona wprowadziła się do drugiego pokoju zajmowanego przez parę studenciaków z ostatniego roku zarządzania i marketingu. W czasie, gdy jej brat chodził do pracy, czyli hotelowej recepcji, której był managerem, ona szukała nowego mieszkania, a także zajęcia. O ile to drugie znalazła bardzo szybko, co zdziwiło ją jeszcze bardziej niż pedantyzm Michała, o tyle z mieszkaniem był dramat. Wygwizdów Dolny, cena jak za willę, odpadający tynk, brak ogrzewania albo wspólna łazienka ze starszym panem erotomanem – to obraz wszystkich ofert, jakie jej się trafiały. Na dwa dni przed nowym rokiem powróciło załamanie, które ratowało jej tylko codzienne chodzenie na basen dla podtrzymania formy i praca, którą zacznie od 3 stycznia. Huśtawka nastrojów była jej codziennością, ale tego, co ją spotkało w sylwestrową noc nie potrafiła ani wyjaśnić, ani usprawiedliwić.

Michał zaprosił ją na domówkę do kolegi z pracy. Przepiękny, duży dom poza miastem, 40 osób, parkiet do tańczenia, własny DJ – po prostu impreza noworoczna w dobrym stylu i w towarzystwie ludzi, a nie bezmózgów. W dodatku poza nią i rzeczonym kolegą, Michał nie znał tam nikogo. To, że się zgodziła, było jednak cudem, bo namawiać ją musiał wielokrotnie przez cały poprzedzający imprezę dzień. Ostatecznie udało mu się i punktualnie o 19:00 w ostatni dzień roku ujrzał Sylwię w czymś innym, niż wymięte, oprószone mąką domowe dresy. Oniemiał. Sylwia założyła na siebie klasyczną małą czarną, do tego jasne, ledwie rozpoznawalne na nogach rajstopy, a fryzura rozpuszczona opadała jej łagodnie na osłonięte cienkim, szerokim rękawem ramiona.

  • Uoo – zareagował na ten widok, gdy ją zobaczył sięgającą po kieszonkową torebkę stojącą na stole w kuchni – pięknie wyglądasz
  • Co, nigdy dziewczyny w sukience nie widziałeś? – zapytała lekko skonsternowana tą reakcją
  • Dziewczynę tak, ale Ciebie nie
  • Jeszcze powiedz, że Ci się podobam – zironizowała
  • O co Ci chodzi?
  • O nic, jesteś moim bratem i nigdy nie prawiłeś mi komplementów.
  • Weź wyluzuj, na imprezę ze mną idziesz, ale widzę, że będę musiał Cię pilnować
  • Tylko spróbuj. Ja się nie wtrącam, kogo Ty będziesz obracać.
  • Ehh, chodź już lepiej
    Sylwia nagle była opryskliwa. Jak nigdy. To była jej zasłona i obrona przed tym, by nie pokazać mu, że przyjmuje komplement od faceta, nawet od brata. Nie zmieniało to faktu, że akurat od niego takie słowa ją dziwiły. A jeszcze bardziej to, że sama oceniła jego strój, czyli zwykłe dżinsy i czarną, elegancką koszulę, jako wyjątkowo męskie i… o cholera, spodobało jej się to. Naprawdę. Szybko wyrzuciła tę myśl z głowy, ale zaniepokoiło ją to, że już to przeżyła. Już raz miała takie dziwne skojarzenia z osobą, co do której nie powinna ich mieć – chodziło rzecz jasna o Magdę. Otrząsnęła się dopiero, gdy trzaskający mróz i padający śnieg wbiły jej się w twarz, włosy i oczy.
    Sama impreza, jak to Sylwester – bez historii, czyli dużo alkoholu, czipsów i żarcików, paru adoratorów, którzy wyłowili samotną rybkę w ławicy zamężnych i zaręczonych, aż o trzeciej w nocy zapadła decyzja, że w 7 osób ledwie rozróżniających piwo od mrożonej pizzy to już pora decydować o tym, kto zostaje, a kto wraca do siebie. Michał i Sylwia postanowili wrócić, szczególnie, że dziewczyna lekko zawiodła się na jednym z uczestników biby. Facet wydawał się konkretny i już chciała mu dać szansę na randkę, gdy ten zwyczajnie zarzygał cały kibel i po chwili został odprowadzony do wanny i tam już pozostał. Sylwia wówczas poczuła, że poza alkoholem we krwi przy życiu nie trzyma jej już na tej imprezie nic. Udała się więc z Michałem do taksówki. Spotkali się po raz pierwszy, od północy, gdy złożyli sobie serdeczne i chyba jedyne tego wieczoru szczere życzenia noworoczne. Zachowywała się teraz zupełnie inaczej, niż przed wyjściem, a długą drogę do domu postanowiła spędzić drzemiąc na ramieniu brata. Tego, co było dalej, nie mogła w żaden sposób odróżnić od snu.
    To, że mu dziękowała „z całego serca” za fajną imprezę, za pomoc, za troskę i ostatnie kroki w drodze do domu pokonała trzymając go za dłoń, jeszcze była w stanie zrozumieć. To, że w windzie dała mu buziaka w policzek, też. Swój upadek na podłodze, po której poślizgnęła się na szpilkach ujawniając Michałowi tyłek zasłonięty jedynie rajstopami, też. Ale dlaczego potem, gdy szykowali się do snu, nagle weszła do niego do pokoju i spytała, czemu z nią w ogóle nie tańczył? Czemu to powiedziała, czemu w ogóle po tym zasugerowała mu, żeby nadrobił swoje „niedbalstwo”? Dlaczego kazała mu włączyć jakąś rockową balladę, złapała za rękę i tańczyła tak, jakby jeszcze impreza trwała? Pytań mnożyło jej się coraz więcej wraz z powolnym odpływaniem świadomości do krainy snu. Jak to się w ogóle stało, że w pewnym momencie tańczyli patrząc sobie w oczy, a jej plecy napotkały ścianę? Nie, to niemożliwe, ale mogłaby przysiąc, że świadomie zamknęła oczy i poczuła pocałunek. Delikatne zwilżenie swoich warg przez jego usta, połączone z mocniejszym uściskiem wokół jej talii. Dotknęła jego policzka, czy nie dotknęła? Odwzajemniła… nie, ona chciała więcej, to ona go pierwsza pocałowała. Co jest? Gdzie tu jawa, a gdzie senny koszmar? Nie miała prawa pocałować własnego brata, zawsze brzydziły ją tego typu relacje. Ale też nigdy wcześniej nie sądziła, że pocałuje kobietę, a jednak i to się stało.
    Różnica między tamtym wydarzeniem, a tym, co się stało w noc sylwestrową była taka, że wtedy mogła rano wstać, pogadać z Magdą, spalić buraka i przeżyć na kacu moralnym cały dzień, by potem wrócić do codzienności. A tu obudziła się o szóstej rano i nie mogła zasnąć. To, że Michał spał u siebie, tylko potęgowało jej strach przed tym, co właśnie sobie uświadomiła. Niczego nie była pewna. Ani tego, czy go faktycznie całowała, ani tego czy tylko na pocałunkach się skończyło. Pewne było tylko to, że leżała przykryta kołdrą i kocem, w tej samej kiecce, którą nosiła wieczorem i nie miała na sobie stanika…

Napaleni nastolatkowie

Było to wieczorem, zostałam u kolegi na noc. Byliśmy sami, nie miał rodzeństwa, a jego rodzice wyjechali na urlop. Wpadliśmy na pomysł zrobienia wieczoru filmowego, on miał przygotować film w salonie, a ja w tym czasie poszłam się umyć. Po kąpieli wyszłam z łazienki w za dużym podkoszulku i krótkich spodenkach, Zeszłam na dół, film ustawiony, na stoliku dużo przekąsek. Dawid powiedział, że idzie wziąć prysznic i zaraz wraca. postanowiłam się nie nudzić, wzięłam laptop na kolana, siadłam na kanapie i nie wiem co mnie podkusiło, ale zaczęłam przeglądać historię przeglądarki. W większości przeważały strony z pornolami. Włączyłam pierwszy lepszy i właśnie wtedy dostałam chcicy. Oglądając pornol zaczęłam się dotykać po cyckach, uciskać je przez koszulkę, Nie wytrzymałam i ściągałam podkoszulek, Moje cycki były już wolne, Ręka powędrowała ku dołowi. Zaczęłam przez spodenki dotykać muszelki, zrobiło mi się mokro. Zdjęłam je. Teraz byłam całkiem naga, dobrze nie dotknęłam cipki, a zobaczyłam pochylonego nade mną Dawida w samych obcisłych bokserkach, Dotykał się po penisie, Widziałam jak na mój nagi widok rośnie, Nie czekaliśmy. Ja położyłam się wygodnie na plecach, rozłożyłam nogi, a Dawid zaczął delikatnie robić mi palcówkę, aby rozepchać cipkę. Najpierw włożył jeden, ruszał nim bardzo powoli, potem zaczął szybko i bezlitośnie. Dołączył drugi, i zaczął coraz mocniej i mocniej, Nie wytrzymałam, wypłynęły ze mnie soczki i głośno krzyknęłam. Widziała, że nie chce na tym skończyć, przybliżył się do mnie, zaczął całować mnie w usta, z języczkiem. Potem policzek, szyja, lekkie lizanie ucha, obojczyki. W końcu dotarł do upragnionego celu. Zaczął lizać moje sutki, ssać, podgryzać, a potem całować piersi. Spojrzał mi w oczy i już wiedziałam o co mu chodzi. Lekkim ruchem dłoni, przejechał po mojej wewnętrznej stronie ud, rozłożyłam je. Czubkiem swojego sporego penisa zaczął dotykać łechtaczki, pocierał o nią, jeździł „góra, dół”. W końcu dotarło do mojej dziurki delikatnie włożył go, aż poczuł opór. Wsunął go mocniej. Poczułam ból, ale też małą rozkosz. Wtedy zaczął szybciej, ale nie ostro, Posuwał mnie ruchem jednostajnym. Ja tylko przyciągałam go do siebie rękoma dotykając pleców. Całował mnie po szyi. Trochę nade mną pracował, ale po nie długim czasie dostałam upragnionego orgazmu, Dawid był niezwykle delikatny i czuły. Chciałam się mu po tym wszystkim odwdzięczyć, ale byliśmy na tyle zmęczeni, że całkiem nadzy poszliśmy spać. Ale dalej czułam jego dłoń na mojej piersi i penisa, który (już „zwiędły”) dotykał moich pośladków.

Sesja zdjęciowa

Obudziłam się około 5 mąż spał na plecach i jego kutasek stał na baczność miał pewnie jakiś dobry sen. Postanowiłam to wykorzystać i wzięłam go w usta już po chwili wystrzelił z taką siłą że większość od razu połknęłam. Przebudził się ale powiedział tylko dzięki i obrócił się na bok i spał dalej. Wstałam i nago poszłam do łazienki wzięłam prysznic i owinięta ręczniczkiem zeszłam na dół domu do kuchni gdzie teściowa szykowała śniadanie. Spytałam w czym mogę pomóc, odpowiedziała pokrój pomidory i czy chcę kawy. Zaczęłam kroić pomidory i gdy chciałam wyjąć talerz z szafki spadł mi ręcznik. Teściowa spojrzała na mnie i powiedziała że mam ładne ciało i Monia na pewno zrobi mi śliczne zdjęcia których na pewno nie będę musiała się wstydzić. Osłoniłam się ręcznikiem i piłyśmy kawę wesoło rozmawiając. Około 6:30 na śniadanie zrzedł Andrzej i zaraz za nim Monika, okazało się że teść pojechał już przed 5 do lasu na jakąś wycinkę. Monika jak mnie zobaczyła powiedziała: -widzę że Kaśka już gotowa do zdjęć, Andrzej mam nadzieję że trochę pomożesz -oczywiście tylko nie wiem co mam robić poza patrzeniem -możesz zabrać koc i parę Kaśki ubrań i będziesz trzymał ekran do światła Po śniadaniu ubrałam koszulę flanelową dżinsy i klapki i poszliśmy na łąkę koło stawu teściów, gdzie pasła się ich krowa. -no bierzemy się do roboty Monika zaczęła instruować Andrzeja jak ma odbijać światło tym ekranem a ja zdjęłam ciuchy i nago podeszłam pogłaskać krowę. -przytul się do niej będzie super zdjęcie -no dwie lesbijki na łące zażartował mąż -a co jesteś zazdrosny spytałam Monika zrobiła jeszcze kilka zdjęć i powiedziała że jutro pojedziemy zrobić zdjęcia w jakiś starych ruinach bo jej koleżanki tata jest tam stróżem i umówiła się że będziemy mogli wejść bo w niedziele ekipy remontowe nie pracują. Stwierdziłam że może byśmy się trochę poopalali na kocu bo słoneczko fajnie zaczęło grzać a ja przynajmniej już byłam rozebrana. Monika z Andrzejem powiedzieli że nie mają strojów. -to ja pół dnia chodzę przy was nago a wy nie możecie chociaż godzinkę Mąż szybciutko się rozebrał i położył się przy mnie na brzuchu(chyba trochę się podniecił)Monika dopiero jak on leżał zdjęła sukienkę i położyła się w majtkach z mojej drugiej strony. -ściągaj te gatki bo ja ci je zdejmę -no dobrze ale Andrzej nie patrz Po półgodzinie Monika powiedziała że idzie do domu obrobić zdjęcia na komputerze. Dopiero jak odeszła Andrzej się ożywił: -wiesz jak zaczęłaś pozowanie to patrzyłem na twoje ciałko tak jakbym cię widział nagą pierwszy raz. Obrócił się na plecy a ja się przytuliłam do niego. -jestem ci coś winien za poranne przebudzenie twoje usta były naprawdę niesamowite Po tych słowach zaczął pieścić moją łechtaczkę (krowa pewnie widząc nasze harce żałowała że nie ma z nią byka) Zaczęliśmy zbierać zbierać się na obiad ubrałam dżinsy -i tyle ubrań ci na razie wystarczy powiedział Andrzej. Więc podwinęłam nogawki spodni i szłam polną drogą boso z gołymi piersiami. Dochodziliśmy już do furtki i mąż zobaczył że mama stoi przed domem podał mi koszulę. Ubrałam ją ale nie zapinałam guzików tylko związałam ją nad pępkiem. Po obiedzie Monika poprosiła bym przyszła do jej pokoju wybrać zdjęcia które możemy pokazać. Wybrałyśmy z 20 zdjęć i potem Monika zaskoczyła mnie -ty diablico wczoraj przy grillu nie miałaś majtek -a skąd wiesz przecież było ciemno -ale na kilku zdjęciach z fleszem widać Dziwne jeszcze chwile temu pozowałam jej nago do zdjęć które zgodziłam się pokazać teściowej ale trochę było mi wstyd żeby widziała te przy grillu. Monika wybrała takie gdzie nie było widać mojej myszki, to że na trzech zdjęciach było widać dokładnie moje piersi łącznie z sutkami. Teściowa zawołała: -Kasia przyjdź do mnie mam coś dla ciebie -już idę mamo -wiesz uszyłam dla ciebie sukienkę i musisz ją przymierzyć -dobrze tylko pójdę ubrać bieliznę -gdzie będziesz łazić co to wstydzisz się mnie? -no nie Sukienka była letnia do kolan i z odkrytymi plecami. -pasuje to po kawie i cieście pozszywam ją na maszynie i jutro będzie gotowa. Poszłam na piętro gdzie mój Andrzejek siedział na balkonie i palił papierosa. -no myślałem że moja posłuszna żona o mnie zapomniała -co pan sobie życzy zanim pójdziemy na kawę -ściągaj te ciuchy i choć na papierosa Po raz kolejny tego dnia rozebrałam się i nago wyszłam na balkon, po papierosie na kanapie leżały już ubrania dla mnie w które się ubrałam(nie było tego wiele)cienkie leginsy i sweterek do połowy pupy ale z dziurkami że było widać brodawki. Podczas picia kawy Monia włączyła płytę ze zdjęciami i trochę się dziwnie czułam widząc siebie nagą na zdjęciach. Mąż po kawie powiedział że idziemy na spacer do lasu więc mogę ubrać adidasy więc już nie protestowałam że bez skarpet nie lubię bo bym jak poprzedni wieczór została boso a po lesie to raczej źle by się chodziło. Jak wróciliśmy do domu to siadaliśmy do stołu na kolację gdyż teść wrócił z wyrębu bardzo zmęczony. Po kolacji poszłam z mężem na łąkę po krowę wracając z nią do obory Andrzej pieścił moje piersi. Usiedliśmy przed domem i patrzyliśmy na gwiazdy, gdy już wszyscy zasnęli mój pan się odezwał: -rozbieraj się -co znowu? -nie dyskutuj Więc zdjęłam buty, leginsy i sweter i tak siedząc nago obok męża przerwał nam to lenistwo dzwonek telefonu. Okazało się że Andrzej musi jutro rano wracać bo coś tam ważnego jest w firmie. Umówiliśmy się że on pojedzie i jak tylko będzie mógł to przyjedzie z powrotem.

Brunetka

Po kilku tygodniach wspólnych spotkań, uległa Edyta została naszą seksualną niewolnicą. Zamieszkaliśmy razem. W łóżku sypiała w naszych nogach. Jednym z jej obowiązków było trzymanie w ustach mojego kutasa, przez całą noc. Teraz też leżała zwinięta w kłębek z głową spoczywającą na moim podbrzuszu. Ssała przez sen główkę penisa, który pęczniał tradycyjnie w sobotni poranek.

Położyłem rękę na blond włosach i wczepiłem się w nie palcami. Pchnąłem głowę w dół, czując jak sztywny penis dotyka jej podniebienia. Pchnąłem mocniej, przeciskając się przez gardło. Zacisnęła usta na jego trzonie i rozluźniła mięśnie szyi. Bez oporów onanizowałem się jej namiętnymi, gorącymi ustami. Obok leżała Barbara, którą przytulałem lewym ramieniem. Długie, czarne włosy rozrzucone były na moim torsie. Spała głęboko, spokojnie oddychając.

Trzymałem mocno włosy Edyty i coraz szybciej posuwałem penisa jej usteczkami. Dziewczyna masowała przy tym moje dorodne, pełne spermy jądra. Nadeszło przyjemne uczucie szczytowania. Spuszczałem się głęboko do jej gardła, szybko oddychając. Dziewczyna ściskała mnie za jaja i łapczywie połykała wszystkie porcje wytrysku. Na koniec wyssała mnie do ostatniej kropli, nie wypuszczając fiuta z buzi. Pogłaskałem ją po głowie, zamknąłem oczy i ponownie usnąłem.

Obudziły mnie jęki Barbary, która nadal przytulała się do mnie. Między jej udami znajdowała się twarz Edyty, ruchliwym języki pieścił sztywną łechtaczkę. Ścisnąłem mocno piersi Brunetki, ssałem i przygryzałem sterczące sutki. Edyta na zmianę wchodziła językiem do jej cipki albo ssała łechtaczkę. Po kilku minutach doprowadziliśmy ją do bardzo głośnego orgazmu. Podejrzewam, że te krzyki obudziły naszych sąsiadów. Edyta wstała z łóżka i wyszła z sypialni, kręcąc prowokująco gołymi pośladkami.

  • Cudowna jest ta suczka. Chyba nie żałujesz, że zamieszkaliśmy razem? – spytała Barbara i pocałowała mnie w usta.
    Odwzajemniłem pocałunek, wpychając język głęboko do jej buzi. W trakcie namiętnego całowania masowała mi kutasa, doprowadzając go do pełnego wzwodu. Klęknąłem między jej udami, podniosłem za biodra i wszedłem w gorącą, mokrą cipkę. Pieprzyłem ją, patrząc jak ściska i masuje swoje nabrzmiałe piersi. W tracie naszego stosunku wróciła Edyta, niosąc śniadanie na tacy.

Postawiła ją na szafce i przyłączyła się, siadając Barbarze na twarzy. Ta rozchyliła dłońmi jej pośladki i lizała cipkę, Edyta ssała i całowała moje sutki. Ciężko dyszałem, wbijając kutasa w kurczącą się dziurkę Dziewczyny głośno jęczały z rozkoszy. W momencie wytrysku wyszedłem z Barbary. Edyta pochyliła się bardziej i przyjęła kolejne porcje spermy w zmysłowe usta. Wyssała mnie i wylizała do czysta. Przez kolejne minuty panie pieściły się wzajemnie w pozycji 69, doprowadzając do wspólnego szczytowania.

Po chwili odpoczynku zjedliśmy śniadanie w łóżku. Następnie udaliśmy się do łazienki. Puściłem wodę do dużej, narożnej wanny. Napalone dziewczyny weszły pod prysznic i znowu zaczęły się całować w strumieniach natrysku. Barbara uniosła dłońmi swoje pełne, duże piersi i lizała sterczące, wrażliwe sutki. Edyta kucnęła i pieściła językiem jej gładko wygoloną cipkę. Noga Brunetki spoczęła na ramieniu niewolnicy, otwierając drogę między rozchylone uda. Edyta chwyciła ją za pośladek, palcami drugiej ręki zaczęła penetrować wilgotną cipkę Barbary. Następnie cała dłoń zniknęła pomiędzy opalonymi udami. Posuwała ją szybko i głęboko, doprowadzając do kolejnego głośnego orgazmu.

Zanurzyłem się w wannie, wypełnionej gorącą wodą i zaprosiłem je do siebie. Edyta umyła mnie przy pomocy miękkiej gąbki, najwięcej czasu poświęcając jądrom i penisowi. Doprowadziła go tym do kolejnego wzwodu. Następnie zajęła się Barbarą, która w trakcie mycia posuwała dłonią kutasa, utrzymując go w pełnej gotowości do działania.

  • Siadaj na wannie i rozłóż nogi! – rozkazałem Edycie, kiedy skończyła mycie Brunetki.
    Namydliłem jej cipkę i przy użyciu maszynki, powoli i dokładnie wygoliłem z jasnych włosków. Przejechałem językiem po aksamitnej, gładkiej skórze. Przez chwilę drażniłem koniuszkiem języka twardą łechtaczkę.
  • Teraz obróć się i wypnij dupę, niewolnico!

Podniecona Edyta stanęła tyłem do mnie, pochyliła do przodu i oparła o brzeg wanny. Położyłem dłonie na wypiętych pośladkach. Barbara nakierowała sztywnego penisa na różową dziurkę. Wepchnąłem go do końca, przyciskając jądra do kobiecych ud. Pieprzyłem ją od tylu mocno i gwałtownie. Brunetka całowała mnie i masowała moje jaja. Otwartą dłonią okładałem wypięte pośladki silnymi klapsami, pozostawiając czerwone odbitki na napiętej skórze.

Odgłosy uderzeń i krzyki Edyty odbijały się echem o kafelki w łazience. Tym razem kopulacja trwała długo. Wypięta dupa nabrała purpurowego koloru. Wreszcie nadszedł wytrysk. Wypełniłem spermą ciasną cipkę niewolnicy, nie przerywając pocałunku z Barbarą. Po wszystkim dziewczyny klęknęły i wylizały kutasa i jądra do czysta. Zostawiłem i wyszedłem, żeby przygotować coś mocniejszego do picia. Po kilku minutach dołączyły do mnie, owinięte białymi ręcznikami. Podałem im drinki z lodem i wypiliśmy za miły poranek. Zlustrowałem wzrokiem Edytę.

  • Znam faceta, który zajmuje się piercingiem w domu klienta – powiedziałem między jednym a drugim łykiem drinka – Niewolnica powinna być zakolczykowana.
    Dziewczyna popatrzyła z niedowierzaniem na Barbarę.
  • Dobry pomysł – odpowiedziała Brunetka – spróbuj go tutaj ściągnąć, najlepiej dzisiaj.
    Wyszukałem numer telefonu i zadzwoniłem do fachowca od kolczykowania. Zgodził się przyjechać w ciągu godziny. Nalałem Edycie kolejnego drinka.
  • Znieczul się porządnie, to będzie mniej bolało.
    Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, poszedłem otworzyć i wprowadziłem fachowca do salonu. Był łysy, barczysty i bardzo umięśniony. Odkryte przedramiona i bicepsy pokrywały tatuaże. W nosie i uszach błyszczały kolczyki. W ręce trzymał skórzany kuferek. Ślicznotki siedziały w fotelach i sączyły drinki z lodem. Mężczyzna przyglądał się im z zainteresowaniem.
  • Która z was ma być przyozdobiona… a może obie?
  • Dzisiaj ta z jasnymi włosami – odpowiedziała na pytanie Barbara.
  • To proszę rozebrać się i położyć na stole – zwrócił się do Edyty.
  • Ale ja się boję – odparła drżącym głosem.
  • Milcz, niewolnico. Leżeć! – krzyknęła Barbara i zerwała z niej ręcznik.

Naga Edyta położyła się na blacie. Przyniosłem sznur i przywiązałem rozłożone nogi i ręce do nóg mebla. Fachowiec patrzył z pożądaniem na młode, seksowne ciało dziewczyny. Pokaźne wybrzuszenie spodni wskazywało, że zrobiła na nim pozytywne wrażenie. Stanął nad nią i położył kuferek na stole.

  • Co kolczykujemy dzisiaj?
  • Proponuję cipkę i sutki – odpowiedziała Brunetka.

Otworzył kuferek i wyjął tacki pełne kolczyków. Wybrała złotego banana i dwa kółka. Wyciągnął z kuferka narzędzia i klęknął między udami Edyty. Naciągnął szczypcami skórę nad łechtaczką i przebił grubą igłą. Niewolnica zawyła. Barbara wstała z fotela, pochyliła się nad głową Edyty i wepchnęła język w jej usta. Fachowiec wprowadził bananka i zakręcił gwintowaną kulkę. Następnie wstał i pochylił się nad nagim ciałem. Szczypce zacisnęły się na lewym sutku. Naciągnął go i przebił u podstawy. Barbara skutecznie kneblowała językiem i pocałunkami jęczącą Edytę. Złote kółko wypełniło otwór w sutku. Analogicznie postąpił z drugim i wyprostował się. Barbara przerwała pocałunek i popatrzyła na dzieło, następnie na jego twórcę.

  • Śliczne. Pan też ma takie ozdoby w intymnym miejscu?
  • Owszem, mam.
  • Mogłabym zobaczyć?

Mężczyzna rozpiął rozporek, z którego wyskoczył wielki penis we wzwodzie. Oplatał go wytatuowany wąż. Od spodu zwisało w szeregu dziesięć okrągłych, metalowych kolczyków. Barbara jęknęła z wrażenia, podeszła do niego i klęknęła. Szeroko otworzyła usta i wzięła go do buzi. Wielka, sztywna pała ledwie mieściła się ustach. Obciągała, śliniąc się przy tym obficie. Nie była w stanie wziąć go w całości, do końca. Wypuściła ociekającego śliną kutasa i nakierowała na zakolczykowaną cipkę Edyty.

  • Jej też się coś należy… w nagrodę, że była taka dzielna.
    Monstrualny penis powoli zagłębił się w różowej dziurce. Kolczyki jeden po drugim znikały w rozciągniętej do granic możliwości cipce. Edyta wyła jak potępiona i szarpała sznurem, krępującym jej ręce.
  • Nie! Nie zmieści się! Rozerwiesz mnie, potworze!
  • Wszystko się zmieści – odparł spokojnie i kontynuował penetrację.

Barbara klęczała za fachowcem i przyglądała się wchodzącemu w Edytę kutasowi. Jedną dłonią masował podbrzusze brutala, drugą wielkie jądra. Ten ściskał łapami uda związanej dziewczyny i rytmicznie w nią wchodził. Po kilku minutach wycie przeszło w rozkoszne jęki i krzyki. Fachowiec przyspieszył tempo penetracji, wbijając swoją maczugę w całości.

  • Tak kurwa.. tak!!! Pierdol mnie tak i nie przestawaj! Pierdol mocno i głęboko!!!

Spocony i ciężko dyszący, długo spuszczał się rozciągniętą cipkę. Sperma tryskała bokami na uda i pośladki Edyty. Jej krzyki wypełniały salon, Barbara z lubieżnym uśmieszkiem mocno ściskała jądra fachowca. Kiedy kutas wysunął się na zewnątrz, ponownie wzięła go do buzi i wyssała wszystko, do ostatniej kropli. Ciało Edyty drżało na stole w orgazmie. Specjalista od kolczykowania schował swój wielki organ i zapiął spodnie. Jeszcze raz popatrzył na cipkę z kolczykiem, z której wypływała sperma.

  • Dość wrażeń na dzisiaj. Jeżeli chcesz posiadać tatuaże lub kolczyki w innych miejscach, zawsze jestem do usług – złożył propozycję i spakował skórzany kuferek.
    Zapłaciłem mu za usługę, odprowadziłem do drzwi i wróciłem do salonu. Edyta nadal leżała przywiązana do stołu i cicho jęczała. Barbara klęczała między jej nogami i wylizywała biały nektar z cipki, ud i pośladków. Podszedłem bliżej i pociągnąłem za złote kółko w sutku. Blondyna głośno krzyknęła.
  • Jak Ci się podobał ogier od kolczyków, niewolnico?
  • Pan ma rację, że ogier. Takiego kutasa widziałam raz w życiu, na wsi… u konia mojego wuja.
  • W takim razie, zaprosimy go jeszcze raz, kiedyś.
    Dziewczyny zapiszczały z radości…

Jak rozpalić faceta?

Wyobraź sobie że stoisz pod ścianą, oparty plecami o nią, ,
……… Stoję przed Tobą, patrze ci w oczy… podnosisz wzrok…. nasze spojrzenia się spotykają… elektryzują atmosferę…. Ruszam w Twoim kierunku…. podchodzę wolno… mierzysz mnie wzrokiem… czekasz aż się zbliżę…. dochodzę… Cały czas utrzymujemy kontakt wzrokowy… Staje przed Tobą… blisko.. twarzą w twarz… Wyciągasz ramiona i przyciągasz… nagle i bardzo gwałtownie… Czujesz jak gniotę ci klatkę piersiową… czujesz jak moje piersi rozgniatają się na Tobie… czujesz mój oddech na szyi… Odruchowo kładę ci głowę na ramieniu, , .. Ręce masz na moich plecach… przesuwasz nimi w dół… zastanawiasz się co zrobię jak zjedziesz na tył… a już prawie tam jesteś……. czuje jak zsuwasz dłonie tam gdzie nie powinieneś… ale co tam… przez materiał… chwytasz za pośladki… najpierw delikatnie… a potem mocno… i się uśmiechasz… odchylam się tułowiem do tyłu.. i to był błąd… bo stoisz w rozkroku… dotykam twojego… moim podbrzuszem… teraz ja ci go rozgniatam… czujesz mnie mocno… pulsujesz… twardniejesz… chciałbyś uwolnić.. zarzucam ci ręce na ramiona… patrze w oczy… przesuwam po głowie… zsuwam na plecy… bawię się tam… zsuwam w dół i do góry… na przemian… szybko i wolno… delikatnie i mocno… masuje… badam każdy skrawek… wsuwam pod koszulkę… dotykam nagiego ciała… czujesz „motyle w brzuchu”… jednocześnie moje krocze nadal dotyka twojego… z tym że teraz mocniej… napieram na ciebie… ruszam się… napięcie rośnie… przestajesz myśleć… wsuwasz ręce w mini… pozwalam… nie przeszkadzam… zastanawiam się na ile sobie pozwolisz.. ok. odlatuje.. nie wiem.. co robisz… wsuwasz je… do wewnętrznej strony ud… do cip…zki… dotykasz… badasz… czujesz wilgoć….. pod strinami… odsuwam się trochę… kładę Tobie rękę na kroczu…… dotykam go… gniotę… mocno… bo hormony szaleją…. jednocześnie zbliżam głowę do Twojej… patrze na usta… nasz wzrok się spotyka… i całujesz… natarczywie… mocno… z języczkiem… wsuwasz go do środka… bez zastanowienia… bez opamiętania… odlatuje.. nie wiem co robisz… wsuwasz… do wewnętrznej strony ud… do pochwy… dotykasz… badasz… czujesz wilgoć….. odsuwam się trochę… kładę Tobie rękę na kroczu…… dotykam go… gniotę… mocno… bo hormony szaleją…. jednocześnie zbliżam głowę do twojej… patrze na usta… nasz wzrok się spotyka… i całujesz… natarczywie… mocno… z języczkiem… wsuwasz go do środka… bez zastanowienia… bez opamiętania… czujesz moje wargi… czujesz jak się rozchylają… staja się miękkie… słodkie… czujesz jak moje ciało odpręża się… rozgrzewa…… atakuje cię fala pożądania… dzikiego pożądania… za późno dla mnie.. już nie myślę… nie wystarcza mi przez materiał… wsuwam rękę w Twoje spodnie… przesuwam po nim dłonią… chwytam go… od góry… macam… rozkładam dłoń na nim… opuszkami palców dotykam jąder… delikatnie.. muskam je tylko… elektryzuje cię ten dotyk… każe wariować… zamykam rękę na nim… obejmuje… czujesz ciepło… czujesz jak prężnieje… a myślałeś że więcej nie można… czujesz że pękniesz jak nie ruszę… krew zaczyna wrzeć… zsuwam rękę na dół… trzymając poruszam w górę i w dół.. energicznie… spodnie rozpięte… jest łatwiej… tracisz zmysły… i… przerywasz tą fale rozkoszy… bo… wsunąłeś właśnie bezmyślnie paluszek… w moją…. zabieram rękę… żeby zamknąć sobie usta… stłumić jęk… który i tak się wydobywa… dociera do Twoich uszu… cichy… nieśmiały… sztywnieje… biorę głęboki wdech… wiesz… że nie możesz pozwolić na zbudzenie… o nie… wsuwasz go głębiej… mocno… poruszasz… w wilgotnym gorąco… tracę zmysły… wiotczeje w Twoich rekach… odrywasz się od ściany… wyjmujesz dłoń… całujesz… bez wytchnienia… bez chwili przerwy.. trzymasz rękę na mojej szyi… drugą na plecach… kładziemy się na dywanie… jedno obok drugiego…. obejmuje cie… szał na nowo… chcesz mnie w końcu rozebrać, … zdejmujesz bluzkę.. nawet tego nie zauważam… widzisz… w końcu…… brzuch…. jeszcze stanik…… ok. poczeka… nie za szybko… zabijasz mi zmysły dotykiem szalejących rak… po plecach… pośladkach… i w biodrach… nie wiesz.. że już prawie po mnie… że nie musisz usypiać czujności… że się otwieram… ręce mam na twoich biodrach… przesuwam nimi…… chwytam za jadra… od spodu… w jedna rękę… palcami drugiej naciskam delikatnie od góry… gdzie…. przesuwam palce w dól… do końca… cały czas bawię się jadrai… wracam palcami do góry… na wędzideko… do żołęzi… zbliżam głowę… zamykam ją w ustach…. ślinie… objeżdżam językiem… powoli zataczam koła wokół… wracam do wędzidłka… lizę językiem… końcówką języka… Twoje podniecenie rośnie… bawię się na penisu…… pomagam sobie ręką… stymulując stosunek… w gore i w dół… w górę i w dół… zsuwam i nasuwam… robię to bezmyślnie… koniec… odwracasz mnie twarzą do siebie… błędny wzrok… zamglony… dziki… Twój i mój… oczy się spotykają… rażą namiętnością… oddechy nierówne… zakładam Ci nogę na biodro… przywieramy do siebie ciałami… czujesz ciepło… trzymasz mnie w uścisku… piersi dotykają Twojej klatki, , grzeją cie… uda palą.. bucha z nich gorąco i wilgoć… masuje ci plecy szaleje rękoma na nich, , zsuwam niżej na tyłek… ugniatam pośladki…. mocno… przyciągam twoje biodra do swoich… robisz to samo… gnieciesz mnie ciałem… gnieciesz peni…iem… moją….. dotykasz jej… nim… tego już za dużo… wariuje… ruszam się pod Tobą… jakbym z Tobą walczyła… zaciskam nogi… znowu wsuwasz palec w cip….ke… jeden… za chwile dwa… krzyk… zaczynam się wić pod Tobą… unoszę biodra do góry… niestety… ale chce więcej… wsuwasz głębiej… odruchowo przesuwam palcem w zagłębieniu Twojego tyłka… wracam na plecy…….. jesteś rozpalony do granic… odpinasz stanik… zsuwasz ramiączko… wyrzucasz go…. uwalniasz piersi… masz nagie… sterczące… różowe sutki… aż się proszą……

Szpital

Andrzej mój mąż był w szpitalu ze złamaniem ręki, czuł się już lepiej i zadzwonił do mnie: -Kasiu o której przyjedziesz? -będę około 15, masz jakieś życzenia? -jasne że mam. -jakie? -ubierz te obcisłe dżinsy te do pół łydki, bluzeczkę bez pleców i czarne czółenka -to chyba się już lepiej czujesz? A jaką bieliznę sobie życzysz? -a mówiłem coś o bieliźnie? -właśnie nic nie mówiłeś -no to czekam około 15, ewentualnie możesz założyć jakąś kurteczkę Umyłam się i spakowałam sok, owoce i przygotowałam sobie rzeczy które mój mężuś sobie zażyczył około 13 ubrałam się i poszłam na autobus. W szpitalu u męża byli już moi teściowie, przyjechali do niego około 12. Mieszkają 200km od nas więc mąż zaproponował że da im swoje klucze by pojechali do naszego domu a ja bym jeszcze została. Teść zaproponował że zaczekają na mnie to mnie zabiorą samochodem. W końcu stanęło na tym że ja zostanę i teść przyjedzie po mnie około 20. -no myślałem że z moich planów nici. (powiedział Andrzej) -a co ty masz za plany(spytałam) zaczynam się bać -chciałem pobyć trochę sam z tobą kochanie Podeszłam do niego nachyliłam się nad nim i przywarłam ustami do jego ust. Męża ręka powędrowała na moje nagie plecy i po chwili ramiączko od bluzki zsunął mi na tyle że moja pierś wyjrzała z za materiału(dobrze że był sam na sali) Poprawiłam bluzkę i poszłam do automatu po kawy, po powrocie usiadłam obok jego łóżka na krześle zakładając nogę na nogę. Andrzej złapał moją stopę i zdjął mi but i zaczął pieścić moją bosą stopę. Rozmawialiśmy o pierdołach w pewnej chwili powiedział, że nie może się doczekać wyjścia ze szpitala byśmy mogli pobaraszkować. -kochanie a posłuchałaś mnie i przyszłaś bez majtek? -oczywiście -to pokarz -ale jak ktoś wejdzie? -to się zdziwi, po za tym zdejmij te spodnie tylko na chwile Rozpięłam rozporek i zdjęłam spodnie, stanęłam przed nim naga od pasa w dół. -i co zadowolony? -zuch dziewczyna a teraz je ubierz bo zaraz będzie obchód Zdążyłam naciągnąć spodnie gdy wszedł pan doktor. Ciekawa jestem czy zauważył że nie mam zapiętego rozporka bo że stoję boso to widział na pewno. Powiedział że jeszcze z dwa dni i Andrzej będzie mógł wrócić do domu. Wstałam by go odprowadzić do drzwi i wtedy na pewno zobaczył moje odpięte spodnie, bo z uśmiechem powiedział:-tu jest zamek w drzwiach, tylko proszę nie forsować pacjenta za długo -dobrze panie doktorze Pan doktor wyszedł a ja przekręciłam zamek i podeszłam boso do męża odkryłam jego kołdrę i ściągnęłam mu spodnie od piżamy i zaczęłam od całowania jego ptaszka. Muszę przyznać że Andrzej tą jedną zdrową ręką radził sobie dobrze po chwili byłam już bez bluzki. Zaczęłam brać już całego do ust gdy straciłam spodnie. Wystrzelił z dużą siłą i rozległa się melodyjka komórki połknęłam wszystko i odebrałam: -tak słucham? -Kasia?tu tata czekam przed szpitalem od pół godziny jesteś jeszcze u Andrzeja? -tak przepraszam zaraz schodzę trochę żeśmy się zagadali Szybko się ubrałam(dobrze że nie było tego dużo) i poszłam do teścia.

Ciocia Dominika

Był sierpniowy, ciepły wieczór. Mazury, ośrodek wypoczynkowy nad jednym z tamtejszych jezior. Zjazd rodzinny. Znowu. Jak co roku.
Kompletnie nie miałam ochoty tam być, ale cóż, tak każe obyczaj.
Kilka godzin jazdy z Warszawy, a i tak zawsze kończyło się tak samo. Kac i komary.
Siedziałam właśnie przy ognisku i piłam któreś już z kolei piwo, śmiejąc się z rubasznych i nieco zboczonych dowcipów jednego z moich licznych wujków.
Wujek miał sporą widownię, był znany jako rodzinny „kawalarz”. Zauważyłam jednak, że jednego z obecnych bardziej interesuje coś innego. Jeden z obecnych, popijając piwo, wgapiał się na przemian w moje wystające spod szortów uda i ukryte pod bluzką piersi, myśląc, że chyba tego nie widzę.
Postanowiłam do niego podejść.
-A Ty co, Damianku, żarty wujka się nie podobają?
-Nie, nie, bardzo fajne – Damian wyraźnie się zmieszał. – Ostatni raz bawiłem się tak dobrze jak na nocy kabaretowej chłop się przebrał za babę.
Zaśmiałam się głośno.

  • Widzę, że rośnie nam tu kolejny jajcarz. Ej, a Ty w ogóle możesz już pić?!
    -Niezła z ciebie ciotka, nie ma co… Tak, mogę, od dwóch miesięcy. – Obruszył się Damian.
    -Oj, no przepraszam, wiesz, że ja w tej Warszawie trochę jak w innym świecie. – odrzekłam stukając go lekko w ramię.
  • Poza tym patrz na siebie. Jeszcze trochę i będziemy musieli cię wyciągać z jeziora – powiedział mój siostrzeniec, wskazując na butelkę, którą trzymałam w ręce.
    -No to zrobimy wybory Miss mokrego podkoszulka – zaśmiałam się.
    Damian uśmiechnął się, ale nie umknęło mojej uwadze jak na ułamek sekundy jego wzrok powędrował w kierunku moich piersi. Przygryzł dolną wargę.

Zbliżała się północ, kiedy poczułam, że zdecydowanie mam już dość. Faktycznie wypiłam chyba za dużo. Kręciło mi się w głowie i zrobiłam się senna.
Wstałam więc, podziękowałam wszystkim grzecznie za towarzystwo i skierowałam się do swojego domku. Tak wyszło, że miałam go tylko dla siebie. Biorąc pod uwagę liczbę wrzeszczących dzieci jakie spały w prawie każdym z pozostałych wynajętych przez nas domków bardzo mnie ten fakt cieszył.
Nie miałam nawet siły ogarnąć się przed snem, zdjęłam buty, stanik, spodenki i walnęłam się do łóżka. Zasnęłam w ciągu kilku minut.

Za oknem zaczynało robić się jaśniej. Musiało być około 4, kiedy nagle coś wybudziło mnie że snu. Dotyk.
Poczułam na swojej piersi czyjąś dłoń. Zamarłam.
Nie mogłam, a może raczej nie chciałam się ruszyć.
Dłoń przesuwała się po mojej piersi, delikatnie macając i ściskając ją przez koszulkę. Po jakimś czasie zaczęła przesuwać się w dół. Poczułam ją na skórze brzucha, po czym znów bardzo powoli zaczęła wracać do pierwotnej pozycji, tym razem już pod bluzką. Cały ten czas nadal udawałam , że śpię, odwrócona plecami.
Kiedy dłoń delikatnie uszczypnęła mój sutek cicho jęknęłam i zadygotałam z podniecenia.
Stało się jasne, że już nie śpię. I nie reaguję.
Dłoń, a raczej jej właściciel po chwili zawachania, zaczęła poczynać sobie znacznie śmielej.
Wędrując od jednej mojej piersi do drugiej. Nie mogłam się kontrolować, trzęsłam się jak osika.
Dłoń była dość drobna i miękka. Młoda. Zaczęłam się domyślać do kogo należy.
Właściciel ręki zadowolił się już chyba moimi piersiami, bo zaczęła ona znów wędrować niżej. I niżej.
Nie byłam zaskoczona, kiedy zatrzymała się na moich pośladkach, gładząc je i ściskając. Czułam jak jej właściciel również cały dygocze z podniecenia.
Nagle stało się to, co było do przewidzenia.
Dłoń zaczęła wciskać mi się między uda. Byłam już tak podniecona, że udawałam jak przez sen zmieniam pozycję, kładąc się bardziej na brzuchu, ułatwiając dostęp. Gość słusznie uznał to za zaproszenie. Kiedy włożył dłoń pod majtki moja cipka była już mokra. Nie wytrzymałam, zaczęłam jawnie już pojękiwać z rozkoszy i delikatnie się wić, kiedy masował moją cipkę.
Nagle sięgnęłam ręką do tyłu i jednym ruchem wymacałam ciągle ukrytego w spodniach twardego jak skała kutasa.

  • Wyciągaj go… – wyszeptałam nie odwracając się.
    Gościowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast rozpiął i zsunął spodnie. W mojej dłoni wylądował duży, około 20 centymetrowy kutas. Aż oblizałam usta.
    Wciąż odwrócona tyłem zaczęłam go masować.
    Tym razem w to mój nieproszony gość głośno jeknął.
    Głos poznałam od razu.
  • Oj, Damianku… Chcesz włożyć cioci? – Wyszeptałam
  • Jasne…- Odpowiedział bez chwili zawachania mój siostrzeniec. – myślałem, że już nie spytasz.

Tylko na to czekał, szybkim ruchem ściągnął moje majtki na uda i przywarł do moich pleców.
Wypięłam tyłek na tyle na ile było to możliwe.
Kiedy zaczął wchodzić aż zakryłam usta, żeby nie krzyczeć. Scisnął mocno moją pierś i zaczął mnie posuwać tak jakby robił to codziennie. Moja mokra szparka nie stawiała żadnego oporu. Z rozkoszy aż zakręciło mi się w głowie. Myślałam tylko o tym, żeby nie krzyczeć. Stare, wysłużone łóżko domku letniskowego skrzypiało głośno.

  • Tak… O tak… Rżnij ciocię, skarbie… Rżnij mnie… – wydusiłam z siebie pół szeptem.
    Po kilku minutach moje ciało przebiegły dreszcze orgazmu, to jednak nie powstrzymało Damiana, który nadal z zapałem mnie ruchał.
    -Powiedz mi jak będziesz kończył, dobrze, skarbie?
    -Dobrze.
    Po kilku kolejnych minutach niemoralnej rozkoszy usłyszałam głośny jęk Damiana. Chwilę później wnętrze mojej cipki zalał strumień ciepłej spermy, co doprowadziło mnie to do kolejnego orgazmu. Damian nie wychodził że mnie jeszcze jakiś czas, widać dochodził do siebie przytuliwszy się mocno do moich pleców.
    -Damianku, miałeś powiedzieć cioci jak będziesz kończył. Chciałam… A z resztą nie ważne. Byłeś świetny
  • Wiem czego chciałaś, przepraszam. Może… Następnym razem? – zapytał niepewnie Damian
  • Mmm, koniecznie… – powiedziałam, przeciągając się jak kocica. – Ale piśnij komukolwiek chociaż jedno słowo, a cię chyba zamorduję, jasne?
  • Jasne – odrzekł siostrzeniec, zakładając spodnie.
    Kiedy zamknęły się za nim drzwi wyczerpana zasnęłam niemal natychmiast.

Dług nauczycielki

Mafia, w ramach długu mojej mamy, sprzedaje mnie do ekskluzywnego domu publicznego. To taki burdel, w którym klienci płacą nieprzyzwoite pieniądze. Ale też mają za co. Wybór jest specjalny. Jeśli dziewczyna jest przebrana za pielęgniarkę, to znaczy, że jest nią w rzeczywistości. Jeśli za policjantkę, to też pracuje w swoim fachu. A jeśli za nauczycielkę?

Zanim tam przybyłam, już czułam się potwornie upokorzona faktem, że będę musiała oddawać się zupełnie, ale to zupełnie obcym mężczyznom. Pozwalać i na wszystko. Jeśli zechcą bym im obciągała – będę im ssać fiuty. Jeśli zechcą bym się wypięła, posłusznie będę musiała nachylić się i wypiąć tyłek…

  • Jestem teraz dziwką… jestem najzwyczajniejszą w świecie dziwką… – powtarzałam sobie w duchu.
    Kiedy jechałam pociągiem, wydawało mi się, że wszyscy mężczyźni, którzy na mnie patrzą, doskonale wiedzą, że jestem prostytutką… – Jesteś kurwą, więc dasz, kiedy tylko zechcemy i jak tylko zechcemy – zdawały się mówić ich twarze. Odruchowo obciągałam spódnicę, żeby zakryć kolana, ale nawet tu ponosiłam klęskę – spódnica była zbyt krótka.

Na miejscu spotkało mnie kilka zaskoczeń. Pierwsze, to niesłychanie wytworny wystrój tego przybytku. Drugie – to ciepłe przyjęcie. Trzecie – to chrzest… Polegał on na tym, że kiedy rozpakowywałam się w swoim pokoiku – wtargnęli tu bez pukania dwaj ochroniarze. -Witaj w klubie! – przywitali się. Po czym zgwałcili mnie tak ostro, że nie zapomnę tego do końca życia… Zaznajomili mnie, że to stary rytuał, że dziewczyna zaczynająca pracę, tak właśnie jest witana. Zrazu, zaskoczona, opierałam się. Ale najpierw jeden mnie trzymał, a drugi podciągnął mi spódnicę i ściągnął majtki. Po czym wszedł we mnie bezpardonowo. Tak samo brutalnie mnie wydymał. Potem nastąpiła zmiana – i on mnie trzymał za ręce, a drugi mnie gwałcił. Miał przyrodzenie nie za długie, ale bardzo grube. Moja cipka odczuła to boleśnie.
Tak więc zaliczyłam chrzest… a właściwie, to ja zostałam zaliczona…

Okazało się, że mój pokoik, mimo, że niewielki – urządzony jest jak minisalka lekcyjna. Mam swoje biurko i fotel. Tablicę z kredą i wskaźnikiem, nawet globus. Nie zabrakło też uczniowskiej ławeczki. W rogu leżał materac, taki jakie znajdują się w salach gimnastycznych.
Natychmiast wizualizowałam sobie, jak mogę być brana na tych wszystkich meblach. Na materacyku – to jasne… sama byłabym dla nich materacykiem…
Biurko – to naturalne miejsce mojej pracy… przypomniałam sobie niemal natychmiast, jak to właśnie na nim uległam naszemu wicedyrektorowi.
A tablica? Wyobraziłam sobie opartą się o nią, tak mocno, że aż twarzą ścierałam zapisane na niej wyrazy… Zwłaszcza podczas miarowego męskiego naporu na mnie… Raz i dwa… raz i dwa… Moja głowa trzymana męską silną dłonią… Moja śliczna twarzyczka wycierająca tablicę…
A niższa uczniowska ławeczka do niczego by się nie nadała? Natychmiast ułożyłam się na niej na plecach… Wystarczy teraz tylko podciągnąć spódnicę i rozłożyć nogi…
Tylko globus nie nadaje się do niczego. Chociaż… mogłabym pochylać się nad nim, czegoś szukać… A wtedy – jakiś niesforny uczniak, mógłby na przykład spozierać mi pod spódniczkę…

Pierwszym klientem okazał się zakompleksiony biznesmen, który w dzieciństwie był upokarzany przez wychowawczynię i teraz chciał odreagować — wyżyć się na belferce, a właściwie nawet zgwałcić nauczycielkę… W życiu realnym nigdy by się na to nie zdobył. W burdelu miał taką możliwość…
Już na wejściu był niegrzeczny. Nawet wulgarny. Nazwał mnie suką.
Straszył:

  • Zobaczysz suko, kto tu rządzi!
    Nie wiedziałam, jak się zachować. Chciałam powiedzieć, że wypraszam sobie podobne zachowanie, ale przypomniałam sobie, że zapowiedziano mi na wstępie, że mam być wobec klientów uległa. Spełniać ich życzenia, no i znosić ich zachowania, nawet jeśli będą brutalni…
  • Wypnij się dziwko przy biurku! – Zaczął bez ceregieli. – Zawsze wzywałaś mnie do tego biurka i tu upokarzałaś przed klasą! Jak myślisz? Jak ja cię teraz upokorzę?
    Ulegle, bez słowa, przeszłam się przed nim do biurka. Oparłam się na nim rękami i wypięłam tyłek. Już wtedy poczułam się upokorzona. Ale spodziewałam się jego akcji, które jeszcze bardziej mnie pokalają. Sądziłam, że lada moment dostanę w pupę tak siarczystego klapsa, że zatrzęsą się moje pośladki. Celowo mocniej się zaparłam, oczekując siarczystego uderzenia. Ale nic takiego nie następowało. A im dłużej nie następowało, tym bardziej czułam się niepewnie.
  • Suko, nie odwracaj głowy! I pochyl się nad dziennikiem, przecież nie możesz tam czegoś doczytać!
    Pochylam się skonsternowana. Wszak coś podstępnego planuje. Całą serią klapsów wybatoży mój kuperek???

Wtem nagle, czuję, jak gwałtownie zadziera mi spódnicę do góry. Zadziera? Wręcz szarpie! Mój tyłek w koronkowych stringach zostaje natychmiast obnażony.

  • Patrz klaso! – jakby się zwracał do domniemanych uczniów – Patrz, jaki zadek ma nasza pani nauczycielka! Patrzcie! Patrzcie jakie nosi majtki! Czy nie są dziwkarskie? Nasza pani ubiera się jak kurwa? A może ona jest kurwą?!

Odgrywa to tak sugestywnie, że wręcz odnoszę wrażenie, jakby obnażał mnie przed autentyczną klasą. Czułam się autentycznie poniżona.
W tym momencie szarpnął moje stringi. Osunęły się aż do kostek.

  • A teraz patrzcie! Patrzcie, jaką pani nauczycielka ma cipę! Jaka wygolona! Chyba po to, żeby sobie faceci mogli na niej nieźle używać! Czyż nie tak, pani profesor?
    Oczywiście nic nie odpowiadam. Gnojek czeka chwilę, po czym czuję na pośladkach smagnięcie jego dłoni.
  • No czekamy pani profesor! Czekamy na odpowiedź!
    Najchętniej bym mu odpowiedziała coś stanowczo, ale przypominam sobie, że mam być uległa… co zrobić.
  • Tak… mam wygoloną cipkę… tak, po to, żeby mężczyźni mogli jej sobie używać…

Gnojek najwyraźniej jest zaskoczony moją odpowiedzią. Zaniemówił. Ale tylko na chwilę.

  • Tego właśnie oczekiwałem do pani profesor. Żeby się nam tu przyznała, że jest dziwką. Zwyczajną dziwką! Powiedz to! Powiedz pani profesor!

Zdumiałam się, że to sprawiło mi przyjemność, to gdy wypowiadałam te słowa:

  • Tak. Tak, jestem dziwką.

Ten cham tryumfował.

  • Szerzej nogi! Szerzej nogi dziwko.

Nim wykonałam polecenie, rozległ się trzask – jego dłoń siarczyście smagnęła moją pupę.

Wiedziałam, że teraz się to stanie. Pierwszy mój klient wjedzie we mnie swoją pałką.
Przerażało mnie to. Pierwszy raz w życiu, dam facetowi, za pieniądze… No może wtedy kiedy puściłam się z tym Adamem – właścicielem hurtowni było podobnie, kupił mi przecież futro… Ale to teraz tak naprawdę stanę się dziwką. Nawet nie cichodajką, ale zwyczajną kurwą… Boże… dlaczego, gdy odmieniam te słowa w myslach — tak mnie to podnieca? Jestem wilgotna, jak po niezłej grze wstępnej…

Ten ordynus szybko przyłożył kutasa do mojej dziurki.

  • O, jesteś mokra! Znaczy, chcesz go poczuć! No mów, że chcesz! Poproś mnie, żebym ci wsadził! Poproś, żebym cię wyruchał!

Beznamiętnym głosem, cicho odpowiadam:

  • Tak… wsadź mi go… proszę… Proszę, wyruchaj mnie…

Dziwię się sama sobie, że to mówię. A jednak. Czuję wielkie upokorzenie, ale też czuję pragnienie, pragnienie, żeby wjechał we mnie ostro, swoim twardym fiutem… czuję, że chcę, żeby mnie… tak, o słowo jest adekwatne… wyruchał!

  • Wedle życzenia! Pani profesor! – krzyknął.
    Po czym natychmiast wbił się w moją piczkę, niczym klinem. Nie był delikatny. Wręcz starał się być niedelikatny. Wykonywał we mnie pchnięcia, jakby mszcząc się na belferce, która zapadła mu w pamięci. A ja stojąc z rozstawionymi nogami i przyjmując je – musiałam kajać się i przepraszać go za złe traktowanie.
  • Tak… wiem, że źle robiłam… wiem, że teraz zasługuję na karę.
    A ten rypał mnie i rypał. Aż biurko suwało się po podłodze.
    Myślałam, mocno trzymając się blatu – w innym razie upadłabym na podłogę: „Kuźwa, ileż on tak może? Ile ja wytrzymam?”
    Pastwił się nade mną dłużej niż godzinę, musiał dokupić kolejną. Natomiast skutecznie udało mu się odreagować tę jędzę – jego nauczycielkę, bo ja zapamiętam go na długo.

Inny klient to bogaty prawiczek, sądził, że jeśli się uczyć – to u nauczycielki. Robił wrażenie infantylnego. Pytał:

  • Proszę panią, a jak to jest? Jak się rucha kobietę?
    O dziwo podnieciła mnie ta sytuacja… rola nauczycielki od wychowania seksualnego.
  • Chłopcze… to wulgarne słowo… ładnie jest powiedzieć – kochać się z kobietą… ewentualnie współżyć…
  • No to ja zaraz będę współżyć z panią… a jak to się robi?
  • Cóż… – Starałam się wczuć w tę komiczną sytuację i przyjąć zabawną rolę. – Widzisz Jasiu, ty masz w majtkach siusiaka, my, kobiety, mamy tam szparkę… i po prostu, chłopczyk w tę naszą dziurkę wkłada swojego ptaszka…
  • A niech pani tę dziurkę mi pokaże.
    Zadrżałam. Naprawdę ekscytowała mnie ta gierka.
  • No dobrze Jasiu… uważaj, podniosę do góry spódniczkę.
    Autentycznie drżały mi dłonie, gdy podwijałam do góry materiał kiecki. Gdy gnojek obaczył przez cienką koronkę, zarys mojej piczki, zawołał:
  • O! To jest ta szparka?! Czy to to jest właśnie cipa?
  • Jasiu… proszę delikatniej… można powiedzieć – cipka… albo muszelka…
  • Muszelka? – zdziwił się – A dlaczego muszelka? Niech pani zdejmie te gatki.
    Boże! Jak mnie to emocjonowało, gdy na oczach tego gówniarza zdejmowałam majtki. Zsunęłam je i odłożyłam na biurku.
  • A da mi pani te majtki na pamiątkę?
  • No dobrze… weź je.
    Podałam mu, a on zaczął je oglądać. Rozwinął, by przekonać się jak cienka to koronka.
  • Ale piękne!
    Po czym je powąchał! A więc na pamiątkę zostawię mu swój zapach. Dziwne to uczucie…
  • Już się pani spodniczka z powrotem odwinęła. Niech ją pani z powrotem zadrze. Chcę zobaczyć tę piz… muszelkę.
    Znowu uniosłam kieckę. Tym razem miał przed sobą moją zupełnie nagą szparę.
  • Ale fajna ta… cipka! Mogę zobaczyć z bliska?
    Znów zadrżałam, gdy przysunął głowę i przyglądał się mojej psitce.
  • Ale starannie wygolona!
    Nie wiedzialam, czy powinnam podziękować za taki komplement.
  • A czy jest ciasna? Mogę dotknąć?
    Ledwie cicho wyszeptałam: – tak, a już dwa paluchy rozsuwały wargi mojej cipki.
  • Ale fajna! Wilgotna!
    Zastanawaiałam się czy go uświadamiać, co oznacza gdy kobieta jest wilgotna?
    Ale już moje uszy świdrowały kolejne pytania:
  • Mogę wsadzić paluszki głębiej?
    I nie czekając na odpowiedź, wepchnął mi je do pochwy.
  • Nie znam się. Ale chyba jest ciasna.
    Czułam jak mi piczka pulsuje.
  • A co proszę panią, jak pizdeczka jest za ciasna? A kutas gruby?
    Nieustannie czułam nietypowy rodzaj podniecenia. Zwłaszcza teraz, gdy jego paluchy buszowly w mojej dziurce.
  • Nie przejmuj się tym. My, kobiety jesteśmy tam elastyczne…
  • A to dobrze…
    Po czym zaczął urządzać mi regularną palcówkę. Do tego stopnia, że nie mogłam pwstrzymać westchnień.
  • A postawi mi pani mojego kutaska?
  • Taaak…
    Pochylilam się nad nim i rozpięłam rozporek jego spodni. Wkrótce uwolniłam jego męskość. Była przeciętnych rozmiarów i już twardniała.
    Wzięłam ją do ust. Mlodzieniec był wniebowzięty. ilka ruch wargami, a jego przyjaciel prężył się jak dragon przed cesarzem.
  • To jak ja teraz mam włożyć go w tę… muszelkę?
    Pociągnęłam go na kozetkę. Szeroko rozłożyłam przed nim nogi, po czym zaprosiłam go.
  • Możesz położyć się na mnie.
    Niemal natychmiast poczułam na sobie ciężar chłopca. Nie za wielki ciężar.
    Jednak młokos, mimo wielkich chęci, nie potrafił wcelować się w moją dziurkę.
  • Tak bym już chciał! Chcę pani wsadzić!
  • Cierpliwości… pomogę ci…
    Jeszcze szerzej rozchylilam uda… po czym naprowadzałam ręką jego kuśkę na moją szparkę. Czub męskości zaczął się ocierać o mojego ślimaczka.

Pierwszy Raz z Nauczycielką

Chcę wam opowiedzieć o mojej historii z nauczycielką o wf-u, więc wszytko zaczęło się tak. Jak zawsze rano wstałem, wyszykowałem się i poszedłem do szkoły, po trzeciej godzinie lekcyjnej miałem wf. Nie ćwiczyłem na wf ponieważ zapomniałem stroju, gdy siedziałem na ławce, moja nauczycielka od wf-u pokazywała ćwiczenie i wypięła się w moją stronie, przed moją twarzą na odległość mniej więcej 15cm była jej cudowna pupa, od razu mi stanął, miałem wielką ochotę pomacać ale się powstrzymałem. Gdy lekcja się skończyła i poszedłem na inną lekcje i wróciłem do domu. Następnego dnia był turniej w szkole i poszedłem obejrzeć jak grają moi koledzy, spotkałem tam moją nauczycielkę od wf-u, piękną brunetkę o dużych okrągłych piersiach i jędrną pupą, po 10 minutach podeszłą do mnie i zapytała czy nie pomógł bym jest zanieść stół do pingponga do małej sali gimnastycznej, zgodziłem się, gdy wnieśliśmy stół to zapytała czy podoba mi się, nie wiedziałem co powiedzieć ale nieśmiało odpowiedziałem, że tak, podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta, nie wiedziałem co zrobić i ale zacząłem się z nią całować, gdy się tak całowaliśmy jakieś 2 minuty, popchnęła mnie na stół i zaczęła ściągać mi spodnie, gdy ściągnęła mi spodnie, zaczęła ściągać bokserki i zaczęła robić mi loda, gdy skończyła zaczęła ściągać sobie bluzkę i spodnie, usiadła na moim penisie i wsadziła go sobie w cipkę i zaczęła podskakiwać, uprawialiśmy seks jakoś 30 minut, w tym czasie zmieniła kilka razy pozycje, nigdy tak dobrze się nie czułem, gdy skończyliśmy powiedziała, że następny raz będzie u niej w domu i że widzimy się jutro. Tak zakończył się mój pierwszy raz, w ciągu 1 miesiąca zrobiliśmy to 3 razy i ciągle to robimy.

Sanatorium. Marta u chrześniaka

Czaruś Bałamut, Jan Kogut, woźny Tercjan pseudo Wykidajło, kierowca Andrzej Woźnica
Lizus Proteusz,
Ślad patyny na meblach, Konsola drewniana, Lustro w złoconej ramie
osamotniona okolica, kilka willi, knajpka z pensjonatem, burdel i ruiny zamku

przy pensjonacie – pomylenie z prostytutką – ile za wzięcie do buzi a ile w cipkę
Wyobraziłam sobie, jak to bybyło być prostytutką – musiałabym mu najpierw zrobić dobrze ustai… potem pozwolić, żeby we mnie wszedł… żeby używał sobie mojej cipki jak gumowej pochwy…
W knajpce – twoja ciocia nosi ładne pończochy!
druga wizyta u koguta – ręka
z chrześniakiem w ruinach zamku – wiatr – wyznanie chrześniaka – podglądałem – potem wyznanie, że wie, że mnie zmacali – przepychanie się po ruinach upadek na plecy – pocałunek

Zaskakująco długo stroiłam się przed tym wyjazdem. Dwa razy zmieniałam pończochy. Najpierw założyłam cieliste, po

przypomnienie chrześniaka

  • podczas odkurzania kołuszą i dają wgląd, zmywania podłogi, na kolanach majtaja się
  • podczas czynności kuchennych omal nie wyskoczą z bluzeczki
  • kradzież bielizny
  • pozostawienie latopa ze zdjęciami
  • zapinanie sukieni – nauka tańca
    Wszystkie wakacje i sporo weekendów spędzał u mnie. Nie raz zabierałam go też na wycieczki. Gdy był mały, koniecznie chciał spać ze mną w jednym łóżku. A ja mu na to pozwalałam. Wręcz stwierdzałam sobie – wreszcie jest jakiś osobnik rodzaju męskiego, z którym regularnie sypiam. Zbyt długo mu na to pozwalałam… Ale uwielbiałam to, gdy przez sen dotykał mojego biustu… Dziwnie kręciło mnie, gdy zaobserwowałam u niego pierwsze wzwody… Zabroniłam mu spać ze mną, gdy pewnego razu rozmazałam rękę w mokrej, kleistej substancji. Soją drogą potem, tę substancję znajdowałam w łazience na różnych częściach mojej garderoby: w miseczce stanika… na mojej eleganckiej czarnej spódniczce… wreszcie w moich koronkowych majtkach… Były ułożone w taki sposób, że nie pozostawiały wątpliwości, że on się nimi po prostu onanizował! Pamiętam, jaką miałam wredy chorą, ale przemożną chęć – naciągnąć te pobrudzone majtki na pupę… poczuć jego wilgoś na mojej cipce…
    Niezdrowa niewątpliwie była moja nieustanna ochota prowokowania biednego chłopca. A to, gdy był u mnie, zapominałam założyć stanika, natomiast bluzkę wybierałam bardzo obcisłą… Uwielbiałam wręcz wówczas obserwować jego twarzyczkę… miny jakie robił, gdy nie mógł wprost oderwać wzroku od moich sutków przebijających się zuchwale przez materiał, jak pierwsze roślinki wiosną wyrastające z ziemi…
    Innym razem pamiętam, jak przez cały ranek rozdziawiał gębę… A to za sprawą mojego stroju. Byłam w szlafroczku, który był niezwykle prześwitujący. Doskonale widać było przezeń, to co miałam pod spodem, a miałam właśnie koronkowe body i pończochy. Cholernie seksowne body. Całości dopełniały wysokie szpile. Zatem doskonale widział kształt mojej figury, w tym moje krągłe półkule. Zdawałam sobie sprawę z niestosowności zachowania, karciłam się w duchu, ale i tak nie mogłam się przemóc i zaniechać tego.
    Nawet rozmowy z chrześniakiem prowadziłam w kierunku obszarów damsko-męskich.
  • cipka wilgotnieje
  • nazewnictwo – wagina-cipa, prącie-kutas-siusiak
  • Ciociu… wstydzę ci się o tym mówić, ale ja nie mam z kim rozmawiać o seksie… Z kolegami o tym nie gadam, a matka mnie sztorcuje, jak chcę się o coś takiego zapytać…
  • Ależ śmiało rozmawiaj ze mną. Po to jestem twoją chrzestną… Chętnie odpowiem na wszelkie twoje pytania.
  • Sam nie wiem o co pytać… Powiedz mi ciociu, co twoim zdaniem jest ważne? Co powieinenem wiedzieć.

wieszanie upranej bielizny na sznurze – sam wieszał moje stringi

zapnij sukienkę
przymierzałam wieczorową kieckę – sądzisz że twoja ciotka spodoba się na weselu
ależ był zazdrosny – Ciociu, a nie będą cię tam podrywać?

– przekraczali granice

– pchali łapy tam, gdzie nie powinni

  • Tak. Obmacywali mnie. Obmacywali w tańcu.
  • Ojej! I jak ciociu zareagoewałaś?
    Pomyślałam, że to wywoła zazdrość i podniecenie u gówniarza
  • No właśnie za mało stanowczo.
    Ależ ekscytowała mnie ta rozmowa, zwłaszcza, gdy wyobraziłam sobie, że szczyl wyobraża sobie swoją ciotkę w eleganckiej sukni, podczas, gdy ma obmacywane cycki przed podpitych „wujków”.

prace domowe – zagladanie pod spódnicę
Często wykorzystywałam chrześniaka do różnych prac w domu. Na przykład pomagał mi przy wieszaniu prania na sznurze. Zawsze dostawał tę miskę z praniem, w której znajdowała się moja bielizna. Wielką frajdę sprawiało mi obserwowanie, jak równo rozkłada na sznurku moje koronkowe stringi, tudzież haleczki, albo gorsety i staniki. Dzięki temu, doskonale wiedział, jak seksowne ciuszki nosi pod kiecką jego ciotka. Poznał moje upodobanie do koronek, falbanek i kokardek. Ze szczególnym namaszczeniem wieszał moje majtki, jakby dlatego, że to ten materiał, który opina moją cipkę…
Nierzadko prosiłam go o pomoc w czynnościach, które wymagały wspinania się, jak na przykład w rozwieszeniu bluszczu, który rozrósł się nadiernie pod sufitem. Zwykle jego udział polegał na asekurowaniu mnie. A jakoś tak się składało, że zazwyczaj mialam na sobie wtedy krótkie i rozkloszowane spódniczki… Zrazu przy takich czynnościach nie wykorzystywał sytuacji i nie próbował zajrzeć mi pod spódnicę. Ale, co kolejny raz, tym śmielej sobie poczynał… A mnie to niesamowicie podniecało, że gapi mi się pod kieckę… Że widzi moje zakończenia pończoch, a może i majtki… Że może nawet dostrzec materiał koronki opinającej moją cipkę… a może nawet jej zarys. Cholernie się wtedy podniecałam.

kąpiel

reserch
lokalny portal: podglądał uczenice pod prysznicem, zamontowana kamerka, podrywa studentki i ich mamy, rano zaprosił do gabinetu Andżelikę, po południu jej mamę, która przyjechała w odwiedziny do Andżeliki, uczennice wracały do domu bez cnotek, a jedna mamuśka z Puław, która zatrzymała się w Karpatach na całe wakacje, wróciła do domu z brzuszkiem…
mamuśka na biurku z zadartą spódnicą – od razu wyobraziłam siebie – z nogami bardzo wysoko w górze, w kabaretkach i lakierowanych szpileczkach opartymi o ramiona

droga

  • pokazanie manszety
  • pociąg – Odnoszę wrażenie, że mężczyźni, którzy siedzą w przedziale, wiedzą po co jadę. Czytam w ich myslach: „Co za wyzywająca mini! Na bank założyła ją w jakimś celu! Może chce kogoś poprowokować? A może jedze komuś dać!”. Rozpędzałam się w tym moim fantazjowaniu co do mysli mężczyzn. Zbyt wybujale wodziłam wodze wyobraźni. „Jedziesz pewnie nadstawić tyłka! Ciekawe komu się wypniesz? Czy jakiemuś młodemu gogusiowi? A może rozłożysz te swoje zgrabne nóżki przed jakimś oblechem?”

Chłopcy, zwłaszcza jeden, u którego dało się zauważyć widoczny wzwod, wygladali jak naladowani testosteronem, jakby myśleli tylko o jednym, byle móc zapakować w jakąś dziurę! Byle jaką dziurę!

  • młody kierowca flirtuje ze mną w autobusie
  • upskirt
    Celowo założyłam nogę na nogę tak, żeby spódnica nieco się podwinęła, coby było można już dostrzec koronkę mojej pończochy.
  • Nie mogę się skupić na drodze, bo ciągle zerkam na pani nóżki!
    Cieplutko mi się zrobiło pod wpływem tego komplementu, ale też delikatnie się speszyłam. Jakby chcąc ratować sytuację, zaczęłam poprawiać spódnicę, ale chyba jedynie po to by wykazać, że jet tak krótka, że niewiele mogę nią zakryć…
  • Ojej… przepraszam, czy mam iść na tył autobusu?
  • Nie ma mowy! Niech tu pani zostanie, bo tak miło mi się z panią gada… to na czym to skończyliśmy? Że pójdzie pani do dyrektora sanatorium? Tylko niech pani uważa… To podobno pies na baby! Jak to mówią u nas, żadnej spódniczce nie przepuści! A już jak zobaczy taką szprychę jak pani…
  • Ojej… niech pan nie przesadza… – jednak nie potrafiłam ukryć zadowolenia komplementem – ale, co ma pan na mysli mówiąc, że żadnej spódniczce nie przepuści?!
  • Ano… że każdą musi zbałamucić, podobno niejedna gąska straciła wianek… a niejedna dziewoja potem chodziła z brzuchem… Ale najbardziej lubi ślicznotki… takie eleganckie damulki… zwłaszcza takie, które mają czym oddychać… Czyli… wypisz-wymaluj takie, jak pani!
  • Och…
  • Także, niech pani uważa. Na pewno na taką żyletę jak pani, to będzie miał mocną chętkę! Jeszcze jak zobaczy panią w takiej miniówie! To ho ho!
  • Ale co – ho ho? – Celowo zadałam głupie pytanie, żeby powiedział coś pikantnego. Bardzo chciałam tego słuchać. Przypatrywałam się chloopcu – nieustannie zerkał na moje nogi. I nie tylko n

Byłam przerażona. Dowiedziałam się, że mój ukochany chrześniak Maksymilian znalazł się w niemałych kłopotach. Właśnie przebywał w sanatorium w Beskidach.
Jako chłopiec nieśmiały i niezaradny, często poniewierany przez kolegów, wreszcie został wrobiony kradzież-włamanie do sklepiku.

Pojechałam tam bezzwłocznie. Jego egzaltowana i wiecznie schorowana matka, mogłaby jedynie zaszkodzić.

W uzdrowiskowej miejscowości przywitała mnie typowa jesienna aura – mżył deszcz. Nieco zmarznięta i przemoczona dotarlam na miejsce.
Sanatorium mieściło się w dużej, podkarpackiej willi. Przedwojennej, nieco zaniedbanej, ale z duszą. Fasada przywodziła na mysl mroczne horrory, a ganek był porośnięty bluszczem. W parku – ogrodzie rosły stare, wielkie drzewa z olbrzymią sekwoją na czele.

W wyjątkowo duym ganku minęłam grupkę chłopców, którzy hardo omiatali mnie spojrzeniami. Dostrzegłam uśmieszki ironiczne i napastliwe. Fakt, wygladałam dość ponętnie. Wiedząc, że pan dyrektor bywa nieobojętny na kobiece wdzięki, przyjechałam ubrana odpowiednio. Założyłam krótką i obcisłą, jasną spódnicę, delikatne, bardzo zgrabne kozaczki na obcasie, do samych kolan, rozpinaną bluzkę z dekoltem, a na nogi porządne włoskie pończochy – żeby poczuć się jeszcze bardziej seksownie.

Czułam wzrok każdego z tych gówniarzy, Na nogach… na pupie… na piersiach.

Zrobiło mi się nieswojo, słysząc ciche gwizdy i szepty, które wyławiałam:

  • Szarpałbym jak Reksio szynkę…
  • Targałbym jak komornik szafę
    Kąsałby jak szczerbaty suchara.
  • Klepałbym jak babcia papierz
  • Brałbym, jak rolnik dopłaty…
  • Rąbałbym, jak górnik węgiel
  • Siedziałbym jak szpak na czereśni

Młóciłbym jak rolnik zboże
Dziobałbym jak wróbel ziarno
Pukałbym jak dzięcioł w korę

O dziwo, z jednej strony, te uwagi mnie skrajnie zawstydzały, z drugiej, czułam, że mnie to w jakiś dziwny sposób… podnieca…

Gdy weszłam do ogromnego holu – dopiero poczułam posępny klimat miejsca. W mrocznym pomieszczeniu przykuwał uwagę wiekowy piec z brązowych kafli.

  • Achhh!
    W tym momencie aż podskoczyłam, gdy tuż za plecami usłyszałam metaliczny, jakby grobowy gong. To antyczny, wielki, stojący zegar z olbrzymim wahadłem wybił godzinę.
    -Niech się paniusia tak nie lęka! – Uspokajał mnie tubalny głos.
    Wąsaty i gruby woźny, po pięćdziesiątce, wbijał we mnie wzrok. A raczej w mój biust.
    Tak, bluzka takoż jak spódnica, była bardzo obcisła, a przez to, że przylegała do ciała, zdradzała swą zawartość.
    Mimo, że jestem dumna z faktu bycia „cycatką”, często czułam się niezręcznie, przyciągając swymi „zderzakami” oczy rozochoconych mężczyzn. Nieco nieprzyzwoity uśmiech woźnego zdradzał, że należy on do tej części rodu męskiego, która ceni sobie wyjątkowo właśnie te niewieście walory.
    Odruchowo osłoniłam piersi połami żakietu.
  • Gdzie znajdę gabinet pana dyrektora Cezarego Bałamuta?
  • Korytarzyk w lewo. Oj, ucieszy się nasz Czaruś z takiego gościa… Nie pamietam, kiedy zaglądała tu tak elegancka i tak urodziwa lalunia! – zachichotał pracownik sanatorium.
  • Dziękuję… – odparłam cicho.

Musiałam spotkać się z dyrektorem placówki, by błagać go o pomoc w sprawie Maksa.

Gabinet Cezarego Bałamuta okazał się nie mniej mroczny. Klimatu, jaki tworzyły ciężkie, ciemne zasłony, meble pokryte patyną, pamiętające prawdopodobnie czasy cesarza Franciszka Józefa, nie ocieplała wysuszona palma stojąca przy oknie.
Woń tytoniu wskazywała, że szef sanatorium nie zabiega szczególnie o zdrowie. Podobnie jak jego sylwetka – z wyraźną nadwagą.
Pan dyrektor, mężczyzna dobrze po czterdziestce, zmierzywszy mnie od stóp do głów, uśmiechnął się i przywitał, całując w mnie rękę.

  • W czym mogę pomóc tak pięknej pani?
    Przyglądał mi się bacznie, wręcz czułam, jak rozbiera mnie wzrokiem. A ja przyjęłam rolę – którą lubię najbardziej – nieśmiałej, bezradnej kobietki, zdanej na niego. Oczywiście, podziwiającej zdolności organizacyjne i zarządcze pana dyrektora. Cały czas uśmiechając się, łopocząc rzęsami i co rusz sięgając ręką do włosów, by się nimi bawić, układać je.
    Gdy wyłuszczałam sprawę, mężczyzna nie tylko patrzył się mi prosto w oczy. Ewidentnie szukał fizycznego kontaktu. A to pochylał głowę w moją stronę, niemal dotykając twarzy, a to kładł rękę na plecach. A to na kolanie…
    Przedstawił swój punkt widzenia. Dawał do zrozumienia, że Maksymilian będzie miał „ciepło” ale… właściwie wszystko zależy od niego – szefa sanatorium.
    Zdobył się na to, żeby pocierać palcami mój policzek.
    A ja nadal wdzięczyłam się do niego, nadal uśmiechałam, co raz przekładałam nogę na nogę, przy okazji wygładzając skąpą spódniczkę, tm samym ściągając jego wzrok na moje uda.
    Pozwalałam mu na gładzenie oich pleców, na ściskanie za ramię. Chciałam stworzyć wrażenie, jak jestem mu bardzo przychylną.
    Chociaż gdy ręce dyrektora stawały się zbyt śmiałe i lądowały na moim kolanie – odwodziłam jego dłoń, jednak nadal uśmiechając się grzecznie, jakby sugerując – „Może jestem uległa… ale trzeba trochę czasu…”
    Na przemian, a to patrzyłam mu prosto w oczy, a to wstydliwie spuszczałam wzrok. To go ośmielało. Oczywiście nie dawał za wygraną. Ręce coraz częściej lądowały na moich kolanach. Zawsze działo się to podczas jego wywodów, co jakby miało dawać uzasadnienie dla bardziej emocjonalnych odruchów mężczyzny.
    Wreszcie nie odsunęłam jego dłoni. Pozwalałam by trzymał mnie za kolano.
    Niewątpliwie uznał to jako przełamanie pierwszej lini obrony, bo na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
  • Ileż to ja serca wkładam w prowadzenie tego sanatorium! Ale czy ktoś to doceni? Czy ktoś zrewanżuje się choć dobrym słowem?!
    Po każdym ze zdań, ręka uciskała moje kolano. Jakby badał moje reakcje.
    Lecz, gdy nadal pozwalałam dzierżyć się za nogę, a do tego wzmacniałam to pochwałami:
  • Ależ nie można nie docenić pańskiego wkładu w rozwój ośrodka… pańskiej ręki…
    W tym momencie ta ręka poczuła się pewniej i najpierw ściślej ścisnęła kolano, czym wywolała moje westchnięcie, po czym ruszyła, sunąc na udo.
    Teraz znów go powstrzymałam, bez słów, lecz nadal uśmiechając się.
    Odniosłam wrażenie, że moje opieranie się, przez to, że nadal pozostaję miła, trzepoczę rzęsami i nie przestając się uśmiechać, cholernie go kręci. Jakby chciał być zdobywcą, który małymi kroczkami dąży uparcie do objętego celu.
  • A wie pani, a ja tak pomagam ludziom! Nawet teraz, w tej sprawie pani chrześniaka.
    W tym momencie dłoń znów zladowała na moim udzie, chociaż dość delikatnie. A ja, słysząc o Maksiu, już nie próbowałam nawet udawać, że ją odpycham.
    Czułam się nieswojo, gdy czułam jak puszki jego palców przesuwają się na obszarze między moim kolanem, a brzegiem spódnicy. Ale podejmowałam gierkę.
  • Na prawdę?! Chce pan pomóc Maksiowi?! Nawet nie wie pan, jak będę panu wdzięczna!
  • A jak bardzo?! – zawiesił głos, jednocześnie już pełną dłonią chwytając moje udo.
    Zastanawiałam się przez chwilę, co odpowiedzieć na tak sugestywne pytanie, do którego przecież sama go sprowokowałam.
    Dyrektor wykorzystywałe tę chwilę do gładzenia mojej nogi.
  • Ależ bardzo… bardzo. Panie dyrektorze.
    Rzuciłam mu szczególnie ponętny usmieszek.
    „A myśl sobie stary capie, że mnie zdobędziesz. Ale… nie dla psa kiełbasa!”
    Pomyślałam, że warto zagrać damulkę, która nie wyklucza, że mu ulegnie, ale oczywiście planując, że gdy tylko sprawa Maksia zostanie załatwiona, zostawię dyrektora z niczym.
    Mój filuterny uśmiech dał mężczyźnie impuls do śmielszych poczynań. Palce jego dłoni wdarły się pod brzeg spódnicy. Oczywiście natychmiast go powstrzymałam.
  • Och… zdaje się, ze można tu rozpoznać żyłkę uwodziciela…
    Cezary, próbując uzasadnić swe poczynania, chwycił w palce rąbek kiecki.
  • Ależ ja tylko zachwycam się tą elegancką spódniczką. Tym wspaniałym materiałem…
    Trzymając za brzeg spódnicy, uniósł ją delikatnie, tym samym ukazując mój kobiecy sekret, czyli koronki pończoch. Bez dwóch zadań, działało to wielce na Bałamuta.
  • Co ja widzę! Pończoszki! Uwielbiam, gdy kobietki je noszą! A taka damulka jak pani… od razu domysliłem się, co kryje się pod tą piękną spódniczką!
    Udałam, że jestem bardziej skrępowana niż byłam.
  • Ach! Panie Bałamucie! Zdaje się, że ma pan adekwatne nazwisko do swego temperamentu…
    Trzymałam się za materiał kiecki, w obawie, by nie zadarł jej wyżej.
    Znów dostrzegłam ten sam banan na jego twarzy, świadczący moim zdaniem, że bardzo go to podnieca, gdy się trochę opieram. A czyż może być coś słodszego, od takiego delikatnego opierania się?
    Pan Czaruś znów przypomniał, jaki to on jest wyrozumiały i szlachetny. No i że zrobi co w jego mocy dla Maksymiliana.
    Jakże ja mogłbym w takiej sytuacji być stanowcza?
    Pozwalałam, żeby gładził moje plecy, ramiona, wreszcie talię. Niebezpiecznie zbliżał się do biustu. Gdy zaczął się o niego ocierać, znowu go powstrzymałam.
  • Panie Cezary… – wyrwało mi się, zwrócić się doń po imieniu – jestem bardzo zobowiazana, w związku z Maksem… ale… jest pan zbyt szybki…
    Celowo dobierałam słowa – i powiedziałam – „zbyt szybki”, a nie, że jego zachowanie jest niewłaściwe, po to, żeby zostawić mu „furtkę”, że jest szansa na uwiedzenie mnie…
    To oczywiście nie zniechęciło go. Trzymając mnie w talii, ustami cmoknął mnie w kark.
  • Ach… – westchnęłam – panie Czarku…
    Odebrał to jako przyzwolenie i przesunął swe wargi z karku na szyję. Szepcząc:
  • Pomyślimy… Pomyślimy o małym Maksie.
    Mówiąc to, powolutku, powolutku kierował się w stronę mojego dekoltu. Spóźniłam się z powstrzymaniem go i dyrektor zdolał rozpiąć guzik bluzki, przez co zyskał doskonały wgląd w rowek między moimi piersiami.
  • Panie dyrektorze… co pan robi…?
  • Podziwiam panią! Skoro trafiła mi się taka slicznotka… Pozwoli pani… – W tym momencie szybko podciągnął mi nieco spódniczkę. – Że znów zerknę ociupinkę na pani pończoszki…
    Nawet nie zdołałam zaprotestować, gdy wjechał z ustami w dekolt, w rowek między moimi półkulami…

W tym samym momencie rozwarły się drzwi. Stojący w niej dwaj chłopcy mogli wyraźnie zobaczyć że mam zadartą kieckę i twarz dyrektora Bałamuta w dekolcie.
Ależ się zawstydziłam! Co oni sobie mogli o mnie pomysleć? Że tak łatwo pozwalam szefowi sanatorium na dobieranie się do mnie.
Mimo, że Bałamut na nich nakrzyczał, że wchodzą bez pukania, nie tracili rezonu. Zachowywali ironiczny usmieszek na ustach, nawet rzucili półgębkiem drwiąco.

  • A my nie wiedzielismy, że tu chodzi o pukanie…
    Poczułam się jeszcze bardziej poniżona…

To chodźmy na osobność.
Zaprowadzili mnie do ciasnej szatni przy małej salce gimnastycznej. Czułam się bardzo nieswojo, zwłascza, że miałam poczucie, że jestem sama wobec kilku samczyków, którym buzują hormony… Widziałam jak łapczywie patrzą, to na moe nogi… to na dekolt. Wiedziałam, że kusa spódniczka, tylko wziększa ich apetyt na mnie. Byłświadoma także, że trudno byłoby mi uciec przed nimi z tego pomieszczenia.

  • Pewnie dyro coś czarował. Jaki to on pomocny i że dużo może…
  • Tak…
  • Ale to my byliśmy na miejscu, i to my wiemy jak dokładnie wszystko się działo!
  • Dlatego z wami rozmawiam…
  • No, a widzieliśmy paniusiu, że pozwalałaś sobie podciągać spódniczkę…
  • Nie…
  • Nie?! Przecież widzieliśmy jak za nią trzymał. Jak ją podciągnął! Ale widzieliśmy, że zaglądał w bluzeczkę… widzielismy jak ją wstydliwie rozpinałaś…
  • Nie proszę…
  • A to my wiemy kto rozwiercał zamek w drzwiach… Wiemy gdzie był ten oferma…
  • I nie możemy pozwolić, żeby nas pani traktowała gorzej niż dyrektora!
  • Ach… jak mam to rozumieć…?
    Ależ się krępowałam!

Chcą się spotkać wieczorem!
Dlaczego podnieca mnie myśl, że spotkam się z nimi w odludnym miejscu! Ja sama, bezbronna, a ich kilku… podnieconych mną, świadomych jaką noszę bieliznę…

Nie mogłam dopuścić, żeby mnie tam chwycił.

  • Panie dyrektorze… jest pan zbyt szybki… – jakby dając do zrozumienia, że niczego nie wykluczam, ale „zdobywanie twierdzy” wszak wymaga czasu…
    Najwyraźniej, mimo że robił wrażenie nadto niecierpliwego, podobało mu się to, że trochę się będzie musiał postarać. Podobnie jak podobała mu się moja rola bezradnej kobietki, zadanej na jego łaskę. Chociaż dyrektor w sumie nic nie wskórał, to i tak z jego gabinetu wychodziłam w potarganej bluzeczce z rozpiętym guziczkiem i pogniecionej spódniczce…

Gdy znalazłam się w ponurym, mrocznym korytarzu, za plecami usłyszałam komentarze chłopców siedzących na ławeczce. Mówili teatralnie ściszonym głosem, specjalnie, żebym dosłyszała. – Niezła dżaga. Pewnie dyro wziął ją porządnie na warsztat! – A jakie ma walory! Jak myślicie, dlaczego ma rozpiętą bluzkę…? – Boże, ależ mnie te teksty podniecały! Ciekawe co oni sobie o mnie myślą?! Czyżby wyobrażali sobie, że doszło do czegoś więcej?
Postanowiłam ich zagadać. Może coś wiedzą o Maksie? Wiedziałam, że takie ancymonki nie muszą być skorzy do udzielania informacji, dlatego postanowiłam ich kokietować. Kołysząc kusząco biodrami, podeszłam do młodzieńców. Zaczepnymi uśmieszkami dowodzili swej zawadiackości. – Dzień dobry chłopcy… czy możecie mi coś powiedzieć o sprawie Maksia… jestem jego chrzestną. – Zrazu milczeli, patrząc wyzywająco. Gdy jednak słodko uśmiechałam się, kusząco łopocząc rzęsami, jeden z łobuziaków, jakby wyczuł jakąś okazję. – A… to ten młody! – I zasugerował, że dużo wiedzą i dużo mogą. Jakby chcąc wzmóc moją ciekawość, zapowiedział, że teraz nic nie powie, ale wieczorem, jeśli przyjdę do „salonu” czyli opuszczonego pomieszczenia z tyłu sanatorium, wiele się dowiem. Trochę mnie przeraziła wizja spotykania się z takimi gagatkami w niezbyt bezpiecznym miejscu, ale o dziwo, z drugiej strony, podnieciła mnie ta perspektywa: oto ja sama i kilku takich huncwotów w odosobnionym pomieszczeniu… – No dobrze… – udawałam, że waham się, ale wyraziłam zgodę.

  • Choźmy zatem.

1 kamerka
1 wizyta u Maxia
dyrektor – klaps na wejściu do pokoju, chłopak – 2 palce w kółeczko, rozmowa o salonie – pohulamy z ciocią, park – punkt widokowy, dyrektor – za pupę, „mieć”, za -wsze – liczyć,

Od hojnego dyrektora dostałam klucze do pokoju gościnnego. Mogłam przenocować i to na koszt sanatorium. Poszłam się odświeżyć. Gdy przekroczyłam drzwi, ujrzałam dość przyjemnie, eklektycznie urządzone pomieszczenie, z przedwojennymi meblami, kominkiem i łożem. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Maleńki przedmiot przytwierdzony w rogu, między ścianą a sufitem. Przeszły mnie dreszcze, bo przeraziłam się, że to jakaś minikamerka.
Pomyślałam – a to zboczeniec z tego dyrektorka! Pewnie chce sobie podglądać babki w tym pokoju, takie jak ja! Jak się przebieramy, jak zdejmujemy staniki i majtki! Chce sobie pooglądać nas nagie! Zobaczyć jakie mamy cycki! Ale, o dziwo, ta myśl tak samo jak mnie oburzyła – tak samo – mnie jednak podnieciła. Wyobraziłam sobie, że taki napaleniec – podglądając mnie, by rozpiął rozporek, wyciągnął swego fiuta… i patrząc na mnie – może nawet się onanizując? Pomyślałam wówczas, że przecież to działałoby absolutnie na moją korzyść! Szef sanatorium nakręcony na mnie, byłby o wiele bardziej skory do pomocy… A mi w to graj.
ajpierw prężyłam się przed lustrem. Wielkim, ze złoconymi ramami.
Pomyślałam, ze później się wykąpię. Najpierw musze odwiedzić Maks ia.
Postanowiłam poprawić makijaż, zaczęłam od szminki. Przesadnie wywijałam usta malując je. Wiem, jak są duże i wiem, jak działa na facetów widok kobiety w kuszący sposób używającej szminki. Może pan dyrektor Cezary chciałby posiąść moje usta? I wyobraża sobie, jak to robi? A może – świńtuch – jeszcze inaczej fantazjuje na ich temat? Może wyobraża sobie jak pakuje mi w nie swojego „freda”? Może wyobraża sobie jak moje wargi zaciskają się na nim, a on się w nich porusza?
Rozprowadzę teraz szminkę języczkiem. Niech sobie wyobraża mój język pracujący na jego „berle”…
Nie mogłam się powstrzymać. Zagadałam „do lustra”.

  • Panie dyrektorze… a czy teraz się panu bardziej podobam? Czy nie kuszą pana moje usta?
    Pokołysałam przed wielkim zwierciadłem biodrami.
  • Czyż nie spodobało się panu, to, jak się poruszam…? Jak kręcę tyłeczkiem?
    Jak na zawołanie, zamerdałam kuperkiem do lustra.
  • No

Rozpięłam bluzkę. Miałam świadomość, że w tym włoskim staniku muszę wyglądać seksownie, że doskonale widać jak obfite mam piersi… Coś mnie podkusiło. Półgłosem wypowiedziałam słowa: – Panie dyrektorze… jaka szkoda, że to nie przed tobą tak się rozbieram… ależ uroczo byłoby tak zrzucać me ciuszki przed tak szarmanckim dżentelmenem… prezentować swe wdzięki tak interesującemu mężczyźnie…

Pomyślałam, że jeśli to jest kamerka, to na pewno zbiera też taki dźwięk…
Powoli rozsunęłam zamek spódnicy i jeszcze wolniej zsuwałam ją wzdłuż nóg. Wkrótce leżała na podłodze, a ja nachyliłam się, żeby ją podnieść i odrzucić także na szafkę. Moja pupcia musiała prezentować się kusząco w skąpych stringach, zaś pończochy niewątpliwie uwypuklały zgrabność długich nóg w szpilkach.

  • Och… panie dyrektorze… czyż nie wspaniale byłoby zdejmować spódniczkę na twoich oczach… czy nie spodobałabym ci się w tych pończoszkach?
    Jakby na potwierdzenie tego, pokręciłam kuperkiem, stojąc przed lustrem. Po czym sama sobie przycięłam delikatnego klapsa.
  • Auuaa! – zakrzyknęłam – Panie dyrektorze… czyż nie miałby pan ochoty, przyrżnąć mi w mój zgrabny tyłeczek? Zwłaszcza gdybym, specjalnie dla pana kołysała biodrami lub wypinała się?

Wreszcie zaczęłam głośno się zastanawiać, specjalnie się przekomarzając.

  • Czy ja powinnam zdjąć biustonosz?
    Pomyślałam sobie, że jeśli dyrektor rzeczywiście śledzi widok z kamerki, pewnie nieźle się nakręca. Może nawet pokrzykuje w swym gabinecie: – No dalej damulko! Szybciutko ściągaj stanik!

Więc na głos odpowiedziałam wyimaginowanemu rozmówcy.

  • No cóż… skoro mam ściągnąć staniczek… niechaj tak będzie…
    Po czym chwyciłam paluszkami haftki i go rozpięłam. Pomyślałam sobie, że jeśli rzeczywiście stary pryk śledzi mnie w kamerce, to teraz nie może się doczekać widoku moich nagich piersi.
    A cóż może być przyjemniejszego w takiej chwili, niż droczenie się… nakręcanie napaleńca.
    Dlatego chodziłam po pokoju z rozpiętym stanikiem, nie zdejmując go z piersi. W uszach wręcz słyszałam nagabywanie dyrektora. – Suczko! Nie daj mi czekać! Ukaż mi swe słodziutkie bimbałki!
    Zatem nadal drocząc się, bawiłam się biustonoszem na piersiach, jakbym sprawdzała czy dobrze leży.
  • Panie dyrektorze… czyżby chciał pan ujrzeć moje piersi? Ocenić, czy są foremne? Zatem… proszę.
    Po czym zamaszystym ruchem odrzuciłam stanik, tak, że upadł na podłogę.
  • Szkoda, że tego nie widzisz panie dyrektorze… oglądałbyś sobie moje duże… jędrne… cyce…
    Ujęłam je w dłonie i „zamajtałam” nimi, najpierw w lewo, potem w prawo. Porządnie. Jakbym chciała zademonstrować ich możliwości. Jakby po to, żeby potencjalny obserwator mógł wyobrazić sobie, jak zachowują się podczas stosunku…

Moja zabawa podniecała mnie niemożebnie, czułam się jak w transie. Miałam olbrzymią ochotę kontynuować spektakl, nie mogłam się powstrzymać.

  • Panie dyrektorze… oczywiście nie muszę zdejmować moich skromnych majteczek? – udałam przy tym wielkie przerażenie, jakbym autentycznie obawiała się takiego polecenia.
  • Ojej! Doprawdy??? Muszę zdjąć te śliczne, koronowe stringi?
    Aż złapałam się za głowę z zakłopotania.
  • Ale czy przypadkiem nie będzie mnie wówczas można podejrzeć? Dostrzec moje intymne skarby???
    Jakoś strasznie podnieciła mnie wtedy myśl, że obcy facet oglądałby sobie moją szparkę. Pomyślałam, że obiekt na ścianie to jednak nie jest kamera. Ale… Co jeśli jest?! Wtedy dopiero ogarnęło mnie niesamowite podniecenie. Natychmiast schwyciłam paluszkami sznurek stringów. Zsuwałam je powoli, wzdłuż nóg w pończochach. Aż do kostek. Po czym ujęłam je w dłoń i rzuciłam w kierunku potencjalnego obiektywu kamerki.
  • Cóż… zatem proszę… jestem obnażona…

Z nagim biustem, z gołą cipką paradowałam po pokoju i rozpakowywałam bagaże. Nie omieszkałam wybierać bielizny – seksownej, koronkowej. Pomyślałam, że jeśli podejrzany obiekt jest kamerką, to przy monitorze dyrektor ani chybi, jak to mówi młodzież – „trzepie sobie kapucyna”…

  • Ach… panie dyrektorze… mam nadzieję, że nie chciałbyś mnie takiej zastać…ależ bym wówczas umarła ze wstydu…
    Wzdychałam przy tym teatralnie.
  • Achhh… panie dyrektorze, mam nadzieję, że nie nabrałbyś wówczas na mnie chrapki… a już nie daj Boże, nie poczyniłbyś żadnych kroków w kierunku dobierania się do mnie… Ach…
    Nabrałam wielkiej ochoty na rozłożenie się na łóżku i popieszczenie swej muszelki. Nie odważyłam się. Bo co, jeśli jednak to jest kamerka?
    Weszłam do łazienki aby zażyć kąpieli. Nad prysznicem, tuż pod sufitem znajdował się identyczny owalny przedmiot jak w pokoju. Czyżby to jednak miał być tajny monitoring?
    Chyba już się z tym oswoiłam… Bo bardziej mnie to podniecało, niż krępowało. Ochoczo wskoczyłam pod prysznic, podniecając się myślą, że stary pryk ogląda sobie mnie w kąpieli… Bardzo dokładnie ogląda…

Jedną ręką trzymałam prysznic, kierując strumień wody na swoje piersi. Drugą myłam je. Pocierałam je namiętnie, nie jak zazwyczaj pod prysznicem, lecz tak, jakby dotykał ich spragniony mężczyzna. Pocierałam brodawki i sutki, zgarniałam je całe palcami. Próbowałam też je ściskać do siebie.
Potem odwiesiłam rączkę prysznica i zaczęłam namydlać biust. Pomyślałam, że całkiem seksownie musi wyglądać w takiej napuszonej pianie, wydaje się zapewne większy niż jest, a zakrycie go, musi pobudzać potencjalnego podglądacza. Namydlałam też nogi, wypinając się dość prowokacyjnie… Zdawałam sobie jednak sprawę, że ta kamerka – niekamerka jest na górze, więc nie daję wglądu wówczas na moją cipkę…
Jednak i tu zawędrowała moja dłoń, która całą mnie namydlała. Bardzo delikatnie zajęła się szparką, o wiele dłużej niż standardowa pielęgnacja tego wymagała. Nie mogłam powstrzymać się od westchnień…
Jedną dłonią rozprowadzałam pianę po cycuniach, drugą po piczce… Jestem przekonana, że na każdym mężczyźnie taki widok robiłby wrażenie. Zwłaszcza pocieranie mojego ślimaczka…

Moje oddechy stały się bardziej namiętne. – Ach… panie dyrektorze… czy nie miałbyś przypadkiem chętki na podejrzenie mnie w kąpieli? A może… na ujrzenie jak myję jabłuszka… muszelkę…? Mam nadzieję, że nie dopuściłbyś się do ich dotykania…? W tym momencie silniej przejechałam paluszkami po szparce, aż jęknęłam. – Ojej… panie dyrektorze… czyżby miał pan ochotę mnie poobmacywać? – Chwyciłam się dłońmi za piersi i zaczęłam je ściskać, dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie, że międliłby je nagrzany dyrektor. Gniotłam je i wzdychałam. – Ach… ach… pańskie dłonie są takie mocarne… – szeptałam ściszonym, namiętnym głosikiem – od początku myślałam o tym, że w nie wpadnę, a zwłaszcza moje cycuszki… Czy podobają się panu? Czy nie są za duże? – Trzymałam się lewą dłonią za lewą, prawą za prawą pierś. Potem przyciskałam je do siebie. Wreszcie, włożyłam między nie rączkę prysznica. Wyglądało to tak, jakbym przyjęła tam penisa… którego ścisnęłam obiema półkulami równocześnie. Wzdychałam i suwałam go między nimi. – Ach… ach… panie dyrektorze… nawet pan nie wie, jak ja się przy panu czuję… – Gdy czubek prysznica wysunął się mocniej z rowka między moimi piersiami, niespodziewanie dotarł do moich ust… Ujęłam go namiętnie wargami.

W tym uniesieniu działałam jak w transie. Skierowałam dłoń na moją myszkę. Zrazu pieściłam ją, jeżdżąc wzdłuż niej paluszkami. – Ach… ach… panie dyrektorze… tak nie można… proszę zabrać stamtąd rękę… – Drażniłam muszelkę nieprzerwanie. – Ach… chyba nie zamierza mnie pan posiąść?! – Po czym złączyłam palec środkowy i wskazujący i z lubością wsunęłam je sobie wgłąb. – Aaaa… aaaaachhh! – jęczałam w rytm penetracji – a jednak zdobył mnie pan!
Najpierw powoli palce drażniły moje najwrażliwsze miejsce, by z upływem czasu nabierać śmiałości. – Ach… panie dyrektorze… ależ jest pan ekspansywny… aaaa… ach… – Robiłam sobie już regularną palcówkę, pojękując równomiernie. – Ach… ach… panie dyrektorze… chyba od początku chciał mnie pan po prostu… zaliczyć! – Nogi miałam rozłożone szeroko, a moje palce grasowały jak szalone. Nigdy dotąd nie zaznałam takiej satysfakcji samodzielnie. Jęczałam jak wariatka. Bałam się, że słychać to na korytarzu. – Aaaa! Aaaa! Panie dyrektorze! Cóż za raptus z pana! Wykołatał mnie pan, jak jakiś dzikus! Albo zwierz! – Długo dochodziłam do siebie. Chyba nigdy w życiu nie wycierałam się tyle ręcznikiem. Byłam cała rozdygotana. Drżącymi rękami zakładałam majteczki, potem biustonosz i spódnicę.

2 spotkanie z chłopakami – salon – obciąganie

Teraz czekało mnie nie lada spotkanie. Z buńczucznymi młodzieńcami, być może sprawcami tej nieprzyjemnej rozróby z włamem do sklepiku.
Musiałam udać się w nad wyraz przygnębiające miejsce – do „salonu” – jak na to mówili, czyli do ruiny jakiegoś garażu czy magazynu. Pomieszczenie miało niewiele okien, ale te które były, miały powybijane szyby. Na podłodze walały się sterty cegieł i zakurzonych desek.
Poczułam tam gęsią skórkę. Zwłaszcza gdy ujrzałam ich twarze.
Wydali mi się bezczelni. Szybko wyjaśnili, jak dużo od nich zależy. Demonstrowali, że jeśli zależy mi na losie Maksia, to właściwie mają mnie w garści.

  • Damulko. Musisz się z nami dogadać!
    W dodatku bezczelnie sugerują, że w gabinecie szefa sanatorium pozwoliłam mu na dużo…
    Co za dranie! Co oni sobie wyobrażają! Że jestem jakąś cichodajką?! No tak… zauważyli, że miałam rozpiętą bluzkę, że spódnica była pognieciona. Dlatego teraz stać ich na taką impertynencję.
    Zażądali, żebym rozpięła bluzkę i pokazała im cycki!
    Co za arogancja! Ale jakże podniecająca arogancja… Zostałam przyparta do muru… a przecież musiałam chronić biednego Maksia…
    Upokorzona, powoli rozpinałam guziki. Patrzyłam na ich twarze – jakby młodych wilczków, wypuszczających ślinę z pyska. Droczyłam się z nimi. Pokazując biust, ale opięty nowiuśkim, koronkowym stanikiem, mówiąc, że to powinno im wystarczyć. Wtedy dali popis wulgarności i zacietrzewienia. Stanowczo zażądali zdjęcia biustonosza.
  • Pewnie dyro ostro ci damulko wymacał te bimbały! On takim nie przepuszcza.

Ich słowa przeszywały mnie na wskroś. I tak samo mocno podniecały…

Stanik rozpinałam bardzo powoli. Czując się, jakbym robiła striptiz. Bardzo mnie to podniecało.

Popędzali mnie ostro.
-Szybciej, szybciej… zdejmuj ten cyckonosz.
Zsuwałam stanik, wystawiając nagie piersi na ich pożądliwy wzrok. Czułam się taka zawstydzona, poniżona… I bardzo podniecona.

Ale na pewno nie tak, jak te szczyle. Szczęki opadły im do samej podłogi.

  • Ale zarąbiste zderzaki!
  • Jak to mówią… Cyce jak donice!

Przestraszyłam się, że za bardzo się podniecą, więc czym prędzej z powrotem założyłam biustonosz i zapięłam bluzkę. Ale to nie był koniec mego utrapienia.

Napaleńcy byli zawiedzeni zbyt krótkim pokazem. Domagali się dłuższego, lecz ja droczyłam się, twierdząc, że przecież spełniłam ich polecenie. Wtedy ujawnił się talent przywódczy ich prowodyra. Igor, tak miał na imię ich lider, tonem nie znoszącym sprzeciwu zażądał. – To teraz damulko, pokaż nam swoją cipkę. – Słowa uderzyły mnie jak smagnięcie bicza. A jednocześnie poczułam jak tam wilgotnieję… Długo się z nimi frymarczyłam, ale gdy zagrozili, że sami zadrą spódniczkę, skapitulowałam. Schwyciłam za brzegi kiecki i podciągałam do góry.
-Jeeee! -chłopcy zakrzyknęli widząc moje majtki. Ich czerń kontrastowała z moimi jasnymi udami. – Następnie w jednej ręce trzymając spódnicę, drugą ujęłam stringi.
-Dalej! Pokaż cipę! – Dlaczego ja tak bardzo chcę im ulegać? Na zawołanie zsuwam majtki… Boże, co to za wstyd, kiedy oni tak się gapią na moją piczkę…

  • Jaka wygolona!
  • Pewnie dobrze zadbana…
  • Ciekawe jaki ma przebieg, ha ha… Na pewno była bita…
  • I przechodziła z rąk do rąk… ha ha!

Speszona szybko z powrotem naciągnęłam majtki i opuściłam spódniczkę.
Ale im dalej było mało!
-A teraz paniusia nam obciągnie!
Nie wierzyłam własnym uszom. A więc ci gówniarze chcą, żebym wzięła ich penisy do buzi! Co za upokorzenie!

Ale czego się nie robi dla Maksia. Wkrótce posłusznie klęczałam na brudnej podłodze zrujnowanego magazynu. Czułam się taka osaczona, gdy podchodzili do mnie i rozpinali rozporki. Z przerażeniem patrzyłam się, jak wyłaniają się z nich, różnej wielkości, ptaszki…
Nigdy nie byłam wielką entuzjastką miłości francuskiej, zwłaszcza teraz, w tak obmierzłych okolicznościach. Cóż jednak miałam za wybór?
Igor patrzył mi w oczy, gdy podsuwał mi pod nos niezbyt dużego, ale dość grubego fiuta. Chwilę ociągałam się, lecz ponaglona ujęłam go ustami.

Wszyscy patrzyli się na ten akt, jak na jakąś ceremonię. Powoli pieściłam go ustami i językiem. Prowodyr był zachwycony. Stracił ze mną kontakt wzrokowy bo przymknął powieki. Jednak skończył zbyt szybko. Zdążył tylko wykrzyknąć.

  • O kurwa!
    Po czym zachlapał mi całą bluzkę. A nawet spódnicę… Poczułam się jak terytorium naznaczone przez samca …
    Drugi skończył jeszcze szybciej. Zostawiając spermę w moich ustach.
    Trzeci, najbardziej podekscytowany obserwowaniem poprzedników, okazał się być agresywny. Chwycił mnie za głowę i posuwał buzię jak cipkę. Na koniec spuścił się prosto na twarz! Zachlapując okulary… włosy…

Czułam się znieważona, pohańbiona… Ale to i tak nie było wszystko. Chcieli mnie przelecieć!

  • Paniusiu! Dyro cię wyobracał! To nam by się nie należało?!

Byłam potwornie oburzona. Zapewniałam ich, że do żadnego „wyobracania” nie doszło. Nie wiadomo czy uwierzyli, ale na odchodne rzucili mi, że jeśli jednak dyro sobie „zamoczył”, to mam przechlapane i dorwą mnie na bank.

Czułam się taka zbrukana, gdy wracałam stamtąd. Wydawało mi się, że wszyscy, widząc moją poplamioną bluzkę i spódnicę, wiedzieli doskonale, co mnie spotkało.

pokój – wibrator

droga do Maxia wieczorem – dozorca mniej agresywny
powrót z powrotem – dozorca bardziej agresywny

POCZĄTEK

Mój ukochany chrześniak Maksymilian znalazł się w sanatorium. Jako chłopiec nieśmiały i niezaradny, często poniewierany przez kolegów, wreszcie wrobiony kradzież-włamanie do sklepiku – wymagał natychmiastowej pomocy.

Pojechałam tam bezzwłocznie. Jego egzaltowana i wiecznie schorowana matka, mogłaby jedynie zaszkodzić.

Sanatorium mieściło się w dużej, podkarpackiej willi. Przedwojennej, nieco zaniedbanej, ale z duszą. Przywitała mnie typowa jesienna aura – mżył deszcz.

Musiałam spotkać się z dyrektorem placówki, błagając o właściwe traktowanie biednego, wrażliwego chłopca.

Cuckold przed ślubem

Czekaliśmy na niego w pokoju hotelowym już dobre pól godziny. Przyjechaliśmy wcześniej, by móc się odświeżyć oraz by Arletka mogła się przebrać. Kupiła na tę okazję nowy komplet bielizny, niezbyt wyzywający, jednak gdy go założyła, mój mały zesztywniał momentalnie. Piękne koronkowe body delikatnie opinało jej piękne, pełne piersi, schodziło niżej zwężając się na brzuchu, by skończyć się w tyłku cienkim paseczkiem. Czarne pończochy sprawiały, że jej nogi sięgały nieba. Szpilki sprawiały wrażenie, jakby robiła to od zawsze. Miałem wrażenie, ze doskonale wie, co i jak robić, jak się zachować, w przeciwieństwie do mnie. Wiedziałem o jej przygodach zanim związaliśmy się ze sobą, nie mieliśmy oporów przed poznawaniem swoich historii, ale w pewnym sensie imponowała mi swoim opanowaniem i spokojem. Podniecała mnie myśl, ze moją przyszłą żonę za kilka chwil przeleci obcy facet.
Znaliśmy się od dziesięciu lat, za trzy miesiące mieliśmy powiedzieć sobie sakramentalne „tak”. Kochaliśmy się, rozumieliśmy się, pragnęliśmy się nawzajem, jak jeszcze nigdy nikt. Uwielbialiśmy seks, ponad wszystko. Eksperymenty, fetysze… Idealnie się dobraliśmy, byliśmy dla siebie idealni.
Od pewnego czasu marzyliśmy o trójkącie z drugim facetem. I o dziwo inicjatywa wyszła ode mnie. Wiedziałem ze w przeszłości Arletka kilka razy spróbowała seksu w towarzystwie dwóch mężczyzn. Przyznała, że było niewyobrażalnie cudownie. Nigdy nie nalegała na to, jednak wiedziałem, ze chciałaby jeszcze spróbować takich zabaw.
Od jakiegoś czasu bardzo podniecała mnie fantazja o tym, ze obcy facet kocha się z nią. W głowie rodziły mi się obrazy, jak obciąga mu łapczywie, patrząc mi głęboko w oczy. Wiele razy, gdy się kochaliśmy mówiła mi ze chciałaby czuć w sobie dwa kutasy, patrzyła mi głęboko w oczy i z pełna świadomością mówiła, że chciałaby dławic się drugim fiutem, czuć spermę na sobie. Wiedziała, że na mnie to działa. Kochałem ja za to.
Dziś, kiedy mięliśmy spełnić swoja największą fantazje. Byłem nieco poddenerwowany ale też Nieziemsko podniecony, nabuzowany emocjami, tym bardziej, ze Arleta była spokojna. Denerwowało mnie to poniekąd, ten jej spokój i pewność siebie. „Jakby robiła to codziennie” – myślałem. Ale to jeszcze bardziej mnie nakręcało. Marzyłem o takiej kobiecie, jak ona. Była idealna. Piękna, inteligenta, z wielkim apetytem na seks, jak dziwka. Cale życie marzyłem o takiej kobiecie.
Z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. SMS. „Bede za 5 min.” To on, nasza dzisiejsza przygoda życia, wstęp do ostatniej komnaty seksualnego tabu.
Uklękła przede mną…

  • Jestem tylko twoja, na zawsze. Kocham cię. Ponad wszystko. Jeśli będzie nie tak, daj mi znać, a wszystko skończymy. Dobrze? – patrzyła na mnie poważnie swoimi pięknymi wielkimi oczyskami. Widziałem w nich ten płomień, który zawsze mnie do niej przyciągał.
  • Pragnę tego bardziej, niż Ty kochanie – odpowiedziałem.
    Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy, wiedziałem, ze jest tylko moja.
    Pukanie do drzwi oderwało nas od siebie. Arletka uciekła do łazienki, a ja podszedłem otworzyć i wpuścić do nas naszego gościa.
    Poznaliśmy go kilka tygodni temu, już po drugim spotkaniu doszliśmy do wniosku ze to będzie on. Wszedł uśmiechnięty, ale poważny. Robił dobre wrażenie. Po chwili grzecznościowej rozmowy zaproponował, ze pójdzie się odświeżyć. Wskazał drzwi łazienki, po czym zniknął za nimi. Po chwili zza drzwi usłyszałem śmiech Arlety – tak, specjalnie czekała tam na niego. Podnieciło mnie to, jak musiał zareagować na nią w tym stroju. Nie wychodzili przez dłuższa chwile, po czym drzwi się uchyliły i wyszła tylko ona.
    -Robert weźmie prysznic i do nas dołączy kochanie – powiedziała wchodząc do pokoju. Widziałem, ze jest wyraźnie podniecona, zaczęła mnie dziko całować. – Chce być dziś twoją dziwką, o jakiej zawsze marzyłeś – szepnęła gdy kładliśmy się na łóżku.
    Gdy tak sobie błogo leżeliśmy, a przez moja głowę przebiegało setki myśli, wszedł Robert. Całkiem nagi. Dobrze zbudowany, i co rzucało się od razu w oczy, z wielkim kutasem.
  • Az wam się oczy zaświeciły – uśmiechnął się.
    Fakt, bylem pod wrażeniem. Arleta spojrzała na mnie wyraźnie podniecona i zadowolona. Ten jej szelmowski uśmiech sprawił, ze nakręciła mnie jeszcze bardziej.
    Robert położył się obok nas i delikatnie zaczął gładzić piękne ciało mojej kobiety. Całowaliśmy się, a on coraz odważniej dotykał ją po piersiach, brzuchu i cipce. Odchylił cieniutki pasek materiału i rozsmarował jej soczki dookoła, po czym wszedł w nią delikatnie palcem. Oderwała się od moich ust i obróciła w jego stronę, rozchylając jeszcze bardziej nogi. Korzystając z chwili przerwy, wstałem i zacząłem się rozbierać. Arleta całowała się dziko z Robertem. Widziałem, jak coraz mocniej pracuje w niej palcami, a ona masuje mu penisa, którego główka zdążyła już zwilżyć się sokami. Miałem naprawdę wielki wzwód obserwując moja ukochana z innym. Nie chciałem im przeszkadzać, upajałem się tym widokiem. W pewnym momencie Arletka odwróciła się do mnie i spojrzała głęboko w oczy.
  • No dalej, obciągnij mu-powiedziałem z wyraźnym podnieceniem w glosie. Wróciła do niego i wypinając się tyłkiem w moja stronę schodziła ustami po jego brzuchu w stronę penisa… Klęczałem za nią, masując po plecach, w końcu schyliłem się i zacząłem lizać jej mokra cipkę. Palce Roberta zrobiły swoje bo aż ociekała od soków. Uwielbiałem ją taką lizać. Co chwile dochodziłem językiem do tyłeczka. Widziałem, że jeszcze nie ma Roberta w ustach. Ukląkłem znów za nią, wplotłem swoja rękę w jej włosy i delikatnie, lecz zdecydowanie nakierowałem jej głowę na jego fiuta. Wiedziałem, że ją zaskoczyłem, przy trzecim zagłębieniu się w jej usta dopchałem jej głowę silniej, by kutas wszedł głębiej. Słyszałem tylko jej ciche westchnięcia. Puściłem jej głowę i wszedłem w nią od tylu, mocno i zdecydowanie. Jęknęła, ale nawet na chwile nie wypuściła Roberta z ust. Ten wyraźnie zadowolony leżał z szeroko rozłożonymi nogami. Arleta lizała go po jadrach i wracała do głębokiego gardła, lży rozmyły jej delikatny makijaż, wyglądała cudownie. Po kilku chwilach podniecenie było zbyt wielkie i zęby nie wystrzelić za szybko musiałem z niej wyjść. Bylem dosłownie na skraju, jedno pociągniecie skorki i spuściłbym się, jak nastolatek. Usiadłem z boku i obserwowałem jak mu obciąga. Robiła to idealnie, jej usta były najlepszymi ustami w jakich kiedykolwiek bylem. Robiła nimi nieziemskie rzeczy. Moja kochana, przyszła żona robiła swojego najlepszego loda obcemu facetowi… Cud, który miałem na wyciagnięcie ręki. Wspaniale było to podziwiać.
    W końcu po dłuższej chwili takiego obciągania Robert podniósł się i sięgnął po prezerwatywy, które leżały na szafce obok lóżka. Otworzył i zwinnie naciągnął gumkę na swój sprzęt. Odwrócił Arletkę na brzuch, ta wypiela się tyłkiem w jego stronę a głowę położyła mi na udach.
    Zaczął bardzo delikatnie, widziałem dobrze jak mu się poddaje, jak jego wielki kutas coraz bardziej w niej znika, aż po kilku ruchach wszedł cały. Pokój wypełniały jęki mojej ukochanej. Było dość głośno, za głośno, dlatego wepchałem jej kutasa w usta. Robert pracował w niej już bardzo szybko, była jakby półprzytomna, zaczęła dziko obciągać mi, jak przed chwila jemu. Jęczała, a ja wpychałem jej fiuta w gardło, tak jak lubiła najbardziej. W pewnym momencie wyjęła go z ust, zastygła w bezruchu i z jękiem opadła na lóżko. Doszła. Robert na chwile przestał. Wyjął fiuta i masował nim jej obie dziurki.
    Arleta jakby wyczula na co ma ochotę, chwyciła jego fiuta i nakierowała go na odbyt.
  • Tylko powoli, proszę. – wysapała. Patrzyła mi głęboko w oczy, kiedy Robert próbował wejść w nią analnie. Trwało to naprawdę długo, był delikatny, ale gdy w końcu się w nią wbił znów odleciała. Poruszał się zdecydowanie wolniej, ale chyba nigdy nie miała większego sprzętu w sobie. Drżała, półprzytomna, jak w amoku. Bylem zachwycony tym co widzę. Całowaliśmy się, trzymając się za ręce. Było idealnie, Arleta dochodziła kolejny raz.
  • Nie przestawaj! Krzyknęła do Roberta, ten przyspieszył ruchy i po chwili szczytując wtulona we mnie powiedziała
  • Kocham Cię…
    Pocałowałem ja namiętnie.
  • Ja Ciebie tez Kochanie. – nachyliłem się do jej ucha i dodałem – Chce zęby w tobie skończył.
    Nie odpowiedziała nic. Poprosiła tylko Roberta, by się położył na plecach, po czym dosiadła go i zaczęła ujeżdżać. Stałem z boku i podziwiałem jej piękne ciało, które nadziewa się raz po raz na wielkiego sztywnego kutasa. Zastanowiłem się nawet, gdzie on się tam mieści, ponieważ Arleta byłaś dość drobna osobą.
    Podszedłem i stanąłem na lozku tak, by mój fiut był na wysokości jej głowy. Od razu wsadziła go sobie w gardło. Robert coraz bardziej sapał, zbliżał się do kresu, w końcu pracował w mojej narzeczonej ponad godzinę. Pierdoliłem jej usta, kiedy Robert złapał ją za biodra i docisnął do siebie, ale ona jakoś zwinnie się wywinęła, szybko podniosła, chwyciła go za fiuta i jednym ruchem ściągnęła prezerwatywę. Trysnął obficie na jej rękę i podbrzusze, a ona szybko nadziała się na niego i delikatnie kołysała biodrami. Był w niej głęboko, dochodził. Na jego twarzy pojawiła się jakaś niepewność, ale nikt nie miał zamiaru tego przerywać. Całowałem się z moja kobieta, gdy obcy facet spuszczał się w jej cipce. Przez te jedna chwile byliśmy dla siebie oddani całkowicie. Było cudownie. Arleta położyła się na jego torsie. Zaszedłem do niej od tylu, podniosłem by wypadł z niej jego półsztywny kutas. Jej cipka była czerwona, lekko spuchnięta a ze środka wypływała sperma. Nic nie podniecało mnie bardziej, niż ten widok, jak z mojej ukochanej wypływa sperma obcego faceta. Wszedłem w nią. Była rozciągnięta przez fiuta Roberta, poruszałem się w niej bardzo luźno, jednak bylem tak podniecony, ze po krótkiej chwili wystrzeliłem. To był chyba największy wytrysk w moim życiu. Opadłem do tylu, Arleta całowała się z Robertem a z jej cipki wypływała nasza sperma… Kapała na penisa i podbrzusze Roberta.
  • Jesteście zdrowo pierdolnięci – rzucił wyraźnie zadowolony Robert. – Najlepsi z jakimikolwiek się spotkałem.
    Arleta zeszła z niego i zaczęła zlizywać resztki spermy z jego brzucha i fiuta. Robert na te pieszczoty szybko zareagował i po chwili był gotowy. Jednak Arletka zlizując ostatnia pozostałość nasienia z jego podbrzusza usiadła na mnie.
  • Teraz jestem tylko jego. – powiedziała do Roberta i pocałowała mnie namiętnie.

Przygoda Natalii z księdzem

Skończyła się lekcja religii, wszyscy wyszli z klasy a ja zostałam. Podszedł do mnie ksiądz i załapał mnie za rękę po czym powiedział ” zostań jeszcze chwileczkę skarbie”. Zaczął jeździć swoją dłonią po moim udzie.
Posłuchałam go, ponieważ od dawna mi się podobał i zawsze do niego zarywałam. On zamknął drzwi na klucz, złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie a potem oparł mnie o ścianę i obok swoją
rękę. Wepchał mi do ust swój język i mnie pocałował. Bardzo dobrze całował, spodobało mi się to. Spojrzałam w dół i zobaczyłam tam, że sutanna się podnosi. Andrzej to zauważył. Podszedł do mnie jeszcze bliżej i
kazał mi złapać go za jego penisa, posłuchałam się go co miałam do stracenia. Gdy ścisnęłam go, on cichutko zajęczał. Był tak podniecony, że zdjął mi bluzeczkę i zaczął mnie całować w okolicach biustu. Miałam orgazm.
Złapałam go za tyłek i mocno ścisnęłam. On złapał mnie za nogi i zdarł ze mnie rajstopki. W końcu wzięłam się do roboty i delikatnie rozpinałam jego sutannę po czym szybko ją ściągnęłam. Wziął mnie na ręce i położył
na ławce szkolnej. Rozszerzył mi nogi, potem rozpiął swoją koszulę. Zaczął zbliżać się do mojej łachteczki. Przyciągnęłam go do ciebie, a on zaczął lizać mi moją cipeczkę, potem włożył swój język do środka i ostrożnie
nim kręcił. Spodobało mi się to nie chciałam aby przestawał. Zdjął mi spódniczkę i bluzeczkę, podszedł od tyłu i ząbkami odpiął mi staniczek delikatnie masując mi szyjkę. Andrzej zdjął spodnie i rzucił je za siebie.
Byłam bardzo podniecona. Usiadł koło mnie na ławce i zaczął bawić się moimi piersiami. Ssał moje sutki i ściskał je, czułam się jak w niebie. Usiadłam na wprost niego, on całował moje piersi a ja bawiłam
się jego włosami lekko jęcząc. Ale dopiero później się zaczęło. Położył się na ławce a jego penis stał sztywno, siedziałam koło niego. Delikatnie złapałam go w ręce i włożyłam do ust. Poczułam jak jego
cieplutka sperma leci do moich ust, zadziornie się uśmiechnęłam i połknęłam. Nadal trzymając go w rękach trzepałam nim a sperma na mnie pryskała. Ssałam mocno jego wielkiego i twardego kutasa.
Słyszałam jego cichutkie jęki i krzyki. Gdy skończyłam robić mu loda usiadłam delikatnie na jego fiucie, a on wepchnął go do środka. Czułam lekkie uciśnięcia ale on robił to bardzo ostrożnie i uważnie,
później coraz szybciej ruszał biodrami. Złapałam go za tyłeczek i ściskałam. Rzuciłam się na niego i zaczęłam gwałtownie go całować z języczkiem. On nie mógł się mną nacieszyć. Obmacywał mnie wszędzie.
Usiadłam na jego klacie a on lizał mi cipeczkę, to było na prawdę przyjemne. Ktoś zapukał do drzwi, przestraszyłam się z nim co mamy robić. Szybko się ubraliśmy, on otworzył drzwi i szybko usiadł do ławki
, że niby mnie uczy. Ten ktoś wyszedł, po kilku minutach wyszłam. To było najlepsze co mnie w życiu spotkało. Od teraz jesteśmy razem chociaż się ukrywamy a najgorsze będzie to, że jak on wyjdzie do innej
parafii to się więcej nie zobaczymy.

Moja macocha to brudna zdzira

Znudzona Shelby, nie wiedząc co ze sobą począć, od rana kręciła się po stołówce niczym przysłowiowa mucha w smole. Na widok Scotta jej serce zaczęło mocniej bić w piersi, jednak nie dała po sobie nic poznać.
„Niech się dupkowi nie wydaje, że z tą boską bużką księcia z bajki cały świat zwojuje…Albo wszystkie dupy zaliczy.” – pomyślała z lekką złością, wciąż urażona na blondyna za to że konsekwentnie odrzucał jej mało subtelne zaloty. Zdaniem otoczenia równie dobrze mogła dać sobie wytatuować na czole hasełko: „Przerżnij mnie, Scotty!”
Najlepiej na biurku dyrektora, gdy ten wychodził na papieroska po kolejnym ochrzanie.
„Gdybym go dorwała…zanurzyła palce w tych złotych kudełkach, jak u anioła, mrau.”

Swoim zwyczajem nie potrafiła się powstrzymać i zaczepiła go, nie dostrzegając wcale że chłopak ma lekko załzawione oczy i chmurny, dziki wzrok. Ten który zwiastował jego kiepski stan umysłu, jeszcze bardziej niestabilny niż zwykle.
„Może udało mu się wyżebrać trochę koki i się naćpał?” – przemknęło jej przez głowę. Na jawie zaś puściła do niego oczko, rzucając tekst by mu dopiec:
„O, chyba znowu nie złapałeś jakiegoś byczka za rogi, kowboju?”

Jakież było zdziwienie dziewczyny gdy Barringer Jr. niczym jej nie odszczeknął. Żadnego pogardliwego: „Odwal się, pusta główko!” ani „To nie mój problem, że nikt cię jeszcze nie przeleciał w tym tygodniu. Ale może zgłoś się do Ezry, szczeniak ewidentnie na Ciebie leci.”

Nie, nic z tych rzeczy.

Zamiast tego napotkała iście wygłodniałe spojrzenie, i poczuła jego dłoń, delikatnie acz stanowczo zaciskającą się wokół jej nadgarstka na podobieństwo kajdan. Kajdan, z których nie chciała za żadne skarby się uwolnić. Pociągnął ją za sobą, i w jednej chwili znalazła się pomiędzy jego napierającym ciałem, a cienką ścianką oddzielającą ich od reszty całego towarzystwa.

Z trudem wierzyła własnemu szczęściu. Czyżby dotąd niezdobyty szczyt miał dziś zostać zaliczony?
Jednocześnie czuła że w zachowaniu kolesia było coś naprawdę nie w porządku. To nie jego styl. Nie Scotta.
Wiedziała że powinna się przestraszyć, ( poza tym Barringer był na cenzurowanym, a dyrektor kazał grupie zgłaszać każdy jego postępek odbiegający od normy ) ale zamiast tego czuła ogromne podniecenie. I choć zdawało się to niemożliwe, ono wciąż narastało. Miała wrażenie że może zemdleć w każdej chwili…Co było dziwne, ponieważ nie zemdlała jeszcze nigdy w życiu. Teraz jednak było jej tak przyjemnie i słabo, że ledwo stała na nogach.
Dlatego nawet przez myśl jej nie przeszło by zaprotestować, gdy blondyn wpił się w jej usta, jakby były dla niego jakimś narkotykiem. Całował wspaniale, lepiej niż ktokolwiek inny, a próbowała wielu.

„Chce skraść mi całe powietrze” – pomyślała z zadowoleniem, na maksa już napalona. W końcu z żalem oderwała się od niego, położyła ręce na klacie i rzuciła ostatkiem sił:

  • Pragniesz czegoś, Scotty? Jeśli tak, to chodź i weź to sobie…ale nie tutaj. Nie przy wszystkich. Minimum zasad musimy zachować.

W tej chwili najbardziej na świecie pragnęła się z nim połączyć, tak bardzo jak to tylko możliwe. By stanowili jedność, psychiczną, emocjonalną i rzecz jasna, fizyczną.

Jednak w momencie, gdy już znaleźli się sam na sam, chłopak nagle stracił cały animusz. Zrobił się nieśmiały, i z tego powodu Shelby też poczuła się skrępowana.

  • O co chodzi, Scott?
  • Nic, ja tylko…- wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać. – Kurwa, to moja wina, jak zawsze wszystko muszę spieprzyć! – zaklął, ukrywając twarz w dłoniach.
    Dziewczyna była zupełnie skołowana.
    Miała wrażenie że właśnie wsiadła do rozpędzonego rollercoastera, nie mając pojęcia jak się nim zatrzymać.
  • Jaka twoja wina? – naciskała. – Kochanie, musisz mi powiedzieć, przecież nie jestem żadną cholerną jasnowidzką!
  • Jebana Elaine. Niech ją zerżnie cały tabun murzynów z półmetrowymi maczugami!
    Jego pełen agresji ton całkowicie wyczerpał słuchaczkę. Nie miała czasu nawet dobrze zastanowić się nad słowami które z taką pasją wykrzykiwał.
    „Elaine? To imię z czymś mi się kojarzy…”
  • Boże, kim jest ta dziewczyna? Co ona Ci zrobiła że tak bardzo ją nienawidzisz?
  • Zajebiście Ci zależy żeby się dowiedzieć, co? Więc powiem Ci co!! – niemal ryknął, kopiąc w stojący obok kosz na śmieci z całej siły.
  • Kurwa zgwałciła mnie, zgwałciła rozumiesz to? Ja pierdolę, i to nie raz. Wiele, wiele razy. Dałem się ujeżdżać własnej matce, KURWA! Jesteś zadowolona, pani detektyw?

Pomimo szoku i uderzających w nią emocji, Shelby zdołała wyrwać się z uścisku przytłaczającej rzeczywistości i cofnąć o kilka tygodni wstecz.

Przypomniała sobie pierwszy dzień Barringera w Ośrodku.
Zaglądała przez uchylone okno, gdy pan Peter witał w progu nowego ucznia. A raczej…próbował.
Usłyszała szorstkie słowa, skierowane do bardzo pięknej; opalonej na lekki brąz brunetki, wyłaniającej się z luksusowego auta. Tego które przywiozło chłopaka, a było prowadzone przez szpakowatego kierowcę:

  • I na co się gapisz, suko? Zajebiście że mnie tu zamkną na całe lato. Mogliby i na cały pierdolony rok. Nareszcie nie będę musiał oglądać twojego szpetnego ryja!
  • SCOTT! Jak Ty się zwracasz do matki?! Zobaczysz, gówniarzu…nie przyślę ci złamanego dolara, choćbyś mnie błagał na kolanach.
  • Ta dziwka nie jest moją matką!!! Ty tylko ją pieprzysz od śmierci mamy. No i jeszcze hajtnąłeś się z tą meksykańską karierowiczką. Jak ostatni frajer nie widzisz, że Elaine jest z Tobą tylko dla kasy! Założę się że gdy nie patrzysz w jej stronę to zrobi loda każdemu, za piątaka. SZMATA.

Na to ojciec, purpurowy na twarzy, nie wytrzymał i sam zaczął wrzeszczeć na całą okolicę:

  • Kocham Cię synu najbardziej na świecie. Nie boję się do tego przyznać publicznie. Jesteś kurwa mać moim jedynym dzieckiem.
    Ale mam cię już dość! Nie masz żadnego szacunku dla nikogo. NI-KO-GO. I NICZEGO. Ani dla mnie ani dla Elaine. Musisz ponieść karę, zrozumieć konsekwencje swoich czynów i się zmienić bo inaczej…przestanę mieć syna.

Obserwująca zajście nastolatka zauważyła, że „świeżak” przechodząc koło dyrektora nawet nie zaszczycił go spojrzeniem, nie mówiąc już o podaniu ręki. Jedyną reakcją było zadziorne:
„Suń się Wujek, chyba że chcesz mieć przetrącone kulasy.”

Nie. Takiego egzemplarza jeszcze mury „Szkoły Przetrwania” nigdy przedtem nie widziały…

Gdy wychowanka rzeczonego Ośrodka zdołała wrócić do terażniejszości, ta przedstawiała się równie ciekawie.
Jej towarzysz łapał się za głowę, jakby zaraz miała rozpaść się na tysiąc kawałeczków. Prawie przy tym wył z bólu:
WYŁAŻ Z MOJEJ GŁOWY BRUDNA ZDZIRO! ZNIKNIJ!! – krzyki i łzy nastolatka sprawiły że słone krople też zaczęły powoli toczyć się po twarzy Shelby. Zadrżała gdy złapał ją za ręce.

  • Wiiesz…co ta dziwka mi mówiła?! WIESZ?! Mówiła mi: – tym swoim lukrowanym głosem, którego używała zawsze wtedy gdy chciała bym jej uległ – „Mój słodki Scotty, tylko rasowe cioty nie lubią dotyku pięknej kobiety…Co powiedziałby twój ojciec, gdyby się dowiedział? Że jego jedyny, mężny synalek, kapitan drużyny futbolowej, istne oczko w głowie; jest taki…pedalski? Jak znam Rogera to on nie zniósłby takiego potwornego rozczarowania. Brzydziłby się Tobą, kto wie? Może nawet znienawidził.
    Pokaż że jesteś mężczyzną. Prawdziwym mężczyzną, który wie czego potrzeba kobiecie. Kochaj się ze mną, jak przystało na faceta. Nie bądź żałosną ciotą…”

Przerwał, i dopiero po jakiejś pół minucie łapania oddechu podjął dalszą opowieść:

  • Wciąż słyszę jej diabelskie szepty…Najgorsze…najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem… – drżał na całym ciele, gdy z jego ust wydobywało się te wyznanie -…czasem nawet mi się to podobało.

Jeśli Shelby sądziła że koniec rewelacji; to grubo się myliła.

  • Nic z tego nie rozumiem. Jak to…PODOBAŁO?
  • Trochę, kiedy miałem lepszy nastrój, po dobrej koce…Elaine, jak już przyszło co do czego przeważnie była miła, bardzo czuła; i szeptała mi na ucho różne przyjemne słówka gdy się kochaliśmy, nie tylko sprośne. I ja…ja czułem się wtedy naprawdę dobrze…i…po prostu pozwalałem jej robić ze mną co chciała.
  • CO?!
  • Tak, kurwa, czułem się wtedy dobrze i przestałem prosić żeby przestała. Kumasz jakie pojebane?? Ja pierdolę, nawet…nawet namówiła mnie żebym własnoręcznie pisał jej listy miłosne. A ja jak ten debil…zgodziłem się zrobić co kazała.
  • Wybacz, ale teraz to już zupełnie się pogubiłam.
  • No wiem! Wiem jak choro to brzmi. Suka Elaine ma na mnie haka, rozumiesz?! Powiedzą…powiedzą że spałem z nią z własnej woli. Że chciałem tego seksu z własną macochą. Nikt mi nigdy nie uwierzy że nie.

Chłopak ponownie wybuchnął płaczem.

  • Ojciec mnie zabije gdy się dowie że przyprawiałem mu rogi z jego żoną. Elaine ma 30 lat, gdy zaczęliśmy miałem 15…O BOŻE KURWA.

Ni stąd, ni zowąd, Shelby skojarzyła jeszcze jedną, podsłuchaną rozmowę starszego pana Barringera z Dyrektorem Screwbrewem. Właściwie trudno to było nazwać rozmową. Panna Merrick już wiedziała że zagadkowy blondyn swą skłonność do słowotoku odziedziczył po swoim staruszku.

  • Ja już nie mogę go słuchać. Nie mogę nawet na niego patrzeć. Ja wiem że cierpi, wciąż nie może się pogodzić ze śmiercią Isobel…W zasadzie chłopak jest jeszcze dzieckiem, wiele mu wybaczam. Jednak jakieś zasady muszą
    być. A sposób w jaki odnosi się i traktuje moją obecną żonę jest poniżej wszelkiej krytyki. To się musi skończyć. Brak mi już sił po prostu. Za bardzo rzuciłem się w wir pracy, pozwalała mi zapomnieć o bólu, nie poświęcałem synowi czasu prawie wcale. Czuję się winny bo niechcący zrobiłem mu krzywdę, nie miał we mnie żadnego oparcia. To był błąd, który wspólnie z Elaine staraliśmy się naprawić. Miałem nadzieję że może ona…ma takie dobre serce…może ona do niego dotrze. Ale było jeszcze gorzej. Scott zaczął ćpać na potęgę, aż w końcu się wydało i wyrzucili go z drużyny.

Mówię panu, wszystko zaczęło się walić…Jak Boga kocham. Kiedy proszę by okazał Elaine choć odrobinę, odrobinę szacunku…Odkrzykuje mi że „Kurwa prędzej zajebie ją i siebie!”
Ja po prostu nie mam już na niego siły. Zrób pan coś z tym szczeniakiem, bo w końcu dojdzie do tragedii…A ja już psychicznie nie zniosę więcej tej chorej sytuacji! Ożeniłem się zaraz po śmierci przedwcześnie zmarłej na raka żony, i syn wciąż ma mi to za złe. Obwinia biedną Elaine o wszystko. Nawet o śmierć Isabel. Ale to nieprawda..my się kochamy i chcemy być razem szczęśliwi. Scott bardzo nam to utrudnia
…Jak już panu wspominałem, dowiedziałem się że od paru miesięcy regularnie ćpa. Koka, hera, haszysz, nawet…podobno wąchał klej!

  • Shelby nie była stuprocentowo pewna czy dobrze kojarzy, ale pan Barringer chyba otarł wtedy twarz mokrą od łez…

Tymczasem dotarło do niej, że jego syn popadł w odrętwienie gdy zobaczył że ona go nie słucha.

  • Proszę Scott, mów dalej.

Łypnął na nią, jakby się gorąco nad czymś zastanawiał, ale już po chwili na powrót relacjonował przebieg zdarzeń zeszłego lata i tego, co działo się później…

  • Ona się cieszyła. Powtarzała w kółko jakie to było dla niej ogromnym szczęściem trafić na kogoś podobnego jak ja. Że ma pięknego synka, którego może rżnąć do nieprzytomności, aż jej spuchnie cipka…

Zeszłego lata, gdy ojca prawie wcale nie było w domu, bzykaliśmy się dosłownie wszędzie. W każdej pozycji. Zawsze wynajdywała pretekst by się do mnie dobrać. Na 16 urodziny dostałem od niej w prezencie jedno z pierwszych wydań Kamasutry! Dasz wiarę? I uparła się, żebyśmy przećwiczyli wszystkie pozycje. Po kilkadziesiąt razy.
Więc robiliśmy to. Na przykład na stole w kuchni. W sypialni rodziców. Na tarasie, w ogrodzie, w basenie. Z wodą i bez wody. Kurwa, nawet w garażu. Raz się zbuntowałem. Zaklinałem się, że więcej już nie będziemy się kochać. Wyzwała mnie od najgorszych. Nazwała podłym, małym sukinsynem bez jaj, któremu oddała wszystko.
„I tak mi się odwdzięczasz za całą moją miłość, gówniarzu!?” W końcu podstępem – udając że potrzebuje lekarza i chce smartfona by go wezwać – zwabiła mnie do Hammera taty, i zamknęła w środku. Domyśliła się że nie odważę się wybić szyby. Nie w ukochanym aucie ojca… Zagroziła że mu skłamie. Opowie przekonującą bajeczkę o zwyrodniałym przyszywanym synu. O tym jak dotkliwie ją pobiłem i zgwałciłem. Śmiała się, przekonując że łykną tę ściemę bez problemu, przez moje częste konflikty z prawem. Jakby tego było mało, sama podbiła sobie oko. Własną pięścią. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę…Elaine to prawdziwa mistrzyni kłamstwa. Błagałem żeby tego nie robiła. Spytałem czego ode mnie chce. Odpowiedziała że to oczywiste, wskazując swym czerwonym tipsem na moje krocze. Strasznie kręcił tę zdzirę fakt że tak panicznie się boję. I że ma mnie w garści, dosłownie i w przenośni. Ujeżdżała mnie potem przez bitą godzinę, cały czas powtarzając jaki jestem nieznośny i niedobry dla niej, choć ona przecież pragnie dla mnie tego co najlepsze…
„Synek jest dziś baaardzo niegrzeczny. Nie słuchał swej kochanej mamusi nic a nic. Mamusia się przez niego zdenerwowała. Krzyczała, wyzywała. Po co to, hm? Syneczku, musisz zostać ukarany. Ale nie martw się, kara nie będzie sroga, kara będzie przyjemna. Małe ujeżdżanie jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiło, prawda? Przeciwnie, oboje dobrze na tym wyjdziemy. Dasz mamie possać swego słodkiego kutasika, na koniec zrobisz mi długąąą minietkę i będziemy kwita, umowa stoi?” – Wstyd się przyznać, ale mój drąg zawsze stawał na baczność na sam dżwięk jej szczebiotania.
Moja macocha była naprawdę niewyżyta. Wprost uwielbiała pochłaniać mojego fiuta gdy tylko miała na to ochotę. A miała ją bardzo często. Aż jaja mnie piekły od ciągłego szorowania ich, po to by zmyć przeklęte ślady szminki tej harpii…
Kiedyś zrobiła mi laskę tuż pod samym nosem niczego nie podejrzewającego męża, gdy obaj jedliśmy kolację przy jednym stole. Modliłem się, by przypadkiem coś Elaine nie strzeliło do łba, i nie zaczęła obciągać też staremu; bo chyba bym wybuchł.
Na całe szczęście, on w tym czasie nawijał przez komórkę, nie zwracając najmniejszej uwagi na moje podjarane miny.
Byłem diabelnie wściekły, na nią a także na siebie; a jednocześnie niemożliwie podniecony. Doprowadziła mnie na sam szczyt w rekordowym tempie. Trzeba przyznać że co jak co, ale kutasa obrabia zawodowo. Białą strugą spuściłem się jej prosto do ust. Gdy zobaczyłem jak szczelnie oblepiła mi swymi dużymi warami mojego pytona…Piła z druta jak z kranu! Żeby nie wydać z siebie jęków zatkałem sobie buzię ręką. Dobrze że staruszek akurat wyszedł z jadalni do kibla.
Zaś wywłoka łyknęła calutki ładunek spermy i z bezczelnym uśmiechem się oblizała. Na ten widok myślałem że wyjdę z siebie i stanę obok. Gdyby ON nas wtedy nakrył…nie wiem co by się stało, coś potwornego.

I chociaż macocha zrobiła mi pierwszorzędnego loda, chciałem ją za to zabić. Marzyłem by w zemście udusić babę gołymi rękami…Okazja nadarzyła się jeszcze tego samego dnia. Staruszek pilnie musiał wylecieć do L.A., załatwiać jakieś biznesy.

W środku nocy, gdy Elaine zakradła się do mojej sypialni; nie wytrzymałem i uderzyłem ją w twarz. Przestraszyłem się własnej wściekłości…i zacząłem ją w panice przepraszać. Obiecywać że to już się nigdy więcej nie powtórzy, że mnie poniosło.
A wiesz co ona na to powiedziała? Że mam przestać być dzieckiem i uderzyć ją jeszcze raz. Zrobiłem o co prosiła, tym razem mocniej. Nie potrafiłem się opanować, to było silniejsze ode mnie. Wtedy macocha roześmiała się jak wariatka i mi oddała. Zagroziła, że nie przestanie mnie bić, dopóki nie zerżnę ją jak sukę…
Więc zerżnąłem ją jak sukę. Najpierw umoczyłem pałę w jej ustach, starając się zetrzeć z nich całą jebaną szminkę. Smarowałem czubkiem fujary po jej twarzy, aż morda macoszki zmieniła kolor na różowo-czerwony. Zrobiłem ze zdziry Indiankę – ależ jej się obrudziła ta zakłamana gęba. Nawet mnie to rozśmieszyło. Póżniej znów trzymałem węża w jej buzi, długo, bardzo długo – aż nie zesztywniał. Nie pozwoliłem jej mnie ssać, złapałem ją za gardło i zagroziłem że uduszę jeśli coś zacznie majstrować…Zależało mi, by mój fiut stanął od samego zakotwiczenia w brudnej mordzie mojej mamuśki. Dopychałem jej głowę albo ciągłem za kudły tak mocno żeby wjechać moją parówą jak najgłębiej do gardła. Myślałem że się wkurzy, że będzie odpychać brutalnie atakującego ją pytona, ale nie. Było odwrotnie. Widziałem jej zachwycone spojrzenie, czułem jak z rozmysłem zawisła na moim kutasie; jak z premedytacją próbuje się nim udusić. To było strasznie popieprzone. Złapała mnie za tyłek i dociskała z całej siły; bez przerwy, aż zrobiła się na twarzy fioletowa. Trzymała mocno, nie chciała wypuścić mojego kutasa z gardła. Zupełnie jakby próbowała zajebać mnie tymi ustami, wyrwać zębami chuja z ciała. Przeraziłem się że zrobi sobie krzywdę. Tak naprawdę nie chciałem doprowadzić Elaine do takiego stanu. Nie pozwoliłem jej na te wygłupy. Złapałem ją za głowę i uwolniłem z niewoli mojego fiuta. Wtedy się rozpłakała; zaczęła lamentować czemu jej to robię. Że ona tak kocha swojego synka, a ja gardzę tą wielką miłością mamusi i jestem taki niewdzięczny. Jakoś mnie to ruszyło…Jak w transie rozłożyłem jej zgrabne przecież nóżki i zacząłem ją lizać jak szczeniak po cipce. Chciałem żeby się uspokoiła i przestała płakać. Dopiero po jakiejś pół godzinie ssania, lizania i całowania muszelki macocha doszła do siebie. Coś wstąpiło we mnie dziwnego; nie mogłem się opanować i na koniec podniosłem się, ująłem jej twarz w dłonie i szczerze pocałowałem ją w usta, szepcząc : Pyszna ta twoja pipeczka mamusiu, dziękuję że pozwoliłaś mi ją wylizać…To było pierwszy raz kiedy zrobiłem jej minietę z własnej, nieprzymuszonej woli. Była taka szczęśliwa, gdy wreszcie wjebałem chuja w wylizaną szparkę aż po nasadę. Miałem wrażenie że zanurzam twardziela w ciepłej bułeczce z roztopionym masełkiem, tak było mokro w pochwie Elaine. A jak głośno chlupotało! Wwiercałem się w mamę jakby jej pizda była kawałkiem asfaltu, a mój kutas jakimś młotem pneumatycznym, który wali ją bez przerwy. Ruchałem Elaine jak zwierzę, a ona przez te stukanie wyła w ekstazie jak wilczyca. Rypałem jak w transie, szepcząc jej do ucha czy podoba się dziwce że ją tak ostro rżnę, a ona w odpowiedzi mruczała jak kotka. Patrzyłem z zadowoleniem, jak moje jaja rozkosznie uderzały o tę seksowną pupcię. Była zaskoczona, gdy bez próśb zaatakowałem językiem jej kakaowe oczko. Powtarzała jak w maglinie:
No dalej synuś, rozepchaj mamusi i tę dziureczkę. Proooszę, zatkaj mi dupkę swoją cudowną dzidą!

Nie mogłem jej odmówić tej przyjemności. Mój pyton wślizgnął się gładziutko, jej odbyt prawie wessał bezbronnego kutasa w siebie. Zajebiste uczucie, tak przyjemnie ciasno. Mogę powiedzieć że znalazłem się w Raju. Po chwili sama z siebie nabijała się jak opętana na mojego bolca tkwiącego w jej dupie; wrzeszcząc że mam ją przepierdolić na wylot. Spełniłem jej życzenie i pukałem ją w kakałko chyba zawodowo; bo jej wrzaski zamieniły się w ciągłą litanię: KURWATAKTATAKTAKAAAAAA…Łapała moje ręce i kładła na swoich cyckach, jęcząc że jestem wspaniały i mam nie przestawać jebać ją w dupcię. Że jestem taki słodziutki że mnie pożre w całości… Potem opsikała mi jajeczka bitą śmietaną w spreju i zaczęła je wylizywać milimetr po milimetrze, z jakąś chirurgiczną precyzją. Każdy skrawek mojej skóry został wykąpany w jej ślince. To było cudowne przeżycie. Macocha pieszczotliwie lizała nie tylko moje orzeszki, wiadomo. Kutasa ssała jak lizaka, mogła to robić bez końca. Przyssała się do mojego fiuta jak pojebana, znowu nie chciała wypuścić mnie ze swoich ust.
Gdy wystrzeliłem jej w gardziel, płucząc gębę Elaine od środka, pochłonęła calutką zawartość mojej pałeczki co do kropelki, szepcząc kiedy nie miała już czego ssać.

  • Pyszne mleczko produkują twoje jedwabiste jajeczka, mój synu. Mama tak bardzo lubi spijać twoje mlecio wprost ze żródełka…Synek da jeszcze, nakarmi swoją mamusię, prawda? Mały Scotty przecież nie pozwoli by mamusia chodziła głodna. Daj, mamusia jeszcze chce possać twój słodziutki kranik, nawet jeśli pusty…Może jeszcze jakaś kropeleczka się znajdzie i mamie do ust skapnie?

Dalej nie pamiętam, bo wyczerpany zasnąłem.
Następnego ranka obudziłem się. Coś chyba ciągło mi druta. Jakież było moje zdziwienie, gdy poczułem że wargi żony mojego ojca nadal oblepiają mi twardego już pytonga, wssysając go głębiej do jej buzi. Mój drut znów bardzo mocno zakotwiczył głęboko w gardle 30-latki. Wciąż zaspany jak przez mgłę zarejestrowałem fakt, że nad twarzą mam jej pipkę. Szpara macochy przyzywała mnie syrenim śpiewem, mój język zwilgotniał natychmiast. Zwłaszcza że Elaine bardzo ściśle oplatała swoim języczkiem należący do mnie instrument. Rozkazała mi w tej chwili wychłeptać jej cieknącą pusię. Zapewniała że z rana muszelka mamuni smakuje jeszcze lepiej. Nie mogłem się oprzeć. Liznąłem jej miękkości jak kotek, raz i drugi. Rzeczywiście, pyszniutka była ta brzoskwinka. Już po chwili zagłębiałem się w szczelinkę bez opamiętania, ssąc jej drobniutkie wargi sromowe tak jak niemowlę ssie matczyne sutki. Złapałem ją za pupcię chcąc wypić więcej soczku z cipki macochy…a potem…

Nagle chłopak przerwał opowieść, kolejny raz ukrywając twarz w dłoniach. Shelby najbardziej na świecie pragnęła teraz jednego, pocieszyć Scotta, ukryć go w swoich ramionach, by choć na moment zapomniał o wyrodnej suce, która do tego stopnia zmanipulowała 15 – latka. Dziewczyna bała się jednak, że oparzy go swoim dotykiem. Dlatego najpierw wolała zapytać.

  • Scott, chcesz żebym Cię przytuliła? Nie musimy się kochać, jeśli nie masz ochoty.
    Jakoś to przeżyję.
  • Naprawdę? I nie uznasz mnie za żałosnego pedałka?
  • Nie.
  • A…a serio możesz mnie tylko przytulić?
  • Jasne. Chodź tu. – poprosiła,
    najdelikatniejszym tonem na jaki było ją stać.
  • Tak, chcę. Bardzo chcę żebyś mnie przytuliła..tylko proszę, nie rób nic więcej, zgoda?
  • Masz to jak w banku.

Słysząc jego przyzwolenie zbliżyła się do niego i objęła ramionami, a on wtulił się w nią, pozwalając by Shelby delikatnie głaskała go po włosach; powtarzając mu że kiedyś wszystko się ułoży, a macocha zapłaci za swoje czyny.

Miłosne rozerwanie

Witaj! Mam na imię Karolina i moim chłopakiem jest Michał. Mam też najlepszego przyjaciela. Ma na imię Jacob. Michała uważam za drugą połówkę, Jacoba za brata. Ile razy żałowałam, że nie jesteśmy rodzeństwem. Michał i Jacob bardzo się polubili. Nie chciałam ranić Jake’a, ale jakoś musiałam mu przekazać, że kocham go ale nie tak jak Michał, więc nie może liczyć na moją miłość. Na pewno kocham Michała o stokroć bardziej. Pewnego dnia zraniłam go strasznie. Bolało. I to nie jego tylko mnie! Po dwóch dniach zadzwoniłam do niego. Przysięgłam, że zrobię wszystko co zechce, bylebyśmy znowu byli przyjaciółmi. Z Michałem naprawdę bardzo się lubili, więc gdy następnego dnia wpadł do mnie, poprosił o rozmowę z Mikiem* w cztery oczy. Gdy wrócili, oboje mieli już ustalony plan. Marzyłam tylko o jednym, ale że byłam jeszcze dziewicą trochę się bałam. Jake** miał dopiero 15 lat! Mimowolnie jęknęłam. Obrzucili mnie pytającymi spojrzeniami. Zignorowałam ich. Usiadłam na dywanie. Michał dosiadł się i zaczął pieścić moje piersi. Kuba przyglądał nam się i był wielce podniecony. Michał delikatnie mnie pocałował. Zatraciłam się w tym pocałunku. Po chwili wpił się w moje wargi z ukrywaną dotąd gwałtownością. Ogarnęło mnie… Hmm… Poczucie winy? Tak, można tak to nazwać. Gdy tak mnie całował, cały czas trzymał w dłoni moją pierś. Zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Przez chwilę oderwał się ode mnie i zdjął moją bluzkę. Został jeszcze stanik. Jake tak się tym podniecił, że jego penis stanął sztywno. Gdy zauważył, że mu się przyglądał przeprosił i poszedł „do WC”. Michał szybko uwinął się z moim stanikiem. Całował delikatnie moje piersi. Zauważyłam, że jego członek też stoi. W tej samej chwili wrócił Kuba. Był cały nago. Miał tylko majtki. Jego penis już nie stał. Michał zdjął moją spódnicę i zaczął całować moje nogi. Jacob podszedł do nas i masował moje piersi. Przy tym całował mnie namiętnie. Nie zaprzeczę, podobało mi się. Nie wiedziałam kiedy, zaczął lewą dłonią ugniatać delikatnie moją cipkę. Zamknęłam oczy oddając się przyjemności. Nagle zamienili się z Michałem i to jeko dłonie pieściły moją pierś i cipkę. Całował mnie z większym wyczuciem. Nie wiedzieć kiedy zrobiło mi się mokro.

Jake zdjął swoje majtki i moim oczom ukazał się wielki penis. Zawiodłam się na Michale, że nie pokazał mi nigdy swojego. Zdjęłam moje majtki.
Było mi już bardzo mokro. Michał, pewnie dlatego wsadził mi palec w odbyt.

  • Ohhh – jęknęłam podniecona.
  • Dobrze ci tak? – Spytał Mike
    Nie odpowiedziałam ponieważ Michał wyjął go i zabrał się do zdejmowania majtek. Czekałam aż zobaczę jego penisa. Gdy go zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Miał chyba 30cm! Był jeszcze większy niż Jacoba. Gdy podszedł do mnie usiadłam i chwyciłam go w rękę. Zaczęłam mu go masować. Michał położył mnie na brzuchu a Jake przyglądał się. Michał kazał mi trochę unieść dupę. Jacob podszedł i wsadził mi palec do tyłka i zaczął wsadzać, wyjmować, wsadzać, wyjmować… Michał schylił się by wylizać moją cipkę z soków. Niekontrolowanie jęknęłam gdy wsadził mi język do pochwy. Co to było za odczucie! Nagle chwyciłam ich oboje za penisy i przyciągnęłam do siebie. Masowałam penisa Jake’a a penisa Michała lizałam. Wsadził mi go głęboko do ust. Wyjęłam go i zaczęłam lizać mu jądra. Jacob był strasznie podniecony i szybko zajął miejsce Michała. Mój ukochany stanął na mną i chwycił mnie w talii a Jacob wkładał mi penisa do ust. Micał delikatnie wcelował penisem w mój odbys i pchnął go lekko. Jęknęłam z rozkoszy. Michał wyjął go, by potem wsadzić go mocniej i głębiej. Westchnęłam. Jego jądra uderzały mocno o moją mokrą cipkę. Jake wyjął penisa i zajął miejsce Michała. Mike wczołgał się pode mnie i wsadził delikatnie penisa do pochwy. Jacob wpychając mi swojego w odbyt zepchnął mnie mocno na członka mojego ukochanego. Weszli we mnie obaj. Michał pieścił moje piersi i namiętnie mnie całował, a Jake wbijał penisa z całej siły…

Niegrzeczni chłopcy

-Alex! Rusz się!-wrzasnął, stojąc pod drzwiami łazienki. Dave-tak samo jak i jego brat-był wysokim, przystojnym brunetem(brunet=czarny!!!). Jego klatka piersiowa była dobrze umięśniona. Oboje mieli elektryzująco błękitne oczy i łobuzerski uśmiech, który był całkowicie naturalny. Ze względu na fakt, że kochali się czasem podmieniać starali się zawsze wyglądać tak samo. Nawet wspólnie przebili dolną wargę, jeden drugiemu. Rodzice rzecz jasna nie cieszyli się z postępowania synów. Chcieli, aby się czasem wyróżniali. Alexander-bo wolał jak mówiło się do niego pełnym imieniem-był starszy o te kilka minut i jak na starszego brata przystało, dokuczał młodszemu. Wiedział, że ich wiek jest ten sam, ale lubił drażnić się z Dave’m. Nie umiał nic na to zaradzić. Zwłaszcza, że różniła ich jedna rzecz. Orientacja seksualna. Dave był homoseksualistą i nie wstydził się mówić o tym bratu, ponieważ wiedział, że Alex nie jest taki, jak inni bracia. Czasem nawet, kiedy rodzice już spali, chłopcy siadali razem przed komputerem, włączali Internet i wspólnie się zabawiali. Czasami nawet jeden pieścił drugiego. Powoli, tak, aby dać bratu jak najwięcej przyjemności. Bracia nigdy nie posunęli się do całkowitego zaspokojenia siebie, do seksu. Bo jak można uprawiać seks z własnym odbiciem? To było dla nich co najmniej dziwne.
-Wal się! Teraz ja się kąpie!-odparł mu wzburzony Alexander.
-Sam się wal!-odpyskował nieco ciszej i odszedł od drzwi, ale w jego głowie pojawiło się pewne wyobrażenie. Jego myśli ukazały mu pewien obraz… jego brata, który stał w kabinie prysznicowej. Kompletnie nagi, powoli przesuwał ręką po swoim ciele, aż do krocza. Jego dość pokaźnych rozmiarów członek stał na baczność i dumnie się pręży przed ścianą. Chłopak subtelnie przesuwał po nim ręką, naciągając skórkę. Jego oddech był jeszcze równy i spokojny, ale wraz z posuwistymi ruchami dłoni stawał się płytszy i szybszy, ale nadal cichy. Co prawda, w domu byli tylko oni, bracia Evans, ale mimo wszystko on chciał mieć tę chwilę dla siebie. Zamknął oczy, z lekka potęgując doznania… Rozmyślania Dave skończyły się, ponieważ do jego uszu dotarło bardzo cichutkie posapywanie. Już wiedział, że jego wyobraźnia dobrze podpowiedziała, ale skoro jego brat chciał być sam, to go takiego pozostawił. Poszedł do swojego pokoju i zamknął się w nim. Doskonale czuł namiot w szortach, ale postanowił to w miarę możliwości zignorować. Położył się na swoim łóżku i złączył powieki. Trafił w stan kompletnej bezmyślności. Nie wiedział jak to opisać, ale zdawało mu się, że wcale nie myślał. Spędził tak dość sporo czasu, ale w jego mniemaniu nie minęło pięć minut. Do pokoju zajrzał Alexander. Miał mokre włosy i czuł się maksymalnie odprężony. Spostrzegając wybrzuszenie na kroczu brata uśmiechnął się lekko. Domyślił się, że ten doskonale słyszał ciche jęki. Przeszedł przez próg najciszej jak się dało, a fakt, że brat go nie usłyszał jeszcze bardziej spotęgował pewność siebie. Szybko usiadł na Davie i przytrzymał mu ręce. Brat nie lekko się zdziwił, co Alex wykorzystał. Otarł się o niego gwałtownie i w natychmiastowym tempie złączył ich usta. W tym pocałunku dało się wyczuć niepewność. Obaj nie wiedzieli czy ten stosunek będzie udany… W końcu to tak, jakby patrzeć w lustro. Przynajmniej na pozór. Oboje jednak oddawali pocałunki, które z każdą sekundą stawały się coraz pewniejsze. Alexander powtarzał gesty, które wykonywał biodrami i z zadowoleniem wyczuwał sztywniejącego penisa brata. Ten zaś poruszył się niespokojnie i jęknął tak, jakby chciał dać, znak, że ma już dość gry wstępnej i natrętnego ocierania się. Alex zsunął się z ust Dave i przeniósł swoje wargi na brzuch. Złośliwie omijał sutki, ale w końcu dotarł do podbrzusza. Uniósł głowę i spojrzał w oczy brata. Widział, że były kompletnie zamglone i wręcz błagał o tę przyjemność. Starszy z braci zdecydowanym gestem zsunął z brata spodnie razem z bokserkami i ukazał mu się członek rozmiarów podobnych do jego własnych. Pewnie przesunął językiem po całej długości. Słysząc zadowolone westchnięcie Dave powtórzył gest znacznie nachalniej, na koniec biorąc główkę do ust. W pokoju dało się słyszeć dość głośny jęk. Całe ciało młodszego z braci drżało. Chłodne krople wody z włosów Alexandra kapały na podbrzusze chłopaka, co jeszcze bardziej potęgowało subtelną przyjemność. Starszy chłopak zassał główkę i dołączył do zabawy rękę, którą naciągał skórkę. Młodszy za to nie umiejąc wytrzymać wplątał palce we włosy brata i docisnął jego głowę tak, że chłopak dosięgnął ustami do samych jąder. Odchrząknął lekko, ale nie przeszkadzało mu to i zaczął poruszać głową tak, jak życzył sobie tego młodszy. W ten sposób zabawiali się jeszcze przez blisko piętnaście minut, co chwilkę zmieniając tempo. Dave w pewnej chwili wystrzelił tak obficie, że Alexander nie umiał utrzymać wszystkiego w ustach i nieco spłynęło kącikiem. Był z siebie dumny. Po raz pierwszy robił feliato, a wyszło mu to tak dobrze. Jego brat sapał bardzo głośno, a Alex dokładnie oblizał główkę jeszcze chwilkę się nią bawiąc. Odsunął się i wytarł ręką usta. Nie miał pojęcia dlaczego, ale przez brata zaczynali podobać mu się również mężczyźni. Nagle w drzwiach przekręcił się klucz, obaj spojrzeli po sobie pośpiesznie i Dave wciągnął bokserki.
-Dlaczego to zrobiłeś?-szepnął, ponieważ na nic więcej nie było go stać. Starszy z braci wzruszył ramionami i bez słowa wstał, po czym udał się do swojego pokoju.